Reklama

Odtrutka od szkoły

Odtrutka od szkoły

16.03.2020
Czyta się kilka minut
Jarosław Pytlak, pedagog, dyrektor szkoły: Nauczyciele jak Polska długa i szeroka ruszyli do przenoszenia nudnej, sztampowej edukacji z lekcyjnej sali do internetu. Damy naszym uczniom detoks.
Szkoła podstawowa nr 1 w Toruniu, 12 marca 2020 r. / FOT. GRZEGORZ OLKOWSKI / POLSKA PRESS / EASTNEWS
P

PRZEMYSŁAW WILCZYŃSKI: Dzieci 26 marca wracają do szkół. To scenariusz realny?

JAROSŁAW PYTLAK: Kompletnie nierealny, zwłaszcza że okres ogłoszonego przez rząd zagrożenia epidemicznego skończy się zapewne po tej dacie. Ale żeby odpowiedzieć na pytanie, kiedy powrót do szkół nastąpi, musiałbym być wróżką. A jestem tylko dyrektorem szkoły.

Szef MEN co i rusz przypomina, że zamknięcie szkół to nie wakacje, i że powinna się odbywać praca zdalna. Prosi dyrektorów, by szkolili nauczycieli w tym zakresie.

Na razie mam na ten temat do powiedzenia tylko jedno: są rzeczy ważne i mniej ważne. Dla mnie do tych pierwszych należy zdrowie nauczycieli, a do drugich – realizacja podstawy programowej.

O tych ostatnich minister mówił, że „nie ma potrzeby zmian w kalendarzu roku szkolnego. Strajki ubiegłoroczne pokazały, że nawet przy kilkutygodniowym okresie braku zajęć – jest możliwość realizacji podstawy programowej. Moja poprzedniczka, konstruując te podstawy, wprowadziła pewnego rodzaju zapas”.

W tej wypowiedzi tylko jedna rzecz jest prawdziwa: że zeszłoroczne strajki nie przeszkodziły w „realizacji” podstawy. Biorę to słowo w cudzysłów, bo nie chodziło oczywiście o prawdziwą realizację, tylko o rytualne zaświadczenie personelu szkół na czele z dyrektorami, że wykonano plan. Była to wówczas dokładnie taka sama fikcja jak teraz, przy okazji przerwy związanej z epidemią. I taka sama jak w sytuacji, gdyby nie przepadł nam ani jeden dzień nauki. Po prostu podstawy programowe wprowadzone przez poprzedniczkę pana ministra są w przypadku większości przedmiotów – zwłaszcza dla klas 4-8 – niemożliwe do zrealizowania.

Poproszę o przykłady.

Opublikowałem niedawno szczegółową analizę podstawy z biologii dla podstawówek. I łatwo przyszło mi wykazanie, że na 180 przewidzianych w tym czasie lekcji przypada 196 zawartych w podstawie programowej wymagań, takich jak umiejętność scharakteryzowania pajęczaków, niemożliwa do uczciwego opanowania w ciągu jednej godziny. Poddałem analizie biologię, bo to mój przedmiot, ale to samo mówią nauczyciele niemal wszystkich przedmiotów.

Dlaczego więc minister mówi o „zapasie”?

Bo stosuje sprawdzoną metodę oddziaływania na ludzi, której celem nie jest wcale przekonanie środowiska nauczycielskiego, że jest dobrze, bo to środowisko doskonale wie, że jest źle. Celem jest przekonanie tych spośród wyborców, którzy nie mają pojęcia, na czym polega uczciwa realizacja podstawy programowej. A przez to skłonni są uwierzyć, że rząd wszystko tak doskonale wymyślił, iż sprawdza się nawet w czasie koronawirusa, a tylko źli nauczyciele nie potrafią tego wprowadzić w życie.


POLECAMY TAKŻE: SERWIS SPECJALNY O KORONAWIRUSIE I COVID-19 >>>


„Dar od losu”. Tak zatytułował Pan jeden z wpisów na swoim blogu. Ten dar to nie jest – cóż za niespodzianka! – możliwość realizacji podstawy programowej, tylko odpoczynek od niej.

