Badanie biografii, którą Melchior Wańkowicz sprzedawał niczym produkt na Instagramie, może uczyć tropienia dezinformacji i fake newsów. Kto pamięta o jego odznaczeniu za zdobycie arsenału w antyrosyjskim powstaniu w Mińsku? O jego związkach z wojskowym wywiadem i zapobieganiu sowieckiej propagandzie?
Dziś albo zapomniany, albo oswojony, a przeważnie źle rozumiany, okazuje się kimś mówiącym o bardzo współczesnych problemach. Krzywdą jest wpychanie wzmianek o nim wyłącznie w ramy okrągłych słów działów kulturalnych, bo jego znaczenie jest przede wszystkim społeczne. I tak, jego „Szczenięce lata” (1934) nie są jedynie tęsknotą za arkadią kresowych dworków: pokazują koszty tej szlacheckiej arkadii ponoszone przez polskich i białoruskich chłopów. „Ziele na kraterze” (1950) z kolei to nie tylko martyrologia powstańców, a przedstawienie dramatu rodziców wychowujących dzieci w cieniu zagrożenia katastrofą wojny i dwóch totalitaryzmów.
Przede wszystkim jednak Wańkowicz jest kimś, kto przezwyciężył w sobie propagandystę, by pokazywać „obie prawdy”, całą wielowymiarową rzeczywistość, nie dając się zaprząc do rydwanów hasztagów zwalczających drugą stronę sporu w mediach społecznościowych. Czasem się zapędzał – choćby na siłę dystansując się od USA w swojej koncepcji „Klubu Trzeciego Miejsca” – wynikało to jednak z chęci ocalenia własnej niezależności jako dziennikarza.
Uważany za propagandystę, potrafił wierzgnąć swoim zleceniodawcom – nawet w pochwalnej wobec sanacji „Sztafecie” (1939) nie tylko opiewał wielki infrastrukturalny projekt budowy Centralnego Okręgu Przemysłowego, ale wskazywał na zaniechania i błędy, dotyczące przede wszystkim polityki społecznej państwa.
Później zaś – doświadczywszy cenzury politycznej ze strony dawnej opozycji, która przejęła władzę: zakazów druku ze strony rządu gen. Sikorskiego – wskazywał potrzebę wyjścia poza wiecznie trwający kontredans nakręcającej się polaryzacji. Głębokość podziałów politycznego establishementu ułatwiła wówczas zadanie Moskwie.
Ów reporter czuły na historię, przykładający wielkie znaczenie do weryfikacji źródeł – ostrzegał amerykański Kongres przed sowiecką dezinformacją w sprawie Katynia. Po 1945 r. drukowało go w kraju wiele pism, ale pierwszym, do którego sam przesłał teksty, był nowo powstały „Tygodnik Powszechny”.
Warto dziś sobie przypomnieć nie tylko jego teksty, ale także warsztat. Ten reporter, który był twórcą kampanii reklamowych, może nauczyć nas znaczenia konieczności weryfikacji informacji przed ich „podaniem dalej”. Samo śledzenie jego mitologizowanej do dziś biografii może wyczulić na wszechobecność dezinformacji, obecnej w „lokowaniu produktu” (może nim być cukier, linia lotnicza, mit biografii własnej i najbliższych, poglądy polityczne).
Reporter, który zaczynał od propagandy – ale na niej nie skończył. Pisarz walczący z cenzurą, wskazujący jednocześnie, że cenzurą nie jest usuwanie skrajnych poglądów z przestrzeni publicznej, że odpowiedzialnością dziennikarza jest moderowanie dyskusji, a nie przyciąganie czytelników promowaniem poglądów jawnie fałszywych czy nienawistnych wobec innych. Memento dla współczesnych mediów opartych na polaryzacji zamiast dążenia do ustalania faktów i pilnowania jakości.
Autor przygotowuje pierwszą pełną biografię Melchiora Wańkowicza.
W Muzeum Literatury im. Adama Mickiewicza w Warszawie od 17 października prezentowana będzie wystawa Melchior Wańkowicz. Fotoreporter (kuratorzy: Anna Grochowiak, Łukasz Garbal), pokazująca fotografie jego autorstwa z ziem dzisiejszej Białorusi z końca lat trzydziestych, PRL-u roku 1956 i USA początków ery rock and rolla.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.



















