Reklama

Lektury pobożne

Lektury pobożne

29.09.2007
Czyta się kilka minut
Gramatyka modlitwy
U

Utkwiło mi w pamięci zdanie jednego z wykładowców jeszcze w seminarium, że najtrudniejszą z czynności, do jakich zdolny jest człowiek, jest modlitwa. Potwierdza to liczba książek o modlitwie - i wciąż powstają nowe, bo wciąż nie wszystko zostało powiedziane. Dotychczasowe nie zaspokoiły "potrzeb rynku", czyli po prostu ludzi, którzy chcą się czegoś sensownego o modlitwie dowiedzieć. A cóż mówić o zapotrzebowaniu tych, których "urząd" kreuje na mistrzów modlitwy? Dobrze, jeśli sami szukają mistrzów, bezradni wobec kierowanych do nich oczekiwań.

Wśród książek o modlitwie są dwie, do których od lat wracam. Pierwsza ukazała się w polskiej - ocenzurowanej - wersji (nie posiadam) w PAX-ie w roku 1977 pod tytułem "Modlitwa w szkole wielkich przyjaciół Boga". W oryginale (Fayard 1975) nosi tytuł "La pri?re ? l'école des grands priants". Autor, o. Jacques Loew, opisuje w niej modlitwę wielkich przyjaciół Boga ze Starego Testamentu, modlitwę Jezusa i innych postaci Nowego Testamentu, modlitwę Teresy z Lisieux, Dietricha Bonhoeffera i innych. Książka przemawia z wielką siłą dzięki swej literackiej urodzie, mądrości i erudycji autora, lecz nade wszystko dzięki temu, że się w niej spełnia starożytna mądrość chrześcijańskiego Wschodu: "Kto nie widział Boga, nie powinien o Nim mówić". Autor zaś - by sparafrazować tytuł innej jego książki - napisał ją "jakby widząc niewidzialnego". Drugą moją ulubioną książką, czy raczej książeczką o modlitwie, są medytacje Karla Rahnera "Worte ins Schweigen" - naprawdę niezwykły zapis modlitwy wielkiego teologa.

Książka wydana przez Znak to całkiem inny rodzaj. Napisana przez filozofa, jest - jak czytamy w nocie na okładce - "swojego rodzaju gramatyką języka, jakiego używamy, zwracając się do Boga w modlitwie". Autor, rocznik 1920, w latach 1944-45 był więziony w niemieckim obozie pracy. Studiował filozofię i teologię katolicką w Monachium i Tybindze. Wykładał na uniwersytecie w Bochum zagadnienia z pogranicza filozofii i teologii. Obecnie prowadzi zajęcia z filozofii religii i filozofii historii w jezuickiej Hochschule für Philosophie w Monachium. Jego prace przetłumaczono na wiele języków, niektóre nawet na koreański. Książka "O języku modlitwy" ukazała się w Niemczech w roku 1988.

Co tego filozofa skłoniło do zajęcia się językiem modlitwy? Wyjaśnia: "Dla filozofa modlitwa stanowi pouczający przypa­dek graniczny wypowiedzi językowych jako takich. Al­bowiem w odniesieniu do wypowiedzi modlitewnej nie znajdują zastosowania tradycyjne kryteria, na pod­stawie których zwykliśmy dokonywać rozróżnienia wy­powiedzi sensownych i wypowiedzi nonsensownych. Z tej racji interpretatorowi filozoficznemu modlitwa - jak dalej przybliżymy - na pierwszy rzut oka zdaje się wypowiedzią pozbawioną odniesienia przedmiotowe­go i treści znaczeniowej; ma te cechy w tak oczywistej mierze, że filozof musi stawiać pytanie, czy nie przyjął błędnych kryteriów. Tego rodzaju rewizja kryteriów za­wsze będzie dla niego pouczająca. Prosta refleksja przekonuje, że tradycyjne kryte­ria sensowności (czy nonsensowności) nie mają za­stosowania w odniesieniu do języka modlitwy. Kto zwraca się do Boga w modlitwie, nie robi niczego, co normalnie czynimy, gdy mówimy".

