Mała stabilizacja

Wróćmy pamięcią rok wstecz. Rząd amerykański wydał już prawie ćwierć biliona dolarów na wspomożenie znajdujących się w kłopotach instytucji finansowych, a w końcu stycznia kongres USA przyjął wart ponad 800 mld dolarów plan wsparcia dla gospodarki. Podobne pakiety, warte po kilkadziesiąt miliardów dolarów, uruchomiły m.in. Niemcy i Japonia. Chiński pakiet pomocowy wart jest prawie 600 mld dolarów.
Czyta się kilka minut

A u nas? U nas minister finansów Jacek Rostowski zapewniał, że nie zamierza podwyższyć deficytu i nie będzie pompował na rynek dodatkowych pieniędzy. Opozycja (a także wielu publicystów i ekonomistów) zarzucała gabinetowi Tuska "doktrynerstwo neoliberalne", które powoduje, że rząd nie chce prowadzić polityki aktywnego wspierania rynku za pożyczone pieniądze, jak to czynią kraje zachodnie.

Po roku jasne jest, że obie strony miały rację, ale rząd miał tę rację mądrzej. Obietnice niezwiększania deficytu i szybkiego przyjęcia euro były nierealistyczne, ale podtrzymały głoszony przez opozycję mit, że Polską rządzą rynkowi fundamentaliści, którzy zarżną gospodarkę, ale finanse publiczne utrzymają pod kontrolą. To uspokoiło inwestorów i umożliwiło tańsze zaciąganie przez budżet pożyczek. Zamiast ponad 10 proc., jak Węgrzy, płaciliśmy 6,5 proc. A każdy punkt różnicy to 6-7 mld złotych dodatkowych kosztów obsługi.

Swoją rację miała też opozycja, bo przecież koniunkturę podtrzymało dodatkowe kilkadziesiąt miliardów złotych w kieszeniach podatników. Tyle że te pieniądze nie pochodziły ze specjalnego programu stabilizacyjnego, ale były efektem skumulowanych działań z ostatnich kilku lat - obniżenia składki rentowej, zmian w VAT i bardziej korzystnych stawek od podatków osobistych. Tak czy owak przełożyły się na deficyt dwa razy wyższy od planowanego.

Budżetowy majstersztyk ministra Rostowskiego polegał na tym, że rząd trochę oszczędził na wydatkach, ale znacznie więcej "oszczędził na prawdzie". To niezbyt eleganckie, ale okazało się skuteczne. Tyle że ceną za przepłynięcie usianych rafami kryzysowych wód jest groźba zadłużeniowej pułapki. Pomysł ministra Rostowskiego na jej uniknięcie polega na tym, żeby "dziś" zmniejszyć deficyt przeznaczając większość składki płynącej do OFE na bieżące finansowanie emerytur, a jednocześnie - stopniowo wygaszając przywileje emerytalne - zmniejszyć wydatki na "jutro", czyli w perspektywie kolejnych ok. 10 lat.

W minionym roku minister Rostowski dał się poznać jako wytrawny taktyk, robiący co innego, niż zapowiada. Teraz musi pokazać, że potrafi być równie dobrym strategiem, który właśnie na odwrót - zrobi to, co deklaruje. A więc nie ograniczy się do wykonania tylko pierwszej części tego planu, czyli do "zamiecenia problemu pod dywan". Oznaczałoby to bowiem wygranie bitwy, ale poważnie zagrażałoby szansom wielkiej polskiej batalii o długotrwały rozwój w perspektywie przekraczającej wyborczy horyzont.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 02/2010