Reklama

Łzy profesora

Łzy profesora

17.02.2009
Czyta się kilka minut
Zdarzało się, że w czasie wykładu rozpinał koszulę i zaczynał masować swoją lewą pierś. Myśleliśmy, że ma chore serce. Ale nie. Robił to chyba po to, żeby opanować wzruszenie, zdenerwowanie. Bo to, co mówił, było zawsze osobiste. Wykładał historię literatury współczesnej tak, jak się opowiada o zdarzeniach z przeszłości, których się było świadkiem lub o których słyszało się od najbliższych.
P

Pamiętam, jak raz podczas wykładu zapomniał daty śmierci Słowackiego. "Ale to nie jest ważne", uśmiechnął się, "bo to zawsze można sprawdzić". A są przecież rzeczy, których sprawdzić nie można, w każdym razie nie w leksykonie. Choćby nasze przeżycia w pierwszym zetknięciu z wielką literaturą, kiedy stajemy osłupiali, nie rozumiemy, zaczynamy rozglądać się na boki w poszukiwaniu przewodnika. Był takim przewodnikiem - ale jakby od niechcenia. Opowiadał nam o swoich fascynacjach nie dlatego, żeby nas oszołomić czy uwieść, ale dlatego, że był w literaturze, teatrze, w sztuce w ogóle - zakochany. Za jedną z najważniejszych książek o literaturze uważam jego "Romans z tekstem". Nigdy się tego tytułu nie wstydził, podobnie jak nie wstydził się wyłożonej wewnątrz tej książki filozofii lektury. Występował przeciwko "liturgii naukowości" w imię "uczucia" - ale przecież nie histerycznie. To właśnie było w nim najciekawsze: jego miłość była intelektualną solidnością. Kochał i chciał wiedzieć jak najwięcej.

Bodaj w 1989 roku poszliśmy do niego z kolegą, Romkiem Batką, prosić, żeby się zgodził na prywatne seminarium. Chcieliśmy mu po prostu zadawać pytania dotyczące współczesnej polskiej literatury. Był wtedy wielką sławą, ale musiała mu się spodobać nasza naiwność i nasza bezczelność. Zgodził się. Mieliśmy przychodzić co dwa tygodnie na jego dyżury i po prostu gadać. Szkoda, że nie miałem wtedy dyktafonu... Zadawaliśmy mu jedno pytanie, a on odpowiadał przez 20-30 minut. Mówił o wszystkim naraz: o autonomii literatury i o uwikłaniach życia literackiego po wojnie, o poezji i prozie, o tym, co go zachwycało, i o tym, co trzeba było znać. Zamiary były ambitne, cóż, kiedy zderzyły się z rzeczywistością. Profesor często wyjeżdżał, my sami tygodniami nie mogliśmy uzgodnić terminu, i w końcu spotkania się urwały. Zapamiętałem jednak bardzo mocno ten pierwszy odruch zgody: miał pełne sale, ale chciało mu się gadać do dwóch. Bo chodziło o literaturę, bo chodziło o wielką miłość.

W 1997 roku wpadłem na pomysł, żeby zebrać jego teksty o Miłoszu. Przystał na to po długich wahaniach. "Myśli pan, że to takie ważne? Nigdy się tak naprawdę z nim nie zmierzyłem". Ale wiedział, że innej książki o Miłoszu już raczej nie napisze. Był w nie najlepszej formie. Podczas kolejnych spotkań czasem mnie nie poznawał, musiałem szukać sposobów, jak dyskretnie dać mu do zrozumienia, że jestem redaktorem prowadzącym. Tym większe było moje zaskoczenie, kiedy któregoś dnia przyniósł niespodziewanie długi szkic (kilkadziesiąt stron) zatytułowany "Miłosz jak świat". "To do naszej książki!". Miał na twarzy wyraz tryumfu, jakby pisząc, z czymś walczył.

Pamiętam, jak na jednym z wykładów, czytając Rilkego, nagle zaczął płakać. Byliśmy poruszeni, niektórzy ze słuchaczy także mieli łzy w oczach. Pod koniec XX wieku, na renomowanym europejskim uniwersytecie, profesor literatury płakał nad Rilkem... Czy badacz nie powinien wstydzić się łez? - pytał w "Romansie z tekstem". I odpowiadał: "Człowiek we łzach widzi źle, ale człowiek bez serca nie widzi nic".

Autor artykułu

Wojciech Bonowicz / Fot. Grażyna Makara
Poeta, publicysta, stały felietonista „Tygodnika Powszechnego”. Jako poeta debiutował w 1995 tomem „Wybór większości”. Laureat m.in. nagrody głównej w konkursach poetyckich „Nowego Nurtu” (...

Napisz do nas

Chcesz podzielić się przemyśleniami, do których zainspirował Cię artykuł, zainteresować nas ważną sprawą lub opowiedzieć swoją historię? Napisz do redakcji na adres redakcja@tygodnikpowszechny.pl . Wiele listów publikujemy na łamach papierowego wydania oraz w serwisie internetowym, a dzięki niejednemu sygnałowi od Czytelników powstały ważne tematy dziennikarskie.

Obserwuj nasze profile społecznościowe i angażuj się w dyskusje: na Facebooku, Twitterze, Instagramie, YouTube. Zapraszamy!

Newsletter

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]