Książkę, bynajmniej nie najłatwiejszą, można czytać jako rodzaj wtajemniczenia w modlitwę. Tak ją całkiem słusznie prezentuje wydawca. Analiza charakteru języka w dyskursie modlitewnym człowieka pragnącego się modlić może naprowadzić na właściwą drogę. Co więcej, chroni przed tym, co, często brane za modlitwę, jest raczej popisem faryzejskiej hipokryzji. Czasem bowiem, nawet w modlitwach uznanych przez Kościół, za modlitwę bierze się to, co nią nie jest.

Prośba wstawiennicza - pisze Schaeffler - "zbyt łatwo przeradza się w faryzeuszowski osąd nieobec­nych, których kapłan uważa za grzeszników potrze­bujących nawrócenia". Gdy na przykład modli się "Za możnowładców tego świata: żeby odstąpili od swej chęci ujarzmiania słabych, a służyli sprawiedliwości, wolności i pokojowi" - zgro­madzeni mają "przystać na potępienie owych »możnowładców«, jednocześnie dając dowód, że podobnie jak kapłan uczestniczą w walce o wolność, pokój i sprawiedli­wość". We wszystkich tego typu sytuacjach, tłumaczy autor, "rytualny kontekst modlitewnej prośby zmusza zgromadzonych, by uznali przed Bogiem intencje, które wygłasza kapłan - tak, iż nie pozostaje im nic więcej, jak wypowiedzieć »Amen« bądź »Ciebie prosimy, wysłuchaj nas, Pa­nie«; a modlitwa staje się narzędziem dyscyplinowania wiernych i przekonywania do celów takiej czy innej elity politycznej lub teologicznej".

Książka pokazuje, jak bardzo forma językowa i treść znaczeniowa danego wyrażenia się łączą, jak formy językowe określają stosunek pomiędzy mówiącym a słuchającym i adresatem wypowiedzi. Ta obserwacja zastosowana do jedynego w swoim rodzaju języka, jakim jest język modlitwy, wprowadza weń ład, ratuje przed nadużyciami i nonsensem. A nauka "gramatyki" tego języka nieuchronnie prowadzi do konkluzji, dla wierzącego bardzo istotnej: zbadaj, jak się modlisz, a poznasz, kim (jaki) jest Bóg twojej wiary.

Richard Schaeffler, "O języku modlitwy", tłum. Grzegorz Sowinski, wstęp kard. Marian Jaworski, Kraków 2007, Wydawnictwo Znak;

Wschodnie korzenie naszej wiary

Krzysztof Kieślowski mawiał, że człowiek po czterdziestce odpowiada za swoją twarz. Kto choć raz widział twarz blisko dziewięćdziesięcioletniego ojca Špidlíka, będzie ją pamiętał. Wypisane są na niej dobroć, pogoda, inteligencja i spokój ducha. W rzymskim Centro Aletti, w pobliżu bazyliki Santa Maria Maggiore, o. Špidlík ma status patriarchy. Młodzi (w każdym razie młodsi od niego) jezuici odnoszą się do niego jak do mistrza. Tak było jeszcze zanim został przez Jana Pawła II mianowany kardynałem.

Urodził się w 1919 r. w Boskovicach (Czechy). Studiował na wydziale filozofii uniwersytetu w Brnie, a kiedy w 1939 r. po aneksji Czechosłowacji uniwersytety zostały zamknięte, wstąpił do nowicjatu jezuitów w Benešovie koło Pragi. W 1942 r. złożył śluby zakonne, ukończył studia filozoficzne w Velehradzie i był prefektem jezuickiego liceum w tym mieście (1945-46); uczył języków czeskiego i rosyjskiego. Potem wysłano go do Maastricht w Holandii na studia teologiczne, tam też 22 sierpnia 1949 r. przyjął święcenia kapłańskie. W 1950 r. we Florencji odbył trzecią probację zakonną. W 1951 r. został wezwany do Rzymu, by pracować w Radiu Watykańskim - prowadził audycje przeznaczone dla krajów komunistycznych. Przez 38 lat był kierownikiem duchowym Papieskiego Kolegium św. Jana Nepomucena. W 1955 r. obronił pracę doktorską w Papieskim Instytucie Wschodnim. Wykładał patrystykę i teologię duchową wschodniego chrześcijaństwa na wielu uniwersytetach Rzymu i świata. Od roku akademickiego 1989/1990 na emeryturze, nie przestał jednak wykładać. W marcu 1995 r. prowadził rekolekcje dla Papieża i Kurii Rzymskiej. 21 października 2003 r. Jan Paweł II mianował go kardynałem (był najstarszym z kreowanych na tym konsystorzu). Na jego prośbę Papież zwolnił go z obowiązku przyjęcia sakry biskupiej. Jest uważany za jednego z największych światowych znawców teologii patrystycznej i duchowości chrześcijańskiej Wschodu.