Gdy to pisałem, nie rozkręciła się jeszcze na dobre machina „zdalnego nauczania” w polskich szkołach. Gdy rozmawiamy, większość pedagogów albo ruszyła do działania, albo się do niego szykuje. Nauczyciele jak Polska długa i szeroka jęli przenosić naszą nudną, sztampową edukację z lekcyjnej sali do internetu. Do tej pory ładowaliśmy dzieciom do głów łopatami podstawy programowe, teraz będziemy robić to samo, tylko wysyłając im zadania online. Odfajkujemy to, udokumentujemy, pochwalimy się cyfryzacją i „pracą zdalną”. Nasi uczniowie zamiast widzieć z ławki nauczyciela i tablicę, będą teraz – i to w najlepszym razie: tylko tam, gdzie dostępność sprzętu na to pozwoli – patrzeć na nauczyciela na laptopie, robiąc te same wysłane przezeń zadania, doskonale zgodne z wymaganiami podstawy programowej.

Półżartem mówiąc: jeśli to rzeczywiście zda egzamin i okaże się skuteczne, to gdy opuści nas szczęśliwie koronawirus, wypadnie pozamykać szkoły, zwolnić większość nauczycieli, a zostawić tylko jakieś centra cyfrowe, z których będą rozsyłane materiały dla uczniów.

Co Pan proponuje w zamian?

Wymyślenie, co to mogłoby być, zajęło mi chyba pięć minut – po prostu długo czekałem na taką okazję. Sprzedanie tego nauczycielom nie wymagało nawet spotkania, a jedynie wysłania do nich kilku maili. To prosty przekaz do nauczycieli i uczniów: zróbcie to, co chcecie, nauczcie się czegoś, co was zainteresowało, i podzielcie się tym ze swoimi nauczycielami! Uszyjcie coś, nagrajcie na telefon, napiszcie, namalujcie.

Są już jakieś pomysły?

Ze strony uczniów jeszcze niewiele, bo ruszyliśmy dopiero od dzisiejszego poniedziałku, ale takie samo zadanie otrzymali nauczyciele – oni też będą na odwyku, i oni również mają wymyślać rzeczy, na które w normalnych okolicznościach nie mieliby czasu.

Pan również?

Naturalnie! Wygrzebałem np. książkę Niziurskiego „Naprzód, Wspaniali!”. Jeden z bohaterów był przez pół roku unieruchomiony w łóżku i w tym czasie przeczytał zestaw mądrych książek. Można być unieruchomionym w łóżku, można przymusowo siedzieć w domu na skutek epidemii. Nagrywam fragmenty tej książki, robię z tego pliki dźwiękowe, roześlę je do uczniów wraz z propozycją – ale nie narzuconym zadaniem! – żeby posłuchali. Może ktoś wpadnie na pomysł, jak zostać Wspaniałym, jak wykorzystać czas kwarantanny, i się tym z nami podzieli?

Kolejny pomysł: od wielu lat mam niezmontowany – nagrany za pomocą kamery – materiał filmowy o schronisku Perła Zachodu w Dolinie Bobru. Potrzebuję godziny, żeby wyciągnąć z internetu informacje o tym schronisku, złożyć film do kupy i dograć tekst, a następnie taki półtoraminutowy filmik wysłać dzieciakom. Mamy zresztą w szkole cały cykl filmów, których dotąd zebrało się około czterdziestu. Polonista był z dziećmi w Żyrardowie, by dokumentować XIX-wieczny układ miasta, mamy za sobą wycieczkę do kolei linowej na Tobołów, najstarszej jednokrzesełkowej kolei w Polsce. Dokumentowaliśmy też m.in. znajdujący się w Nowej Soli jedyny w Polsce, a jeden z trzech na świecie most zwodzony unoszony całą powierzchnią do góry.

Te filmy to tylko jeden z możliwych tropów, chodzi o zasadę: róbmy cokolwiek, z czego będziemy potem dumni i będziemy się mogli tym pochwalić.

Od bardziej zaprzyjaźnionych mam uczniów wiem, że już z tymi najmłodszymi dzieciakami zaczęły działać. Jakaś matka już zdążyła wyszyć razem z córką poduszkę, teraz będą zapewne spływać do nas kolejne pomysły.

