Reklama

Kształt naszej epoki

Kształt naszej epoki

13.01.2009
Czyta się kilka minut
Ponowoczesność tworzy wysepkę w naszej intelektualnej historii. Zanikającą, tracącą początkową atrakcyjność. Życie domaga się innego rodzaju projektów intelektualnych, bliższych realiom świata.
C

Czym jest ponowoczesność? Kiedy śledzę ten nurt myślenia, nie wiem, czym on jest. Stanem kultury? Wynikiem diagnozy tego stanu (a zatem rzeczywistą mutacją kultury i otwarciem nowej epoki)? Intelektualnym projektem nakazującym odwrót od zakorzenionych przekonań, sposobów myślenia i postulatem zwrócenia się w inną stronę? A może faktem domagającym się opisu, a więc już panującą formacją intelektualną? Propozycją dostatecznie atrakcyjną i szeroką, zrodzoną jako reakcja krytyczna i otwierającą przestrzeń nowego doświadczenia?

Bez względu na odpowiedź na owe pytania, sama nazwa "ponowoczesność" wskazuje na czasowe następstwo. Coś, co jest po, przychodzi po tym, co odeszło lub odchodzi. Nazwa świadczy więc o tym, że w świadomości zwolenników tego nurtu powstało przeświadczenie, iż dawne czasy i ich idee są dziś nie do przyjęcia, iż coś się w naszym bycie nieodwracalnie zmieniło.

Jednak określenie cech tego, co się wydaje nowe, okazuje się niezmiernie trudne. Rzeczywistość ukrywa bowiem to, co dla niej istotne. By dostrzec, co skrywa, potrzebujemy dystansu - wciąż nam go brakuje.

***

Czym zatem ponowoczesność jest: obrazem faktycznym współczesnej nam kultury czy intelektualnym projektem, a więc produktem myśli społecznej i filozoficznej? Nawet jeżeli tylko tym ostatnim, to musiał on się z czegoś narodzić. Każdy bowiem projekt ma swe przyczyny, źródła w ludzkich doświadczeniach, nadziejach zawiedzionych i marzeniach. Nie rodzi się sam z siebie. Jest wyrazem sprzeciwu wobec panujących wyobrażeń, poglądów, nawyków, ludzkich przeświadczeń i zachowań. Pamiętać tylko trzeba, że ów sprzeciw i diagnoza przeszłości jest zaledwie interpretacją, a wszelkie interpretacje nakładają się na siebie i żadna z nich nie może sobie rościć prawa do bycia jedyną i słuszną.

Jednym słowem nawet kształt zwalczanego przezeń modernizmu jest problematyczny i niełatwo poddaje się całościowym opisom, choć już odchodzi. A co można powiedzieć o tym, co ma ewentualnie nastać? Dopóki epoka jakaś trwa, jej własności bywają ukryte. Dawna to prawda, bynajmniej nie odkryta przez przedstawicieli ponowoczesności. Jak to już kiedyś pisałam: dla historyka dzieje są splotem najrozmaitszych struktur, które niekiedy na siebie wpływają, niekiedy tworzą struktury szersze, a niekiedy wzajemnie się niszczą. W rozlicznych przypadkach zderzenia, rozwoju, destrukcji, przenikania, jakim owe struktury nieustannie podlegają, dojrzenie ich całościowego sensu wydaje się niemal niemożliwe. Niektóre okresy wykazują większą jednolitość, inne - raczej rozpierzchnięcie. Historyk kultury staje ciągle przed problemem: czy z ówcześnie panujących rozbieżnych postulatów, wpływów, konfliktów i mozaiki sprzeczności da się wyłonić wyspy względnie trwałych form? A jeśli tak, jeśli z tej gmatwaniny zdarzeń i tez (jak pisał Foucault), dzięki wysiłkowi zrozumienia  owych skomplikowanych konfiguracji daje się wydobyć jakieś wyspy, które nie są tylko mirażem, to nie możemy pozbyć się pytania: czy ich następstwo jest przypadkowe, czy  zdradza  logiczne wzajemne powiązania? Co jest charakterystyczne dla dziejów w ich nieustannej przemianie: ciągłość czy przypadkowość? I historyk skłonny jest przyjmować postawę ontologicznego realizmu. Dla niego epoki istnieją, a ich kształty mają swoje przyczyny. Periodyzacja nie jest tylko zabiegiem metodologicznym, lecz stwierdzeniem  faktu, i dlatego może być poddawana weryfikacji, jak każda hipoteza.

Mówimy wszakże o epokach renesansu, oświecenia, romantyzmu, pozytywizmu, opisujemy je, dyskutujemy z podstawowymi dla nich tezami.  Chciałoby się więc zadać pytanie ponowoczesności takie, jakie zadał Lyotard modernizmowi: czy projekt ponowoczesności stanowi jakąś socjo-kulturową jedność, w obliczu której wszystkie elementy życia codziennego i myśli odnajdują swoje miejsce niczym w ograniczonej całości? Inaczej mówiąc, czy stworzył epokę?

Na tak podstawowe pytanie sam postmodernista odpowiedziałby zapewne negatywnie, zwracając uwagę, że choć ogólne tendencje nurtu są w większości  wyraziste, trudno osądzić, które z nich są najważniejsze i dla całości reprezentatywne, więc syntetyczne ich ujęcie jest niemożliwe. Sama próba ujęcia całościowego charakteru ponowoczesności, widzenia w niej pewnej formacji, stanu epoki dającego się zdefiniować wydaje się sprzeczna z jej duchem. Ona całości nie uznaje, ceni raczej splot rozpierzchniętych uwag i tez, do których niemal każdy z przedstawicieli nurtu (a jest ich niemało) coś dodaje, coś w nim precyzuje, budując tym samym obraz coraz bogatszy i coraz bardziej nieokreślony.

