Łowcy dopingu

Jak się dziś wykrywa niedozwolone środki w sporcie? Czym jest paszport biologiczny zawodnika i w którą stronę zmierza walka z dopingiem? – opowiadają dyrektor Instytutu Sportu Andrzej Pokrywka oraz Paweł Kaliszewski z Zakładu Badań Antydopingowych.

27.01.2014

Czyta się kilka minut

ANNA BARTOSIK: Czy Rosja jest przygotowana do rzetelnej kontroli antydopingowej w Soczi?

ANDRZEJ POKRYWKA:
Światowa Agencja Antydopingowa (WADA) w listopadzie zagroziła laboratorium moskiewskiemu zawieszeniem akredytacji, a to właśnie pracujący tam Rosjanie odpowiadają za przygotowanie laboratorium olimpijskiego w Soczi. Biorąc jednak pod uwagę, że później już nie było żadnych nowych informacji, wydaje się, że wszystkie niedociągnięcia zostały wyeliminowane. Tym samym działalność olimpijskiego laboratorium antydopingowego w Soczi nie jest zagrożona.

Jak wygląda procedura pobierania próbek od sportowców?

PAWEŁ KALISZEWSKI: Aby zagwarantować bezstronność personelu, pracownicy laboratorium antydopingowego nie mają żadnej styczności ze sportowcami, a do laboratorium trafiają próbki oznaczone jedynie numerem kodowym. Próbka pobrana od zawodnika zostaje podzielona na dwie porcje, tzw. próbki A i B. Próbka A poddawana jest analizom, zaś próbka B jest przechowywana i wykorzystywana w przypadku, gdy zawodnik skorzysta z prawa do odwołania się od wyników kontroli. Wtedy próbka B jest otwierana w obecności sportowca lub jego przedstawicieli, którzy mają również prawo do obserwowania przebiegu analiz laboratoryjnych.

Czy po pobraniu próbki mogą być transportowane na większe odległości w celu ich przebadania?

AP: Istnieją procedury minimalizujące ryzyko związane z transportem, które jest w dużym stopniu przewidywalne. Nasze laboratorium było oficjalnym laboratorium antydopingowym podczas Euro 2012. Próbki były wówczas pobierane zarówno w Polsce, jak i na Ukrainie. Transport próbek do laboratorium trwał od 24 minut w przypadku meczu na Stadionie Narodowym w Warszawie aż do 22 godzin w przypadku próbek transportowanych z jednego z centrów pobytowych na Ukrainie. Nasze laboratorium, które zatrudnia aktualnie 16 osób, pracowało wtedy pełną parą, przez 24 godziny na dobę.

Czy laboratorium antydopingowe jest sprawdzane pod względem jakości badań w trakcie Igrzysk Olimpijskich?

PK: Tak, MKOl prowadzi program sprawdzający pracę laboratorium olimpijskiego poprzez wysyłanie do niego próbek testowych, w których należy wykryć zawarte tam niedozwolone substancje. Ponadto specjalne próbki testowe są dołączane do próbek rutynowych w taki sposób, że pracownicy laboratorium nie są w stanie odróżnić, czy mają do czynienia z próbką testową, czy pobraną od zawodnika. Testowani są więc nie tylko uczestnicy igrzysk, ale też sprawdzana jest jakość pracy laboratorium.

Jak skomentują Panowie doniesienia o dopingu genetycznym?

AP: Z dopingiem genetycznym jest trochę jak z yeti: wszyscy o nim mówią, ale nikt go jeszcze nie widział. Nie znamy skali stosowania tej metody dopingu w sporcie. Niemniej zostały ostatnio opublikowane badania, które opisują metody pozwalające na wykrycie dopingu genetycznego poprzez analizę próbek krwi i moczu.

PK: Metody, które mogą być stosowane w niedalekiej przyszłości, oparte są na tzw. łańcuchowej reakcji polimerazy i pozwalają na wykrywanie DNA, które naturalnie nie występuje w organizmie. Materiał genetyczny wprowadza się zwykle do komórek człowieka za pomocą wirusów. W genomie człowieka geny zbudowane są z fragmentów kodujących – tzw. egzonów – i „przerw” pomiędzy nimi – czyli intronów. Aby w niewielkiej cząstce wirusa zmieścić całą informację genetyczną potrzebną do syntezy białka, przygotowuje się „uproszczoną” wersję genu, pozbawioną intronów. Testy zaprojektowane są tak, by odróżnić naturalną wersję genu z intronami od wprowadzonej sztucznie, czyli pozbawionej intronów.

A czy rozważa się pobieranie od sportowców np. próbek tkanki mięśniowej do analizy genetycznej?

AP: Możliwość wykonania biopsji u sportowca jest dyskutowana zarówno pod względem etycznym i medycznym, jak i pod kątem przydatności w kontroli dopingu. Dziś trudno wyobrazić sobie takie pozyskiwanie materiału do badań antydopingowych. Ale 20 lat temu mało kto przypuszczał, że podczas rutynowych kontroli będą pobierane nie tylko próbki moczu, ale i krwi. Wówczas także podnoszono problem naruszania powłoki ciała człowieka i liczne kwestie etyczno-religijne.

Czy laboratoria antydopingowe zajmują się tylko ściganiem nieuczciwych sportowców, czy także prowadzą prace badawcze?