To brzmi jak bunt w czasie epidemii!

Najzabawniejsze jest to, że my – zwłaszcza w odniesieniu do klas 1-3 – jesteśmy w stanie wykazać, że to jest właśnie realizacja podstawy programowej! Wykonujemy tylko coś, czego prawie nikt w tych podstawach nie dostrzega: że dziecko ma uczyć się własnej inicjatywy, podejmowania decyzji.

W szkołach te umiejętności nie są specjalnie cenione, bywają wręcz kłopotliwe. Teraz dostajemy idealną szansę, by coś zmienić. Nie musimy się wreszcie trząść nad tymi dziećmi jak baranie ogony. Możemy się cieszyć tym, co zrobią, skrzętnie to gromadzić, a potem – gdy minie już trudny czas epidemii – zaprezentować to w szkole. Zobaczyć, wysłuchać, dotknąć. Liczę, że w ten sposób nasze dzieci odtrujemy. Od nauki na zawołanie, na sygnał, na ocenę.

Po tej odtrutce powrót do diety ciężkostrawnej może być bolesny.

O swoją szkołę się nie boję: ten pomysł pasuje do naszej filozofii działania na co dzień. Moi nauczyciele wiedzą, że interesuje mnie najbardziej coś innego niż realizacja podstawy programowej. Mnie obchodzi to, czy dzieci lubią dany przedmiot, czy lubią szkołę, czy się rozwijają.

Oczywiście, gdy w wyższych klasach zbliża się już koszmar egzaminów ósmoklasisty, to te moje piękne teorie po trosze biorą w łeb. Ale jeśli do szóstej klasy zdołamy wraz z nauczycielami zaszczepić uczniów przeciw szkolnemu wypaleniu, to przez pozostałe dwa lata jakoś przetrwają.

Rodzice ósmoklasistów nie wściekną się na Pana?

Mama jednej z uczennic przysłała mi zdjęcie zrobionej przez dziewczynę plastelinowej figurki. Przedstawia postać z zasłoniętą twarzą, spętaną więzami. Tytuł: „W niewoli koronawirusa”. Mama skomentowała, że cieszy się, iż córka zajęła się czymś tak pozornie bezsensownym jak lepienie figurki z plasteliny. Zaznaczam: to była inicjatywa tej dziewczyny, bo gdybyśmy ósmoklasistom proponowali coś takiego, to rodzice rzeczywiście nie byliby chyba zadowoleni.

Dla tych dzieci mamy platformę edukacyjną, ale zastrzegłem rozmawiając z nauczycielami, że mogą tam przesyłać zadania wyłącznie z polskiego, matematyki i angielskiego – dajemy im spokój z resztą przedmiotów.

Nauczyciele rozliczani są z efektów – choćby podczas wspomnianego egzaminu.

Tyle że przenoszenie rutyny i sztampy z murów szkoły na laptopy nic nam nie da. Zadamy, odhaczymy, udokumentujemy kawał ciężkiej, nikomu niepotrzebnej roboty, a potem się będziemy dziwić, że młodzi ludzie nie potrafią dobrze niczego poza realizowaniem czyichś programów i zaleceń. Że tylko wybitne jednostki w nielicznych szkołach potrafią się wdrożyć w tryb samokształcenia i samobieżności. Wykorzystajmy szansę, by choć na moment to zmienić.

Jarosław Pytlak jest pedagogiem, nauczycielem, kieruje zespołem szkół Społecznego Towarzystwa Oświatowego na warszawskim Bemowie. Twórca kwartalnika „Wokół Szkoły” i bloga wokolszkoly.edu.pl.



 „TYGODNIK” NA KWARANTANNĘ

Zostańcie w domu. Zadbajcie w ten sposób nie tylko o siebie i swoich najbliższych, ale także o całą naszą wspólnotę. Zadbajcie jednak nie tylko o zdrowie w jego najbardziej elementarnym, fizycznym wymiarze, ale także o kondycję psychiczną i duchową. W trosce o te ostatnie przygotowaliśmy dla Was „Tygodnik na kwarantannę” – wybór najlepszych tekstów publikowanych w ciągu ostatnich dekad w „Tygodniku Powszechnym”; tekstów, co do których mamy poczucie, że są odpowiednie właśnie na ten czas.