***

Nastawienie ponowoczesnej myśli jest przede wszystkim krytyczne. Można jednym tchem wymienić poddane negatywnej analizie, a niekiedy uznane za całkowicie bezsensowne tezy i pojęcia (często podstawowe dla dotychczas panującej refleksji filozoficznej i myśli społecznej), przeciwko którym się zwraca. Ponowoczesność neguje przede wszystkim sens metafizyki i w konsekwencji eliminuje ze swego języka takie pojęcia jak jedność, tożsamość, całość, obecność, ale także i postęp. Głosi też śmierć człowieka, a także rozumu i w ogóle sensu (nie sensu poszczególnych wydarzeń, ale tych, które się mają składać na jakąś ogólną strukturę, a zwłaszcza proces historyczny). Ponowoczesność wystąpiła z radykalną krytyką wielkich narracji historycznych, które wydają się być wyrazem "totalizującej, prawdziwej wizji świata (religijnej, filozoficznej, artystycznej, naukowej) z jej, by użyć słów Zygmunta Baumana: »obsesyjnie legislatorskim, definiującym, strukturyzującym, segregującym, klasyfikującym, rejestrującym i uniwersalizującym nastawieniem«" (A. Szahaj, "Ponowoczesność - czas karnawału", w: "Postmodernizm a filozofia, Wybór tekstów"). I kiedy czytam te ostatnie słowa, widzę, że właściwie ten nurt innej definicji już nie potrzebuje, że Bauman dostatecznie go scharakteryzował.

Czy jednak zgodnie z tą definicją myśl ponowoczesna odpowiada rzeczywistym przemianom w kulturze? Tu budzą się wątpliwości. Społeczeństwa chyba nie wyzbyły się dążeń do regulacji, klasyfikowania czy kreślenia zarysów szerszych narracji. Zresztą rozmaite wypowiedzi zwolenników ponowoczesności nie zachowują wierności w stosunku do własnych postulatów. Cóż z tego, że struktury historyczne i ich logiczne następstwa ponowoczesność odrzuca, skoro sama sytuuje się wobec przeszłości wyraźnie. Jej krytycyzm w stosunku do tego, co sama określa jako modernizm, świadczy po pierwsze o uznawaniu istnienia takich - mniej lub więcej - jednolitych wysp w historii, a po drugie oznacza, że pewna logika zdarzeń w dziejach istnieje. Nie wszystko jest tylko przypadkiem, nieuporządkowaną grą. Sama bowiem zrodziła się jako reakcja na idee, a także wydarzenia polityczne i kulturowe, które przypisuje temuż modernizmowi. Jest wytworem myśli ludzkiej, która zwątpiła w postęp, a nawet w naukę, i chciałaby wyrwać społeczność z wszelkich form totalitaryzmu, a przede wszystkim uwolnić od wszelkiej ideologii.

***

Ponowoczesność wbrew samej sobie tworzy zatem wysepkę w naszej intelektualnej historii. Czy trwałą? Chyba już zanikającą, tracącą początkową atrakcyjność. Życie widocznie domaga się innego rodzaju projektów intelektualnych, bliższych realiom tego świata. Zresztą zbyt wiele jej tez może budzić opór, zbyt wiele przeczy sobie wzajemnie. Wystarczy jeden przykład: skoro takie pojęcia jak prawda, fakt, rzeczywistość straciły sens i powinny zostać odrzucone jako bezużyteczne, skoro to, co nas otacza, ujmowane jest jedynie w postaci śladów, niepewnych zarysów i nic nie jest dla nas obecne, to na jakiej podstawie buduje się krytykę współczesnej kultury, politycznej i społecznej sytuacji, konsumpcjonizmu, panowania mediów itp., a więc krytykę, której przedstawiciele ponowoczesności oddają się z pasją? Coś widocznie z tej rzeczywistości jest dane i uchwytne.

Pojęcia faktu, rzeczywistości nie dają się tak łatwo odrzucić, a że są zawsze problematyczne - o tym krytycy scjentyzmu już dawno pisali. Czy można przekreślić sens pojęcia jedności? Wszakże wyznawcy ponowoczesności nie są przeciwnikami Unii Europejskiej. Jedność jest trudna, ale nie musi oznaczać ani uniformizmu, ani totalności. O nieosiągalności prawdy wiemy od wieków, lecz to nie znaczy, abyśmy z przybliżania się do niej chcieli rezygnować i przestali szanować to, co rozumne, choć dawno nie wierzymy Heglowi w istnienie absolutnego rozumu.

Ponowoczesność nie mówi nic szczególnie nowego. Kładzie tylko silny nacisk na możliwości relatywizacji wszystkich tych pojęć, zapominając, że są one traktowane od dawna jako idee regulatywne, nieodzowne dla społecznego działania w dziedzinie polityki i etyki. Kiedy popatrzymy na ponowoczesność z takiej perspektywy, to rodzi się lęk, że jej radykalna krytyka i niemal płomienne negacje wszelkiego sensu mogą zburzyć grunt pod nogami społecznego współistnienia i wszelkich prób jego racjonalizacji. To byłaby wówczas nie dekonstrukcja, lecz destrukcja. Nie moglibyśmy wówczas zbudować nie tylko większych wizji przyszłości, lecz nawet prostych planów normalnego, codziennego działania. Trudno ich się wyzbyć, trudno jest żyć z dnia na dzień, iść, gdzie los poniesie, i nie myśleć o jutrze. Jeżeli tego typu przesłanie niósłby projekt ponowoczesności, to rozmijałby się z tradycjami europejskiej kultury.

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]