Franciszkańskie wydawnictwo "Bratni Zew" od kilku lat kontynuuje wydawanie najlepszych światowych opracowań zagadnień duchowości chrześcijańskiej. Wśród nich znajduje się jeszcze jedna książka

o. Špidlíka ("Człowiek Boga. U źródeł życia zakonnego"). Sam autor określa te książki mianem "podręczników". Polski podtytuł ("Przewodnik systematyczny") lepiej ukazuje ich charakter. Są one, w moim przekonaniu, wspaniałym podsumowaniem ogromnego dorobku całego pracowitego życia. W bibliografii łatwo znaleźć owoce wcześniejszych, szczegółowych badań ojca Špidlíka nad tematami i autorami, które tu zostały włączone w wielką syntezę.

Do napisania recenzji sensu stricte tych prac potrzebna jest znajomość materii, pozostająca przynajmniej w jakiejś proporcji do erudycji autora. Piszący te słowa czuje się jak początkujący żaczek przed obliczem niekwestionowanego Mistrza. Dlatego mogę napisać tylko o pożytkach płynących z ich lektury.

Pożytek największy polega na docieraniu do korzeni. Teologia i duchowość chrześcijańskiego Wschodu jest dziedzictwem wspólnym. Często powtarzane przez Jana Pawła II słynne zdanie Wiaczesława Iwanowa o "dwóch płucach" ma ogromne znaczenie. Nie rozumie Kościoła i chrześcijaństwa ten, kto nie wychylił nosa poza Sobór Watykański II. Ale trzeba umieć odczytywać tę spuściznę. "Dziś - pisze Špidlík - duchowość wschodnia badana jest w sposób systematyczny. (...) Stała się, jakby to powiedzieli dawni asceci, obiektem »zwykłej nauki«, co grozi przesłonięciem duchowej prostoty".

Oto konkluzja książki o duchowości chrześcijańskiego Wschodu: "Zachód porównano kiedyś do Marty, Wschód zaś do Marii. Nie­którzy wyrzucają mnichom wschodnim brak ducha apostolskiego. Pozorną pasywność. Duch kontemplacyjny Kościoła Wschodniego idzie jednak krok w krok z jego eschatologizmem. Doskonałość człowieka we wszechświecie to »chwała Boga«, postrzeganie, jas­nowidzenie, dostrzeganie obecności Boga we wszystkim. Widzieć Boga we wszystkim - oto najwyższy ideał doskonałości, do jakiej powinien dążyć człowiek. Jest to również cel kontemplacji. Liturgie wschodnie poprzez przepych ceremonii i pieśni starają się odkryć przed spojrzeniem człowieka obecność Boga w stworze­niu. Poprzez wspaniałe ikony zachęcają, aby wstąpić do kościołów i ujrzeć »niebo na ziemi«".

Tomáš Špidlík, "Duchowość chrześcijańskiego Wschodu. Przewodnik systematyczny"; "Modlitwa według tradycji chrześcijańskiego Wschodu. Przewodnik systematyczny", tłum. Lucyna Rodziewicz, Kraków 2007, Wydawnictwo OO. Franciszkanów "Bratni Zew";

Historia prawdziwa Państwa Kościelnego

We Włoszech albo Francji książki takie jak "Historia Państwa Kościelnego" Jana Gordziałkowskiego wydaje się w niemal albumowym formacie z licznymi ilustracjami, a dopiero potem wznawia w wydaniu kieszonkowym. U nas pewnie oczekiwania "rynku" są inne. N-ty album o Janie Pawle II­

ma zapewniony zbyt; studium historyczne, nawet napisane z taką erudycją i pasją jak to, pewnie w końcu trafiłoby do "taniej jatki". Szkoda, bo Jan Gordziałkowski dokonał rzeczy niebywałej.

