Reklama

Ludzie

Ludzie

22.07.2019
Czyta się kilka minut
Spotkałem go w sklepie. Znaliśmy się od wielu lat. Często pracował u mnie. Robił porządki, rąbał drewno, kosił trawę, czasem pomagał przy różnych budowach. Mówił do mnie „prezesie”.
Z

Zawsze w dobrym humorze, sowizdrzalski samochwała. Z tą dowcipną gadką, którą wyzywał świat na pojedynek i go pokonywał. Mieszkał w najbiedniejszej chałupie dwie wsie dalej. Wokół stały wyelegantowane murowane domy z trawnikami, tujami, szykanami w stylu gminny Luwr. A jego chałupinka była drewniana, nieco zapadnięta, ale wokół miał wysprzątane i poukładane.

Wstawał o piątej rano i brał się do roboty. Mała szklarnia, altanka pokryta winobluszczem, coś tam przycięte, przystrzyżone, ale bez przesady. Wstawał o piątej i pracował. Miał to we krwi. Pracował i gadał. Lubiłem go słuchać. Miał dar pikarejskiej narracji oraz dar autoironii. Miał też szereg heroicznych przygód. Ostatnio, wczesną wiosną wpadł do wezbranej rzeczułki, gdy wieczorem wracał do domu. Nie trafił w mostek. Ubranie w jednej chwili nasiąkło i ciągnęło go w głąb bystrego nurtu: „Myślałem, że już po mnie, bo mnie...

3971

Dodaj komentarz

Chcesz czytać więcej?

Wykup dostęp »

Załóż bezpłatne konto i zaloguj się, a będziesz mógł za darmo czytać 6 tekstów miesięcznie! 

Wybierz dogodną opcję dostępu płatnego – abonament miesięczny, roczny lub płatność za pojedynczy artykuł.

Tygodnik Powszechny - weź, czytaj!

Więcej informacji: najczęściej zadawane pytania »

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

„A było tyle chlać, żeby cię teraz pisarz musiał wozić, było?”. Dziękuję!

Czas miłości.

[i pewnie w wielu innych] żyje podobna para, Józek i Iwonka, ona kiedyś była od niego młodsza, oboje wiecznie na rauszu, ale do roboty chętni - umówią się to przyjdą albo się ich przywiezie, co zrobią to zrobią, jak na mocnej bańce to niewiele, ale chęci się liczą - żyją kątem raz tu, raz tam, póki co o dach nad głową się nie musza martwić, zbierają puszki po harnasiu z promocją wydrukowaną na kapslach i wymieniają je na pełne, za zarobione kupują jedzenie i alkohol, coś im gmina dorzuci do kotła i do pieca - ot taki tradycyjny, polski związek partnerski, do którego jak do spluwaczki dziś może za biskupem każdy klecha i każdy p r a w d z i w i e wierzący napluć

Ci ludzie żyją obok nas. A powinni z nami, bo zachowali coś, co wielu z nas porzuciło. Autora serdecznie pozdrawiam.

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]