Między nami gatunkami

Ile może się wydarzyć między jedną pełnią a drugą, wie ten, kto spędził miesiąc patrząc przez okno.

Reklama

Między nami gatunkami

Między nami gatunkami

20.04.2020
Czyta się kilka minut
Ile może się wydarzyć między jedną pełnią a drugą, wie ten, kto spędził miesiąc patrząc przez okno.
Gęsi na jeziorze Manawa, Iowa, USA. / NATI HARNIK / AP PHOTO / EAST NEWS
K

Kiedy premier Mateusz Morawiecki ogłaszał początek narodowej kwarantanny, księżyc był akurat w pełni. Ten marcowy nazywano kiedyś „robaczym” – gdy pojawiał się na niebie, gleba rozmarzała po zimie i zaczynało z niej wypełzać skostniałe jeszcze życie. Dżdżownice, pszczolinki, kowale bezskrzydłe zwane tramwajarzami i reszta chitynowej watahy.

Dawniej każdy księżyc miał swoją nazwę: „wilczy”, „kwiatowy”, „truskawkowy”, „burzowy”, „jesiotrowy”, „żniwny” i może jeszcze „księżyc umierającej trawy”. Nawet jeśli mówienie do księżyca po imieniu wydaje nam się dziś pomysłem z kosmosu, bez trudu przypiszemy te imiona do konkretnych pór roku, zjawisk i czynności.

Jedna z tych kobiet

Wśród rdzennych ludów zamieszkujących region Wielkich Jezior mówi się o ciężarnej kobiecie, która spadła z nieba, by dać początek światu, jaki dziś znamy. Pojawiła się nagle w dziurze w...

22254

Dodaj komentarz

Chcesz czytać więcej?

Wykup dostęp »

Załóż bezpłatne konto i zaloguj się, a będziesz mógł za darmo czytać 6 tekstów miesięcznie! 

Wybierz dogodną opcję dostępu płatnego – abonament miesięczny, roczny lub płatność za pojedynczy artykuł.

Tygodnik Powszechny - weź, czytaj!

Więcej informacji: najczęściej zadawane pytania »

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Do artykułu tak hojnie okraszonego erudycją literacką i nomenklaturą zoologiczną godzi się dodać drobny przypis. "Dawniej każdy księżyc miał swoją nazwę...". Te dawne nazwy to oczywiście indiańskie nazwy miesięcy {autor wymienia akurat algonkińskie, pewnie za tym Kimmererem), które europejskim kolonistom musiały wydawać się czystą poezją w porównaniu z suchymi, z niczym nie kojarzącymi się nazwami w ich własnych językach. Dlatego weszły one do osadniczego folkloru w różnych zresztą wariantach, np. miesiąc wilczy u alaskańskich Haidów nazywa się niedźwiedzim, a u Szoszonów po prostu mroźnym. Nam jednak Indianie nie zaimponują, bo nasz język przechował przyrodniczo-rolniczy konkret w nazwach miesięcy czerwia, lipy, sierpa, wrzosu, paździerza pozostałego po międleniu lnu i konopi, opadających liści i grud zmrożonej ziemi. Szczerze mówiąc, indiański "harvest moon", czyli wrzesień, w naszych warunkach byłby bez sensu. Istnieje jednak ciekawy łącznik pomiędzy skądinąd odległymi tradycjami Indian i Słowian. Otóż polska nazwa "kwiecień" została zapożyczona przez język czeski, w którym odnosi się do maja (květen, chociaż w języku książkowym zdarza się máj, odbierany jako archaizm), podczas gdy czwarty miesiąc to po czesku "duben". A dlaczego Czesi zmienili znaczenie zapożyczonego słowa? Bo Josefowi Jungmannowi, tłumaczowi "Atali" Chateaubrianda, wydało się ono pięknym, poetyckim odpowiednikiem "lune des fleurs" (u Boya jest "Księżyc Kwiatów"), które we francuskim oryginale oznacza maj. I tak nasz staropolski kwiecień trafił do sąsiedniej czeszczyzny za pośrednictwem języka Naczezów znad Missisipi przefiltrowanego przez francuski. Habent sua fata verba.

.

Przewrot kopernikanski tez zawdzieczamy gesi. Niech to ges kopnie. I ruszyla Ziemie...

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]