Melchior Wańkowicz w „Tygodniku”: walka z dezinformacją i nożyk do obierania kartofli

Drukowanie w powojennej Polsce uchodziło wśród emigrantów za zdradę. Mimo to Wańkowicz wybrał „Tygodnik Powszechny” – była to z jego strony wyraźna deklaracja niezależności.
Czyta się kilka minut
Melchior Wańkowicz jako korespondent wojenny 2. Korpusu Polskiego w towarzystwie nieznanych osób na polach Monte Casino. Włochy, 1944 r. // Narodowe Archiwum Cyfrowe
Melchior Wańkowicz jako korespondent wojenny 2. Korpusu Polskiego w towarzystwie nieznanych osób na polach Monte Casino. Włochy, 1944 r. // Narodowe Archiwum Cyfrowe

Marketingowiec, pionier promocji i copywritingu, autor hasła „cukier krzepi”. Wydawca „Ferdydurke” Gombrowicza i „Sklepów cynamonowych” Schulza, razem z Marianem Kisterem prowadzący Towarzystwo Wydawnicze „Rój”. Korespondent wojenny, komentator i dziennikarz „Tygodnika Powszechnego”. Właśnie ukazała się biografia Melchiora Wańkowicza.

Melchior Wańkowicz: krakowski student i świadek rewolucji w Meksyku

Zaczęło się jeszcze przed I wojną światową. Przybyły znad berezyńskich błot student Uniwersytetu Jagiellońskiego mieszkał na stancji na Sobieskiego 19; w tym samym czasie w odległej o sto metrów kamienicy urodził się Jerzy Turowicz, późniejszy redaktor naczelny „Tygodnika Powszechnego”.

To wtedy Melchior Wańkowicz wybiegał z wykładów, żeby zobaczyć pierwszy automobil, jadący, jak to w Austro-Węgrzech, lewą stroną ulicy. Kraków był wówczas dla panicza z Kałużyc synonimem nowoczesności i demokratyzacji. 

On sam był z kolei jedną z ważniejszych postaci ponadzaborowej konspiracji ruchu ZET-owskiego i prowadził działania o charakterze organicznikowskim – m.in. zbiórki pieniędzy dla tych, którzy aby uniknąć rusyfikacji, chcieli studiować poza granicami Rosji: czyli nie w Warszawie, a na przykład w Krakowie.

Wkrótce angażuje się także w przeszkolenie wojskowe w ramach Strzelca. Nie walczy jednak w Legionach – próbując wymknąć się powołaniu do carskiej armii w czasie Wielkiej Wojny, kontynuuje studia w Piotrogrodzie i Kijowie, wykonując też trudną pracę pośredniczenia między polskimi uchodźcami (z których niektórzy zaczęli popełniać przestępstwa) a lokalnymi władzami i mieszkańcami bojącymi się potencjalnej epidemii w ukraińskim Chwastowie (dziś Fastów). 

Ostatecznie – jako reprezentant konspiracji niepodległościowej blisko związanej z Piłsudskim – Wańkowicz wstępuje do tworzonego na ziemiach białoruskich I Korpusu Polskiego, gdzie współorganizuje pucz przeciw kapitulacji dowództwa wobec Niemców. Oddzielony w 1921 r. od rodzinnego domu granicą, staje się uchodźcą chwytającym się najróżniejszych zajęć. 

Po kilkuletniej pracy jako urzędnik MSW, nadzorujący cenzurę prasową, pod koniec 1926 r. wybiera się w podróż do Ameryki Środkowej, której efektem są reportaże drukowane w prasie oraz książka o antyklerykalnej rewolucji w Meksyku. Tak zaczyna się jego przygoda z dziennikarstwem.

Korespondencje z Londynu? Wańkowicz: „Ucieszyłem się i nie napisałem ani jednej”

Trudno się dziwić, że – osiadając w Londynie – jako miejsce druku swoich pierwszych tekstów w zdominowanej przez komunistów powojennej Polsce wybiera nowo powstały „Tygodnik Powszechny”. To właśnie w niezależnym od władz piśmie zadebiutuje w kraju esejem porównującym bitwę o Monte Cassino z powstaniem warszawskim.