AP: Warszawskie laboratorium cały czas prowadzi badania w kierunku opracowywania doskonalszych metod wykrywania dopingu. Mowa zarówno o wykorzystaniu nowych technik analitycznych, które mogą służyć do oznaczania niższych stężeń substancji zabronionych, jak i identyfikowania nowych metabolitów, dłużej utrzymujących się w organizmie od dotychczas znanych. Ponadto poszukujemy nowych substancji, które mogą być wykorzystane jako doping. Zgodnie z Międzynarodowym Standardem dla Laboratoriów WADA, każde akredytowane laboratorium musi przeznaczać na badania naukowe przynajmniej 7 proc. rocznego budżetu.

Czym jest paszport biologiczny zawodnika?

PK: To jeden z kluczowych elementów w historii walki z dopingiem w sporcie. Moduł hematologiczny został do niego wprowadzony w 2008 r., a od stycznia bieżącego roku wprowadzono moduł steroidowy. Paszport biologiczny polega na analizie serii danych zebranych na temat zawodnika. Na podstawie tych danych wyznacza się średnią wartość analizowanego parametru oraz zakres możliwych zmian tego parametru, odzwierciedlający fizjologiczną, osobniczą zmienność. Gdy wyniki późniejszych badań wykraczają poza ten zakres, to z prawdopodobieństwem graniczącym z pewnością można stwierdzić, że jest to spowodowane chorobą lub dopingiem. Wszczyna się wtedy procedurę wyjaśniającą, w trakcie której sprawdzane jest, czy przyczyną podejrzanych wyników nie jest choroba sportowca. Gdy to zostanie wykluczone, na podstawie samej analizy danych w paszporcie zawodnika można udowodnić zastosowanie substancji lub metody dopingującej.

AP: Paszport biologiczny to absolutna zmiana w podejściu do badań antydopingowych. Do tej pory jedynym i niepodważalnym dowodem na stosowanie dopingu było wykrycie w próbce biologicznej sportowca substancji zabronionej lub markerów wskazujących na zastosowanie danego związku. Wyznaczano kryteria populacyjne, jednakowe dla wszystkich sportowców. Dzisiaj podejście jest zindywidualizowane. Upraszczając: nie interesuje nas, co sportowiec zażył, lecz to, jak zmienił się jego organizm, czy też jak jego organizm zareagował na zastosowanie dopingu.

Czy to znaczy, że kontrola antydopingowa dąży do całkowitej personalizacji badań?

AP: Obecnie testy antydopingowe podążają coraz bardziej w kierunku tzw. inteligentnego testowania. Zbiera się informacje na temat historii poszczególnych zawodników. A walka z dopingiem nie ogranicza się wyłącznie do pracy laboratoryjnej. W 2012 r. w Szwajcarii zdyskwalifikowano dwóch sportowców za zakupy środków dopingujących przez internet, na podstawie analizy transakcji finansowych. Część narodowych agencji antydopingowych, np. amerykańska czy brytyjska, ma szerokie uprawnienia śledcze. Lance Armstrong został zdyskwalifikowany za stosowanie dopingu m.in. na podstawie dowodów pośrednich: z zeznań świadków.

Należy także pamiętać, że prawo antydopingowe działa do ośmiu lat wstecz, tak długo bowiem mogą być przechowywane próbki biologiczne sportowców. Dlatego nieuczciwy sportowiec może się cieszyć ze zdobytego medalu dopiero po upływie tego czasu. W wielu krajach za stosowanie dopingu grożą sankcje karne, np. w Austrii do dziesięciu lat więzienia. W Polsce kara do dwóch lat pozbawienia wolności grozi osobom podającym substancje niedozwolone nieletnim lub pełnoletnim, ale bez ich wiedzy.

Czy jest Pan spokojny o polskich sportowców na igrzyskach w Soczi?

AP: Jeśli pyta pani w kontekście wyników kontroli antydopingowej, to głęboko wierzę, że w Vancouver polscy olimpijczycy odebrali taką lekcję, której nikt nie będzie chciał więcej powtórzyć. 


Dr n. farm. ANDRZEJ POKRYWKA jest dyrektorem Instytutu Sportu w Warszawie.
Dr PAWEŁ KALISZEWSKI jest pracownikiem Zakładu Badań Antydopingowych Instytutu Sportu. Został zaproszony do pracy w laboratorium antydopingowym podczas Zimowych Igrzysk Olimpijskich w Soczi.

Dziękujemy, że nas czytasz!

Wykupienie dostępu pozwoli Ci czytać artykuły wysokiej jakości i wspierać niezależne dziennikarstwo w wymagających dla wydawców czasach. Rośnij z nami! Pełna oferta →

Dostęp 10/10

  • 10 dni dostępu - poznaj nas
  • Natychmiastowy dostęp
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Wybrane teksty dostępne przed wydaniem w kiosku
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
10,00 zł

Dostęp kwartalny

Kwartalny dostęp do TygodnikPowszechny.pl
  • Natychmiastowy dostęp
  • 92 dni dostępu = aż 13 numerów Tygodnika
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Wybrane teksty dostępne przed wydaniem w kiosku
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
79,90 zł
© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]
Doktor biologii molekularnej i popularyzatorka nauki, autorka „Tygodnikowego” działu Nauka. Absolwentka kierunku biotechnologia medyczna na Uniwersytecie Jagiellońskim. W czasie studiów magisterskich prowadziła badania naukowe w Instytucie Biochemii Maxa… więcej

Artykuł pochodzi z numeru TP 05/2014