Reklama

Ministra edukacji zapasy z rzeczywistością

Ministra edukacji zapasy z rzeczywistością

11.03.2020
Czyta się kilka minut
Ogłaszający zamknięcie szkół szef MEN oświadczył, że dla oświatowego kalendarza to nie problem, bo jego poprzedniczka wprowadziła w podstawach programowych „pewnego rodzaju zapas”.
Szkoła Podstawowa nr 150 na warszawskim Bemowie, 11 marca 2020 r. Fot. Jan Bielecki/East News
D

Dariusz Piontkowski wystąpił na środowej konferencji prasowej wraz z premierem i szefami kilku innych resortów, by ogłosić – w związku z zagrożeniem epidemiologicznym – dwutygodniową przerwę w pracy placówek oświatowych. Zostawiając na boku zasadność tej decyzji, a także jej – być może konieczne dla bezpieczeństwa nas wszystkich – daleko idące konsekwencje w codziennym życiu (zwłaszcza rodzin z dziećmi w wieku szkolnym), uwagę zwraca jedna z wypowiedzi szefa MEN. Na pytanie dziennikarki o realizację kalendarza edukacyjnego (przed nami m.in. egzaminy dla ósmoklasistów oraz matury), Piontkowski odpowiedział: „Przy tym okresie zawieszenia działalności dydaktyczno-wychowawczej nie ma potrzeby zmian w kalendarzu obecnego roku szkolnego. Strajki ubiegłoroczne pokazały, że nawet przy kilkutygodniowym okresie braku zajęć – jest możliwość realizacji podstawy programowej. Moja poprzedniczka, konstruując te podstawy, wprowadziła pewnego rodzaju zapas: część zajęć ma być przeznaczona na powtarzanie, rozszerzanie materiału. A więc możemy potraktować spokojnie te dwa tygodnie jako okres tego zapasu, i gdy szkoły wrócą do normalnych zajęć, wówczas nauczyciele – przynajmniej przy tym okresie, o którym mówimy – spokojnie będą mogli zrealizować podstawę programową”. 

Można już teraz założyć, że ten pozornie mało znaczący fragment ważnej konferencji w środowisku nauczycielskim wywoła za moment wrzenie. Wprowadzona przez PiS reforma – nie tylko strukturalna, ale też programowa – oceniana jest przez nich różnie, tak jak różne są sympatie polityczne, a także spojrzenia na zlikwidowane już gimnazja czy powołane do życia czteroletnie licea. Ale jedno zdanie – o czym minister zapewne wie – niesie się po szkolnych korytarzach i pokojach nauczycielskich zgodnym echem, bez względu na zapatrywania polityczne: wprowadzone przez PiS podstawy programowe są tak przeładowane, że nie ma czasu na oddech, nie mówiąc o takich ekstrawagancjach jak wyjście z dziećmi do teatru czy kina. Z materiałem zawsze trzeba było pędzić – mówią nauczyciele – teraz wskazany jest galop. Mówili to (także na naszych łamach) nauczyciele, dyrektorzy, eksperci – uwagę na ten problem zwracał choćby półtora roku temu rzecznik praw dziecka Marek Michalak. W wystąpieniu RPD chodziło o nadmiar zadań domowych – pokłosie sytuacji, w której nauczyciele nie są w stanie przerobić materiału w ramach lekcji. "Bezdyskusyjną w tej kwestii sprawą jest fakt, że obowiązkiem nauczycieli i dyrektora szkoły jest zadbanie o stworzenie uczniom warunków do harmonijnego rozwoju. Nauczyciele argumentują jednak, że obciążenie uczniów wynika z zakresu treści zawartych w podstawie programowej" – zwracał uwagę Michalak. 

Apele niewiele jednak dały: problem z programowym nadmiarem jest jednym z największych, z jakimi borykają się dziś nauczyciele oraz – zgodnie z logiką tego szkolnego „łańcucha pokarmowego” – rodzice wraz z dziećmi. 

Być może już za dwa tygodnie dzieci wrócą do szkół, wtedy faktycznie skutki koronawirusa dla działania systemu oświaty ograniczą się do minimum. Ale jeśli minister chciał uspokoić nauczycieli („spokojnie będą mogli zrealizować podstawę programową”), to wybrał na to najgorszy z możliwych sposobów. 


ZOBACZ TAKŻE: SERWIS SPECJALNY O KORONAWIRUSIE I COVID-19 >>>

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Przemysław Wilczyński / Fot. Grażyna Makara
Dziennikarz działu krajowego „Tygodnika Powszechnego”, specjalizuje się w tematyce społecznej i edukacyjnej. Jest laureatem Nagrody im. Barbary N. Łopieńskiej i – wraz z Bartkiem Dobrochem...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Przecież w porównaniu z końcówką PRL (podstawówkę kończyłem w roku 89/90), dzieci nie uczą się wcale dużo. Lektur brak, historia okrojona, fizyka okrojona... Gorzej, że za dwa tygodnie szkoły NIE WRÓCĄ do normalnych zajęć jeśli szanowny minister naprawdę tak sądzi, to nie świadczy najlepiej o jego zdolnościach intelektualnych. A mimo wszystko tego stanowiska nie powinien piastować kompletny palant.

