Miles Davis, „The Cellar Door Sessions 1970"

Jazzowi lefebryści pewnie do dziś nie wybaczyli Milesowi Davisowi elektryfikacji zespołu i jazz-rockowej fuzji. Zaczęło się to pod koniec lat 60. I chociaż muzyka fusion, zdaniem wielu, szybko wyczerpała swe możliwości, to nagrania Davisa z tamtego czasu, a także z początku dekady następnej, nadal brzmią olśniewająco. Te rejestracje, w wersji zremasterowanej, wydano m.in. w serii dubeltowych płyt "Live Electric. Album niniejszy zawiera nagrania niemal wyłącznie premierowe, dotąd niepublikowane, mimo że dokumentacja występów Davisa w waszyngtońskim klubie Cellar Door powstała w grudniu 1970.
Czyta się kilka minut
 /
/

Owszem, lider używa do trąbki różnych przystawek modyfikujących jej dźwięk, kontrabas zastąpiła elektryczna basówka (Michael Henderson), Keith Jarrett obsługuje elektryczne klawiatury, dochodzi jeszcze John McLaughlin z elektryczną gitarą, wykorzystywaną inaczej niż we wcześniejszych jazzowych kombach - niemniej całe to instrumentarium jest, na dobrą sprawę (a zwłaszcza z dzisiejszej perspektywy) traktowane akustycznie. Tak, liczą się nowe brzmienia, przydają się lampy i tranzystory, przede wszystkim jednak chodzi o zmienne układy dźwięków tworzonych przez improwizujących artystów. Idee muzyczne implikują tu dojrzały, znakomity jazz, bardzo nowoczesny (a po części także już po-) i nowatorski, będący chyba jednak ostatnim już zwieńczeniem ewoluujących stylistyk i przełomów Davisa, otwierającego się tu także na przetworzone nurty free.

Z elektrycznego wspomożenia (poza mikrofonami) nie korzystają Gary Bartz (saksofon sopranowy i altowy), Jack DeJohnette (perkusja) i Airto Moreira (instrumenty perkusyjne); Davis zresztą też nie zawsze używa swoich przystawek.

W sumie powstaje muzyka jakby bez początku i końca, przejścia między ścieżkami są płynne, lider nie tyle podaje melodię i podsumowuje utwór, ile pojawia się w gęstej, pulsującej materii, by paroma zmodulowanymi dźwiękami trąbki jeszcze podkręcić przestrzeń, a później, za spory czas, powraca ostrymi riffami, o celowo niezbyt czystej artykulacji, wskakuje w rozpędzony świat brzmień. Oto kolejna płynna zmiana, znów się coś może zacząć. Improwizacje na fenderze, odcinek prowadzony przez basistę, unisono i kontrasty dętych, niezwykły duet Jarretta i Moreiry, zagęszczenia, ekstatyczny rytm, długie ciągi i nagłe zwroty, uspokojenia.

Doprawdy, sześć płyt to wcale nie za dużo.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 17/2006