Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Majowy urodzaj

Majowy urodzaj

10.05.2015
Czyta się kilka minut
I znowu maj, znowu Targi Książki, a z nimi długa lista premier literackich dla młodych czytelników. Miejsca niewiele, a tytułów dużo, więc przejdę od razu do rzeczy.
J

JOANNA RUDNIAŃSKA, BAJKA O WOJNIE, Warszawa 2015 wiek 5+
Joanna Rudniańska jest jedną z niewielu autorek, która pisze bajki według starej receptury – dobro i zło zmagają się tutaj bez pardonu, w bohaterach zachodzi przemiana, a morał wieńczy intrygę. I jak u Grimmów – więcej tu mroku niż światła. Książki Rudniańskiej to moralitety ubrane w baśniowy kształt. Wojna i przemoc kładą się cieniem na losach dziecięcych bohaterów. Jednocześnie prostota i przystępność języka czyni z tych opowieści literacką karmę kilkulatka. Tak jest i tym razem.
Najnowsza baśń pisarki traktuje o skośnookiej dziewczynce, której tata nadał imię – Wojna. Zapatrzona w ojca-militarystę, mała Wojna strzela – pif!, paf! – z wyobrażonych karabinów, bawi się ojcowskim mieczem i podziwia równe szeregi żołnierzy na defiladzie. Matka dziewczynki nie podziela podziwu dla armii. Stroni od wojskowych pochodów i nie poważa cesarza, toteż w oczach córki nie zasługuje na szacunek. Narodziny małego brata jeszcze tę niechęć pogłębią.
Pewnego dnia ojciec rusza na front. Odtąd Wojna wraz z mamą i bratem cierpią głód. Aż do sierpniowego poranka, kiedy to pomiędzy matką i córką dochodzi do awantury. A wtedy na pogodnym niebie pojawia się jeden, obcy samolot. Dziewczynka wypowiada w gniewie mściwe życzenie – przez jedną chwilę chce, aby wrogi pocisk zabił matkę i młodszego brata. I życzenie Wojny spełnia się w mgnieniu oka...
W baśni nie pada słowo „Hiroszima”. Zresztą historia jest uniwersalna – na całym świecie rodzą się i dorastają baśniowe dziewczynki, zauroczone mitem żołnierza-zdobywcy. Joanna Rudniańska uczyniła scenerią swojej książki Japonię, co czyni tę historię mniej dosłowną, a zawartą w niej zagadkę – trudniejszą do rozszyfrowania. Pozwólmy dziecku intuicyjnie przeczuć i odczytać wszystkie warstwy baśni. Obrazy Piotra Fąfrowicza (nota bene uhonorowanego onegdaj w Japonii za znakomite ilustracje) taktownie, półgłosem partnerują słowom.

EWELINA LASOTA, DOROTA MAJKOWSKA-SZAJER, SŁOWA DO RZECZY, Ilustracje Monika Grubizna, Muzeum Etnograficzne w Krakowie, Kraków 2015 wiek 8+
Do powszedniej polszczyzny dzieci trafiają metafory i związki frazeologiczne, których pochodzenia kilkulatek nie zna. Powijaki, zanadrze, jarzmo, koszałki-opałki... zadomowiły się w języku, ale ich ludowa genealogia odeszła do lamusa (zapytajcie ośmiolatka, co to lamus!). Krakowskie Muzeum Etnograficzne – bardzo chwalebnie – na użytek dzieci przywołuje i odświeża znaczenie frazeologizmów, tłumacząc je z języka metafory na język funkcji. Tak więc termin „ciemny jak tabaka w rogu” stanie się zrozumiały, jeśli poznamy wygląd tabakiery, wykonanej z krowiego rogu. A zwrot „nabić kabzę” zyska sens, kiedy wiemy, co to „kabza”. Z kolei „smalić cholewki” pojmie, kto słyszał o butach kawalera, traktowanych sadzą zmieszaną ze smalcem. I tak dalej, i tak dalej... Obiekty ze zbiorów Muzeum służą za poglądową lekcję polskich idiomów. Pożyteczna, ze smakiem zilustrowana książka prosto i zwięźle tłumaczy sens ludowych porzekadeł. Zasłużenie nominowano ją do nagrody Festiwalu Literatury dla Dzieci 2015. Czy ją otrzyma? – zadecyduje internetowy plebiscyt.