Ja kończyłam podstawówkę - ośmioletnią, a jakże - w czerwcu 1991. Potem LO, studia i kariera nauczycielska w gimnazjum. Od 2014 wzięłam rozbrat z publiczną oświatą - rychło w czas, jak się okazało. Mam jednak dzieci w publicznych szkołach - córka to pierwszy rocznik tzw. reformy, przeciera teraz szlaki w nowym czteroletnim LO. Nawet dziadek - inżynier, bardzo kochający naukę, chwalący dawne, wysokie standardy i rozmiłowany w matematyce, był zdziwiony, gdy zobaczył, ile tematów mieści podręcznik do matematyki ucznia klasy pierwszej. Spontaniczne pytanie, bez żadnej prowokacji z mojej strony: "Czy oni w ogóle mają czas na lekcje powtórkowe?". Otóż nie mają. Mój syn w podstawówce już od klasy 4 uczy się wg nowej podstawy programowej - i tak, na tym etapie jest ona również przeładowana. Na pewno nie ma czasu na powtórki i pogłębianie wiedzy. Lektury są, jak najbardziej - obok "nowoczesnych" tytułów ("Kajko i Kokosz: Szkoła latania", "Harry Potter i kamień filozficzny" czy "Hobbit"), w repertuarze wciąż dużo Sienkiewicza: "W pustyni i w puszczy", "Krzyżacy", "Latarnik", "Quo vadis". Ostała się również "Katarynka" i "Chłopcy z Placu Broni". Są i "Syzyfowe prace" Żeromskiego, a dla wielu uczniów i nauczycieli omawianie ich to zaiste syzyfowa praca. W dodatku na dwa lata, tuż przed egzaminem ósmoklasisty, dochodzą nowe przedmioty: chemia, fizyka i drugi język obcy. Kiedy ja chodziłam do podstawówki, fizyka zaczynała się już od klasy szóstej i dzięki temu był czas rzeczywiście przyswoić sobie materiał, a nie tylko zakuć, zdać i zapomnieć. Jako językoznawca mogę też z całą odpowiedzialnością powiedzieć, że nauka drugiego języka obcego w SP, aby miała sens, powinna zacząć się w klasie piątej, dwuletni kurs w warunkach klasowych (bez pomocy rodziny, bez kursów prywatnych i korepetytorów) to tylko wstęp do nauki, która nie zawsze będzie kontynuowana w szkole średniej. Nowa podstawa nie okroiła drastycznie historii w podstawówce, w każdym razie - nie historię Polski (tę światową może trochę tak). Kiedy moja córka w klasie ósmej uczyła się o reformach okresu międzywojennego, to miałam wrażenie, że przygotowuje się do matury - tyle było szczegółowych informacji. Przedmioty ścisłe ucierpiały bardziej, nie tylko programowo, ale także w tzw. siatce godzin i właśnie stąd ta "galopada" z materiałem. Na wszystko brakuje czasu, bo poprzednia pani minister nie dała sobie czasu, żeby podstawę programową przygotować spokojnie i starannie. Nie dała też sobie czasu na refleksję nad krytycznymi uwagami, których otrzymała mnóstwo, także od wybitnych specjalistów.

Dokładnie Pani opisała sytuację dzieciaków i nauczycieli we współczesnej, zdeformowanej szkole. Mnie nasuwa się jeden wniosek. Tę rewolucję, podstawę programową, programy układali ludzie w wieku, powiedzmy grzecznie, zaawansowanym. To aż przebija się, patrząc na rezultaty ich działań. Dokładnie to widać. Ci ludzie znają "Naszą szkapę" i nie dopuszczają do siebie, ze można czytać inne książki. No może jeszcze "Janka muzykanta"oraz "W piwnicznej izbie". I to jest powód, wiek, zapatrzenie w siebie, degrengolady którą muszą pzrełykać obecnie dzieci, ,młodzież i ich rodzice. Wiek, to dotyczy także głównych polityków, szarego posła, hierarchów kościelnych z ich fobiami i reszty decydentów. Gdzież ci młodzi? Hallo , jesteście gdzieś?

Tzw korki kosztują tyle co wizyta u lekarza specjalisty. Ten pewien zapas do powtórzeń jest realizowany poza szkołą. Dla mnie nauczycielem roku powinien być belfer, który jest wstanie przygotować uczniów do egzaminu bez dodatkowych lekcji. Cieszę się, że strajk jednak na coś się przydał.

obchodzimy się bez kilku instytucji np. szkoły, kościoła, urzędów

A co z nadętymi tetrykami w rodzaju Dzięgi z artykułu poprzedzającego?
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]