Wybór miejsca druku był wyraźną deklaracją niezależności i przejawem oporu cywilnego – o którego roli wciąż zbyt mało pamiętamy. Artykuły Wańkowicza sąsiadowały w „Tygodniku” z wierszami Stanisława Lema i tekstami wojennego kuriera AK, Marka Celta (Tadeusza Chciuka), wówczas działacza opozycji, który wkrótce będzie musiał uciekać z kraju.

Tymczasem wielu emigrantów uważa drukowanie w kraju za zdradę – niezależnie od miejsca druku i tego, co znajduje się w tekście. A Wańkowicz podaje fakty niemiłe nowej władzy, pokazując zbrojny wysiłek żołnierzy polskich na Zachodzie – dziś powiedzielibyśmy, że zapobiegał dezinformacji. Teksty te redakcja zapowiada na pierwszych stronach.

Podkreślić też trzeba, że teksty te były pisane specjalnie dla „Tygodnika Powszechnego” i ukazywały się zawsze za zgodą autora. Wańkowicza w tym samym czasie „drukowano” w kraju wbrew jego woli, wyjmując np. z kontekstu fragment „Na tropach Smętka”, mający potęgować wrogość wobec Niemców.

Redakcja „Tygodnika Powszechnego” przy pierwszym wydrukowanym tekście Wańkowicza zamieściła znaczący przypis:

„wobec rozpowszechnionej u nas korsarskiej metody przedrukowywania prac autorów przebywających za granicą bez ich zgody, z dowolnymi skrótami, a nieraz i bez podania źródła przedruku, komunikujemy, że artykuł został nam nadesłany przez autora”.

W pewnym momencie „Tygodnik Powszechny” zaproponował, by Wańkowicz pisał dla niego korespondencje z Londynu. Pisarz podsumuje w liście do siostry Józefa Czapskiego w Maisons-Laffitte: „ucieszyłem się i nie napisałem ani jednej”. Obawiał się, że w coraz trudniejszej sytuacji nie będzie potrafił wymijać cenzury: „każda myśl musi być z ogonkiem. A takie między wierszami się nie mieszczą”.

Z nieopublikowanych listów Wańkowicza do Turowicza wynika, że propozycja współpracy wyszła ze strony samego pisarza: „zapewne najlepiej będzie nadsyłać korespondencje nie o polityce na tle obyczajowem angielskiem”, pisał w roku 1948, rozumiejąc, że decyzja w ówczesnej rzeczywistości nie zależała całkowicie od woli redakcji („gdybym w ciągu miesiąca nie otrzymał odpowiedzi, będę uważał, że moja oferta nie mogła być przyjęta”).

Nie znamy niestety odpowiedzi Turowicza – która, sądząc z adnotacji na liście, nastąpiła – jednak do napisania wspomnianych korespondencji albo nie doszło (jak zdaje się wynikać z cytowanego listu do Czapskiej), albo zostały zablokowane przez cenzurę. Ukazały się jednak inne teksty Wańkowicza: dwa urywki z „Ziela na kraterze” oraz „Westerplatte”. I w druku – przynajmniej pod nazwiskiem – to było wówczas tyle. 

„Tygodnik” i Wańkowicz prostują fake newsy

Kontakty Wańkowicza z „Tygodnikiem Powszechnym” przeniosły się do bardziej dyskretnego kanału: w imieniu Melchiora pisała jego starsza siostra, represjonowana przez UB, przenosząca się wówczas między różnymi wioskami w lasach pod Zieloną Górą i Lesznem. Honoraria za druk w kraju pisarz przeznaczał dla niej, ona zaś wysyłała Turowiczowi m.in. szkice Wańkowicza z Palestyny, zaznaczając, że zdaje sobie sprawę, że nie będą mogły być z przyczyn cenzuralnych wydrukowane.

„Tygodnik” był także tym krajowym pismem, które wsparło Wańkowicza w próbie sprostowania fake newsów – przedrukowując jego list do „Kultury” z odparciem zarzutów w sprawie represji, które miały spotkać bohaterów „Na tropach Smętka” z powodu rzekomych niedyskrecji Wańkowicza. Cóż, kiedy szkalowanie w tej i wielu innych sprawach ciągnie się za nim do dziś (najbardziej zapamiętujemy przecież pierwszą informację).

