„Dobry wieczór, chciałem się z Panem podzielić dobrymi wieściami z Konga, gdzie od jakiegoś już czasu niewiele dobrego się dzieje – napisał do mnie kilka dni temu znajomy. – Co za historia! Zaczęła się kilka miesięcy temu, ale wszystko utrzymywano w ścisłej tajemnicy i sukces ogłoszono dopiero kilka dni temu. Jestem niezwykle dumny, ponieważ ogromne zasługi w całym wydarzeniu mają moi najbliżsi znajomi, Eddy Kambale i Lina Ntuburika, lekarze weterynarii z organizacji Gorilla Doctors”.
„Lekarze goryli” to w jakimś sensie dzieci Dian Fossey, Amerykanki, która poświęciła życie studiom badawczym i ratunkowi goryli, największym małpom człekokształtnym, którym w latach 80. groziło wyginięcie. Dian Fossey została zamordowana w 1985 roku w Parku Narodowym Wulkanów w Rwandzie (początkowo prowadziła badania na wschodzie Konga, lecz uznała ten kraj za zbyt niebezpieczny), ale nazwana jej imieniem fundacja podjęła dzieło ochrony zagrożonego gatunku.
Wspierała ją w tym m.in. pierwsza w regionie, założona w 1986 roku przez dr. Jamesa Fostera klinika weterynaryjna zajmująca się gorylami. Jeśli Dian Fossey uznamy za matkę Gorilla Doctors, to dr Foster jest ich ojcem. Dzięki ich wysiłkom, a także wysiłkom pracowników parków narodowych oraz poświęceniu i fachowości miejscowych weterynarzy, liczba żyjących na wolności goryli górskich (Gorilla beringei beringei) i wschodnich, nizinnych (Gorilla beringei graueri, nazywanych też gorylami Grauera na część austriackiego zoologa, który je jako pierwszy zidentyfikował), największych, żyjących wyłącznie w Kongu, nie spada, lecz rośnie. Działający od 1986 roku Gorilla Doctors są jedyną na świecie organizacją weterynarzy opiekującą się chorymi i rannymi gorylami na wolności, w parkach narodowych w Rwandzie, Ugandzie i Kongu.
Strażnicy, pracownicy parków i lekarze opiekują się też gorylątkami odebranymi kłusownikom lub takimi, których rodzice zginęli w kłusowniczych obławach. Od 2010 roku w Kasuhgo na wschodzie Konga działa jedyne na świecie schronisko dla sierot goryli Grauera, GRACE, w którym pod opieką lekarzy i w warunkach zbliżonych do naturalnych zwierzęta dorastają, a ich opiekunowie przygotowują je do powrotu do życia na wolności.
Jesienią zeszłego roku wychowane w schronisku GRACE cztery dorosłe samice, najmłodsza Lulingu (dziesięciolatka) i starsze Mapendo, Isangi i Ndjingala (imiona goryli to najczęściej nazwa wioski, w której okolicy znaleziono sierotę gorylątko lub odebrano je kłusownikom) jako pierwsze gorylice Grauera zostały wyznaczone przez lekarzy do powrotu na wolność i do naturalnych warunków życia (ratowanych w podobny sposób goryli górskich nigdy nie udało się przywrócić do środowiska naturalnego).
W październiku gorylice zostały przewiezione śmigłowcami na zbocza wysokiej na ponad trzy kilometry góry Tshiaberimu nad Jeziorem Edwarda, a wcześniej wyruszyła tam czwórka weterynarzy z organizacji Gorilla Doctors, by na miejscu troszczyć się o ich zdrowie, bezpieczeństwo i samopoczucie. Wyznaczyli i ogrodzili też część zbocza góry, domu goryli górskich, gdzie przywiezione ze schroniska gorylice miały przystosowywać się do natury i sąsiedztwa dzikich goryli Grauera z niewielkiego (kilka samic i młodych) stada, któremu przewodzi potężny, srebrnogrzbiety Mwasa. Obrońcy przyrody byli pewni, że stado Mwasy nie przetrwałoby, gdyby nie zostało powiększone.
Lekarze spodziewali się, że proces oswajania z naturą i dzikimi gorylami może zająć ich wychowankom kilka miesięcy, a nawet lat. Towarzyszyli gorylicom, badali ich odchody i ślinę z przeżutych liści, sprawdzali poziom kortyzolu, będący wskaźnikiem stresu zwierząt. Listopadowe i grudniowe testy wypadły znakomicie, gorylice dobrze odnajdowały się w nowych warunkach. Nie niepokoił ich nawet Mwasa, który już na początku grudnia wytropił je na ogrodzonym dla nich zboczu i odtąd codziennie je odwiedzał. Lulingu, Mapendo, Isangi i Ndjingala nie przestraszyły się go. Wręcz przeciwnie – wydawały się nim zaciekawione, a nawet odpowiadały na jego zaloty i próbowały przedostać się do niego przez ogrodzenie. Jeszcze w grudniu lekarze postanowili przeciąć płot, by umożliwić gorylicom dołączenie do stada Mwasy.
Gorylice ze schroniska łatwo dołączyły do stada, szybko uczyły się nowych umiejętności, były zdrowe, przybrały na wadze, ich futra zgęstniały i nabrały blasku. Zachwycony powiększonym stadem wydawał się także Mwasa, którego na początku roku lekarze sfilmowali, jak kopuluje z Lulingu i Ndjingalą. Kiedy jednak pobrali z liści próbki moczu gorylic, rozczarowani orzekli, że gorylice nie zaszły dotąd w ciążę.
Narodziny gorylątka uświetniłyby sukces eksperymentu z powrotem goryli ze schroniska do natury. Mimo wysiłków obrońców przyrody goryle górskie i nizinne wciąż są gatunkiem zagrożonym. Ich mateczniki na pograniczu Ugandy, Rwandy i Konga, a zwłaszcza w Wirundze, pierwszym w Afryce parku narodowym, otwartym równo sto lat temu, od pół wieku są łowiskiem dla kłusowników, a od ponad ćwierć wieku – afrykańskimi polami śmierci.
Na przełomie stuleci, w największej wojnie współczesnej Afryki, od kul, chorób i głodu zginęło tam 4-5 milionów ludzi, a ostatnio wszelkiej maści partyzanci wywołują na kongijskim wschodzie wojny, by plądrować tamtejsze kopalnie metali ziem rzadkich, których posiadanie uważane jest za niezbędne dla postępu technologicznego i transformacji energetycznej, produkcji aut elektrycznych, paneli fotowoltaicznych, turbin wiatrowych, laptopów, smartfonów, dronów, satelitów, laserów, światłowodów, katalizatorów, sztucznej inteligencji.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

