Gęsta - typograficznie i merytorycznie - jak książka telefoniczna opowieść, podbudowana przypisami zajmującymi niemal połowę objętości, czyta się znakomicie. A opowieść jest nie o byle czym, bo o tym, jak namiestnik Rybaka, servus servorum Dei, stopniowo przemieniał się w świeckiego władcę Państwa Kościelnego. Gordziałkowski jest w swojej opowieści skrupulatny do znudzenia. Nie pomija tego, co było dobre, nawet wspaniałe, nie wybiela też stron ciemnych.

Oto próbka: "Za pontyfikatu Stefana VI (896-897), wyniesionego na papieski tron pod presją Agiltrudy, wdowy po Gwidonie, dochodzi do wytoczenia proce­su zmarłemu Formosusowi, którego ciało ekshumowano, ubrano w papie­skie szaty i postawiono przed sądem synodu rzymskiego (nazwanego »tru­pim synodem«). Zwłoki papieża odarto z biskupich szat, odcięto mu trzy palce prawej ręki, którymi udzielał błogosławieństwa, a potem wydano tłu­mowi. Synod zwołany przez Jana IX (897/898-900) postanowił przywrócić Constitutio Romana Lotara, by uniemożliwić mieszanie się rzymskiej arystokracji w papieskie elekcje. W latach 904-932 papiestwo zostało jed­nak całkowicie zdominowane przez rodzinę hrabiego Tuskulum Teofilak­ta, vesterariusa i magistra militum, sprawującego kontrolę nad wojskiem i skarbem dukatu rzymskiego, oraz jego żonę Teodorę i dwie córki, Teodo­rę młodszą i Marosję, które bez skrupułów, według swego uznania dys­ponowały papieskim tronem, mianując papieży, usuwając ich, a nawet mor­dując. Marosja była konkubiną papieża Sergiusza III (904-911) i urodziła mu syna, późniejszego papieża Jana XI (931-935). Sergiusz, wybrany na papieża dzięki zbrojnej interwencji Alberyka I, markiza Camerino i księcia Spoleto, zgodził się na zamordowanie swych uwięzionych poprzedników, byłego papieża Leona V i antypapieża Krzysztofa. Alberyk poślubił Maro­sję i zamieszkał w pałacu na Awentynie. W 935 r. syn Marosji, Alberyk II,

odsunął matkę od władzy i objął na 32 lata rządy nad Italią i Patrimo­nium jako Senator i Książę wszystkich Rzymian (Senator et Princeps omnium Romanorum). W roku 950 Berengariusz z Iwrei ogłosił się królem Italii. By zabezpieczyć swe rządy, uwięził on Adelajdę, wdowę po Lota­rze, synu Hugona z Prowansji, ostatnim mężu Marosji".

Są oczywiście rozdziały mniej ponure, choć trudno się oprzeć wrażeniu, że Państwo Kościelne było prawdziwym nieszczęściem dla chrześcijaństwa i Kościoła. Lektura nasunęła mi dwie refleksje. Pierwsza: po ludzku patrząc, po tym wszystkim już dawno z Kościoła nie powinno nic zostać poza zabytkowymi budowlami. Tylko w sposób nadprzyrodzony da się wyjaśnić to, że Kościół zdołał zachować depozyt wiary i jej blask, moc uświęcania. Stało się tak m.in. dlatego, że w tych ponurych okresach świętość rozkwitała z daleka od papieskich rezydencji. Papieże-reformatorzy zwykle wywodzili się z tych właśnie duchowych ośrodków. Z jaką ulgą myślimy o roku 1870, kiedy ten potworny garb Państwa Kościelnego został Kościołowi i papiestwu odjęty. Zdumiewa nas, że wielu dobrych chrześcijan widziało w tym klęskę i śmiertelne zagrożenie dla Kościoła.

Druga refleksja to pytanie, ile z tego, co zostało wytworzone w Kościele-instytucji jako produkt bardzo ziemskiej władzy, pozostało. I nie myślę o dzisiejszym Mieście-Państwie Watykańskim - ono nie ma wiele wspólnego z tamtym państwem - ale o naszej, kościelnej mentalności.

Jan Gordziałkowski, "Historia Państwa Kościelnego", Kraków 2007, Wydawnictwo WAM, Biblioteka Historii Kościoła.

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Urodził się 25 lipca 1934 r. w Warszawie. Gdy miał osiemnaście lat, wstąpił do Zgromadzenia Księży Marianów. Po kilku latach otrzymał święcenia kapłańskie. Studiował filozofię na Katolickim...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]