Litera w nosie

W świecie wolnych ludzi to oczywiste, że każdy na swój własny rachunek może mieć prawo w nosie. To jest kwestia zwykłego wyboru, a każdy ma prawo wybrać źle. Drogo kupić, tanio sprzedać i źle się ożenić.
Czyta się kilka minut

Zły wybór bywa tragedią osobistą, tak to brzmi w prasowych relacjach procesowych, opisujących dolę tych źle wybierających. Dla ogółu ludzi jest też dość jasne, że do nosa literę prawa wsadzają sobie ludzie źli, by nie rzec tu – od nas inni. Idąc tym skromnym intelektualnie, ale wyraźnym tropem, przekonanie ogółu jest raczej takie, że do mienia prawa w nosie najmniej nadaje się człowiek marzący o karierze ministerialnej. Zupełnie zaś nie do wyobrażenia jest mający w nosie literę prawa minister sprawiedliwości. Dotychczas była to teoria, czy może stereotyp, ale akurat mamy urzędującego ministra sprawiedliwości wsadzającego literę prawa do nosa na oczach podmiotów i przedmiotów prawa karnego, cywilnego i administracyjnego. Jest to wsadzanie solidne, dla wielu ładne, dla innych nieładne, a dla garstki groteskowe. Okolicznością wiele wyjaśniającą i, jak się okazuje, usprawiedliwiającą jest prawda taka oto, że ów minister nie jest prawnikiem. Jest to usprawiedliwienie dziś zaskakujące, bo w chwili wręczania mu nominacji jego nieprawniczość uznawano za atut. Nigdy nie mieliśmy tak wyraźnego znaku, jak może wyglądać krajowa sprawiedliwość pod rządami filozofa i publicysty.

Oczywiście gdy litera prawa znika, pojawia się jego duch. Duch każdemu filozofowi i publicyście jest bliższy, ale próba opisania czy zdefiniowania ducha zawsze komplikuje sprawy najprostsze. Litera wiele ułatwia, zwłaszcza gdy jest to litera prawa. O tym, jak opisanie ducha bywa trudne, można się było przekonać niemal zaraz po wsadzeniu przez ministra litery. Prawnik i poseł z Krakowa Andrzej Duda spróbował; oto jego słowa: „Gowin nie jest prawnikiem, więc w tym sensie wolno mu więcej. Nie jest prawnikiem i nie do końca musi czuć istotę czytaną przez prawników tego, co mówi”. Wszyscy widzimy, jak się robi pod górkę, gdy prawnik próbuje spolszczyć myśl pana ministra.

Nikomu nie pomaga też sławne już zdanie ministra: „Serdecznie chcę przeprosić za moje słowa. Równocześnie chcę podkreślić, że podtrzymuję sens tych słów”. Dobry obyczaj każe uznawać każde przeprosiny za szczere, w przeprosinach liczy się przecież intencja. Tę widać tu dość wyraźnie. Przeprosiny w tym zdaniu są na odległym miejscu, na pierwszym planie jest sens.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 40/2012