EOIN COLFER, BRATKI, przeł. Katarzyna Szczepańska-Kowalczuk, Znak Emotikon, Kraków 2015 wiek 9+
Wydawnictwo Znak Emotikon uruchomiło serię „Jaśki” – pierwsza była francuska książka pod tym samym tytułem, traktującą o sześciu braciach. Komiczne rodzinne historie, nieustanna rywalizacja między braćmi, wygłupy i ryzykowne zabawy, wieczne naparzanki... – wspólnym mianownikiem serii są takie właśnie „chłopackie” historie. Po dwóch tomach „Jaśków” francuskich ukazały się „Bratki” Eoina Colfera, czyli „Jaśki” irlandzkie, w przygotowaniu kolejne odsłony: amerykańska, hiszpańska i holenderska.
Eoin Colfer dał się poznać jako twórca bestsellerowej serii o Artemisie Fowlu, genialnym młodocianym przestępcy komputerowym. Jeśli wasz syn czyta za mało, podsuńcie mu książki Colfera – są bardzo w chłopięcym guście. Colfer kapitalnie portretuje chłopców w wieku przepoczwarzania, w fazie pomiędzy słodziakiem mamusi a nieznośnym, nabzdyczonym nastolatkiem. Nikt tak dobrze nie opisuje straszliwego uszczerbku na męskiej godności dziewięciolatka, kiedy to dziewczyna z sąsiedztwa rankiem przyłapie młodego twardziela in spe w piżamce w misie. Chłopięcy bohaterowie Colfera to miłe, trochę ciapciakowate dzieciaki, próbujące za wszelką cenę dorównać bardziej wyszczekanym i brawurowym rówieśnikom.
W „Bratkach” chłopców jest pięciu, poczynając od sepleniącego pięciolatka, a kończąc na dziesięcioletnim Martym, który dręczy o rok młodszego Willa. Książka zawiera trzy wakacyjne epizody – bardzo śmieszne i trochę straszne. Bo ryzyko jest nieuchronne tam, gdzie pojawiają się bystrzy i ciekawi świata chłopcy w wieku szkolnym. Mrożąca krew w żyłach historia piracka; arcyśmieszna opowieść o okrutnym zesłaniu synów do biblioteki dziecięcej, gdzie króluje straszliwa Bulwa (uzbrojona w kauczukowe pieczątki); wreszcie – pojedynek na zwierzenia z dziadkiem-mitomanem. Wszystko to opisuje Colfer z właściwym sobie, ironicznym poczuciem humoru. Na dodatek rewelacyjne ilustracje Tony’ego Rossa. Polecam z entuzjazmem.

ADAM JAY EPSTEIN, ANDREW JACOBSON, CHOWAŃCE 1. GWIAZDY PRZEZNACZENIA, przeł. Ewa Wiąckowska, Wydawnictwo IUVI, Kraków 2015 wiek 9+
Pod okropną (!) okładką kryje się całkiem fajna książka. Ilustracje wewnątrz są w tej samej co okładka, kiczowatej manierze, natomiast sama historia spodoba się amatorom fantasy. „Gwiazdy przeznaczenia” to pierwszy z czterech tomów przygodowej serii, która rozgrywa się w krainie Bezkresji. Mieszkają tu całkiem niemagiczni ludzie, wśród których żyją nieliczni czarodzieje. Stanowią coś w rodzaju magicznej straży, która neutralizuje złoczyńców i przywraca krainie harmonię. Młodzi adepci magii wraz z ukończeniem 11. roku życia zyskują prawo wyboru „chowańca” – zwierzęcia obdarzonego czarodziejskimi talentami. Odtąd mag i chowaniec związani są silną więzią i polegają na sobie w tarapatach. A kłopotów nie brakuje w Bezkresji, bo królowa niedomaga i bez jej czarodziejskiej interwencji do kraju przenikają podejrzane indywidua.
Czarny kot Aldwyn, bezpański włóczęga, podczas ucieczki przed hyclem chroni się w sklepie z chowańcami i zostaje omyłkowo wzięty za zwierzę magiczne. Wybrany przez młodego czarodzieja Jacka na asystenta, trafia do czarodziejskiej kooperatywy, gdzie dwojgu innym czternastoletnim magom towarzyszą chowańce: żaba Gabriel i sójka Skylar. Aldwyn nie przyznaje się do mistyfikacji, licząc na pomyślną odmianę losu. Rozwój wydarzeń sprawi, że przyszłość całej krainy zależeć będzie od odwagi i determinacji chowańców. Niezwykła trójka podejmie niebezpieczną wyprawę na odsiecz siłom dobra...