Gdy Wańkowicz w 1956 r. przyjeżdża do kraju, natychmiast nawiązuje kontakty z „Tygodnikiem”. Drukując świadomie w jak najszerszym spektrum pism, związki z krakowskim tygodnikiem ma szczególne – także rodzinne: córka jego bratowej, Anna Morawska, prowadzi sekretariat koła poselskiego grupy „Znak”. Wańkowicz właśnie w „Tygodniku” drukuje też swoje reportaże amerykańskie, które lata później znajdą się w wydanej książkowo „trylogii amerykańskiej”.

Uparcie szukając kontaktu z czytelnikami, sięga także po niestandardowe metody promocji – przesyłając dla czytelników „Tygodnika Powszechnego”... „nożyki do obierania kartofli, w liczbie dwudziestu sztuk” i obiecując przesłanie do rozdysponowania wśród nich podobnej liczby amerykańskiego przyrządu do nawlekania nici ze szkłem powiększającym.

Zależało mu na dostarczaniu jak najświeższych wiadomości – przewidując na konkretny czas nasilenie się konfliktu rasowego w USA, z góry układał swoje reportaże, niejako antycypując te zdarzenia.

Walka z cenzurą i List 34

W tym samym czasie próbuje, początkowo nawet skutecznie, walczyć z cenzurą... reklamacjami na poczcie (domagając się dostarczania mu prenumerowanej paryskiej „Kultury”). Wkrótce jednak, z powodu protestu przeciw cenzurze, znajdzie się w areszcie: w marcu 1964 r. podpisuje się pod Listem 34, później zaś za pośrednictwem amerykańskiej ambasady przesyła informacje w sprawie protestu do swojego zięcia, pracującego w rozgłośni „Głos Ameryki”.

Wańkowicz był jednym z liderów protestu. Widać tu pisarza z zupełnie innej perspektywy, niż jest postrzegany; własne interesy materialne nie mają dla niego żadnego znaczenia, przeciwnie: 6 kwietnia 1964 r. proponuje pomoc represjonowanemu zmniejszeniem nakładu „Tygodnikowi Powszechnemu” (za podpis Turowicza i Kisielewskiego). Oferował się jako potencjalny i gratisowy („na cały czas obcięcia nakładu”) autor, opłacał także prenumeratę (dotychczas pismo otrzymywał za darmo).

Rok później jednak – po tym gdy, skazany na więzienie, nie znalazł się w nim – wobec odpowiedzialnego w rządzącej partii za cenzurę Wincentego Kraśki deklarował, że nie będzie drukować w pismach odbieranych jako filary dwóch skrajnych nurtów ideowych, aby nie dawać wrażenia, że opowiada się po którejś ze stron (chodziło tu zarówno o warszawską „Kulturę”, jak też pisma środowisk katolickich, i to zarówno paxowskie „Kierunki”, jak i „Tygodnik Powszechny”). Była to swoista deklaracja neutralności, będąca jednak wycofaniem się z solidarności ze środowiskiem protestującym przeciw cenzurze.

Może to właśnie dlatego dwa miesiące przed śmiercią, pisząc z propozycjami tekstów do Turowicza, dodawał wzmiankę: „jeżeli Pan Redaktor nie ma w ogóle obiekcji przeciwko drukowaniu moich artykułów”. A proponował m.in. eseistyczny portret arcybiskupa wileńskiego Edwarda Roppa na tle rusyfikacyjnego i policyjnego naporu na hierarchię kościelną (można go było czytać podobnie symbolicznie jak esej Jasienicy o Wandei).

Na odwrocie swojej wizytówki (z nowym adresem na warszawskim Służewie) informował także Turowicza o istotnej książce – bynajmniej nie swojej – „w przekonaniu, że tego rodzaju publikacja ma duże znaczenie dla naszego zbliżenia z Zachodem. Gdyby Redakcja chciała się zapoznać z książką, chętnie doślę”.

Autor jest kustoszem dyplomowanym w Instytucie Dokumentacji i Studiów nad Literaturą Polską, oddziale Muzeum Literatury im. Adama Mickiewicza w Warszawie. Wydał książki „Jan Józef Lipski. Biografia źródłowa” oraz „Wedlowie. Czekoladowe imperium”. Nakładem wydawnictwa Czarne ukazała się jego biografia „Wańkowicz. Życie na kraterze”.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”