Wszystkie wywiady, reportaże, eseje i artykuły publikowane w serwisie „Tygodnik na kwarantannę” są dostępne bezpłatnie. Serwis będziemy aktualizować codziennie >>>

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Przemysław Wilczyński / Fot. Grażyna Makara
Dziennikarz działu krajowego „Tygodnika Powszechnego”, specjalizuje się w tematyce społecznej i edukacyjnej. Jest laureatem Nagrody im. Barbary N. Łopieńskiej i – wraz z Bartkiem Dobrochem...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

"Jedna godzina na scharakteryzowanie pajęczaków to za mało" [śmiech na widowni jak w serialu "Przyjaciele] Co "Pan proponuje w zamian? Wymyślenie, co to mogłoby być, zajęło mi chyba pięć minut – po prostu długo czekałem na taką okazję" [kolejna salwa śmiechu na widowni, przedstawia Rowan Atkinson]. Poproszę o więcej...

Pedagog Pytlak, rocznik 1962, w szkole pracuje chyba od niedawna. Przejrzałem jego artykuł z 2019 roku pod dramatycznym, a zarazem erudycyjnym tytułem "J'accuse...", w którym bierze na warsztat, a właściwie na łoże tortur podstawę programową nauczania biologii w szkole podstawowej z 2017 roku. Rzeczywiście, za dobrze to nie wygląda. Weźmy te pajęczaki: "II.6.2.[uczeń] przedstawia środowisko życia, cechy morfologiczne oraz tryb życia skorupiaków, owadów i pajęczaków oraz wskazuje cechy adaptacyjne umożliwiające im opanowanie różnych środowisk". Z drugiej strony, niekoniecznie trzeba zakładać, że ujęte w punkty treści i cele nauczania - wierzę na słowo, że jest ich 196 - odpowiadają wprost tematom kolejnych godzin lekcyjnych. Nie będę się jednak o to sprzeczał, bom ani urzędnik MEN, ani pedagog. Skąd jednak wiem, że dyr. Pytlak to świeżo upieczony nauczyciel? Ano stąd, że gdyby interesował się programami szkolnymi przed czasami Zalewskiej i Piontkowskiego, których osobiście oskarża o destrukcję wspaniałej polskiej oświaty w ciągu trzech lat, to musiałby znać zatwierdzoną na lata 2012-2019 podstawę dla 3-letniego gimnazjum. Liczyć nie będę, ale na oko punktów jest co najmniej dwa razy tyle, a wśród nich ten o pajęczakach: "III.9 [uczeń] wymienia cechy umożliwiające zaklasyfikowanie organizmu do parzydełkowców, płazińców, nicieni, pierścienic, stawonogów (skorupiaków, owadów i pajęczaków), mięczaków, ryb, płazów, gadów, ptaków, ssaków oraz identyfikuje nieznany organizm jako przedstawiciela jednej z wymienionych grup na podstawie obecności tych cech; 10. porównuje cechy morfologiczne, środowisko i tryb życia grup zwierząt wymienionych w pkt 9, w szczególności porównuje grupy kręgowców pod kątem pokrycia ciała, narządów wymiany gazowej, ciepłoty ciała, rozmnażania i rozwoju". No jak, dyrektorze? Za min. Kluzik-Rostkowskiej było lepiej? Poradziłby pan sobie z tematem w godzinę?

Wspaniale! Wreszcie uczniowie pograją sobie do woli na kompie zamiast ślęczeć nad jakąś sztampową podstawą programową.

@jpdz w poniedziałek, 16.03.2020, 18:42. Nie mam już dzieci w wieku szkolnym, wiem natomiast od znajomych, że przynajmniej w części szkół nauka online wyglądała pierwszego dnia zupełnie serio. Oczywiście może to być słomiany zapał, ale.. Kto wie? Może to początek jakiegoś postępu w polskiej oświacie. ;)
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]