STANISŁAW TEKIELI, BURDUBASTA ALBO SKAPCANIAŁY OSIOŁ, CZYLI ŁACINA DLA SNOBÓW, Poradnia K., Warszawa 2015 wiek 14+
Jedna z tych książek, które rodzice kupują nastoletnim dzieciom w zbożnym edukacyjnym celu, po czym sami czytają ukradkiem. „Burdubasta” to po łacinie sterany życiem osioł – osioł na złom. Autor użył tego słowa dla jego burczącej, zagadkowej urody, ale i przez analogię – podobnie stara i niepraktyczna wydaje się łacina, tyleż piękna, co martwa. A przecież obecna nadal w polszczyźnie, pod postacią sentencji, których znaczenie bywa wypaczane, bo odkleiło się od historycznego kontekstu. Stanisław Tekieli – entuzjasta łaciny i dowcipny felietonista – sporządził indeks przeszło stu łacińskich sentencji, dogorywających w potocznej mowie. Następnie poddał je liftingowi – objaśnił znaczenie, poinstruował, jak wymawiać, przywołał okoliczności, w których weszły do językowego uniwersum Europy. Zrobił to erudycyjnie i z wdziękiem. Wybraną trzydziestkę opatrzył wierszem – komiczną rymowanką. I tak na przykład pecunia non olet (pieniądze nie śmierdzą) w wierszowanej interpretacji Tekielego brzmi tak:

Pecunia non olet,
więc szybko kabriolet
kup sobie i w podróż się puść.
Już jutro podatki
w twój dom i twe dziadki
uderzą jak Batu-chan w Ruś.
Nic nie da mantolet,
z torsadą epolet,
wszak fiskus te szarże ma gdzieś.
Więc jeśliś ciut dziany,
bierz kurs na Kajmany,
skarbówce by nie dać się zjeść.

Bez obawy. Zarówno „mantolet”, jak „torsada”, a nawet „fiskus” – słowa łacińskiej proweniencji – zostaną niezwłocznie objaśnione, podobnie jak genealogia Batu-chana. Tekieli ma litość dla ignorancji swoich czytelników. Błyskotliwa, zabawna lektura dla aspirujących nastolatków i takichż dorosłych. Albo dla snobów, jak sugeruje autor w tytule. Carpe diem i sursum corda! Co prawda errare humanum est, ale tabula rasa będzie mniej rasa dzięki temu vade mecum.

ZAPISKI BABCI, ZAPISKI DZIADKA, WSPOMNIENIA DLA MOICH WNUKÓW, przeł. Katarzyna Skalska, Wydawnictwo Zakamarki, Poznań 2015.
Wartość rodzinnych wspomnień doceniamy z reguły wtedy, kiedy już nie ma kogo pytać. Małe dzieci chętnie słuchają dziadkowych opowiadań o przeszłości, ale wraz z nadejściem wieku dorastania tracą dla nich zainteresowanie. Ciekawość powraca z wiekiem dojrzałym, kiedy bywa już za późno. Wydawnictwo Zakamarki spolszczyło dwa szwedzkie albumy: „Zapiski Babci” i „Zapiski Dziadka”. Mają one pomóc seniorom ująć w słowa własne wspomnienia. W kilku rozdziałach pogrupowano puste przestrzenie do wypełnienia: „Otrzymałam takie imię, bo...”, „Moje najwcześniejsze wspomnienia z dzieciństwa...”, „Jakie prezenty gwiazdkowe dostałam/chciałam dostać...”, „Trzy słowa, które najlepiej opisują moją mamę...”, „Moje najlepsze/najgorsze szkolne wspomnienie...”, „Rzeczy, których nie potrafię wyrzucić...”, „Dlaczego zakochałam się w twoim dziadku...”. Obok – puste ramki na zdjęcia. Może taki piękny album skłoni do wyznań opieszałych dziadków i babcie? ©

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]