Są czytelnicy, którzy uważają cykl o Muminkach za dzieło totalne, w którym znajdziemy odpowiedzi na wszystkie życiowe pytania. Kiedyś, po lekturze „Doliny Muminków w listopadzie”, doszedłem do podobnego wniosku. Przecież jest tam zapis także najboleśniejszych doświadczeń: utraty, braku nadziei, niemożności powtórzenia chwil szczęśliwych!
Bo pisząca po szwedzku Finka to wielka, wszechstronna artystka (przecież i malarka), nie tylko kreatorka świata budzących miłość trolli. Czarne wydało wcześniej tom jej opowiadań, a teraz – bardzo słusznie w serii „Nowa klasyka” – portret innego świata, małej wyspy i jej trojga wakacyjnych mieszkańców: dziewczynki Sophie, jej wycofanego ojca i nieco ekscentrycznej babci, za młodu liderki skautek.
I ta niewielka przestrzeń – mający swój realny pierwowzór „mały szkier na krańcach archipelagu w Zatoce Fińskiej”, cytuję z posłowia Sophie Jansson – okazuje się kosmosem, który można eksplorować bez końca, babka zaś – nienachalną i niekonwencjonalną przewodniczką i nauczycielką.
„Wyłaniające się z moich wspomnień krajobrazy – pisze dalej Sophie, po trosze pierwowzór bohaterki – miejsca, gdzie babcia i Sophie dają upust swoim emocjom, a relacje między nimi są nieco anarchizujące, odsyłają do archipelagu z mojego dzieciństwa. Bez zastanawiania się nad tym, co jest rzeczywiste, a co fikcyjne, wyspa w książce staje się naszą wyspą, babcia w książce staje się moją babcią Ham”.
I przypomina, że na Klovharu, innej wyspie tegoż archipelagu, jej ciotka Tove ze swoją partnerką Tuulikki Pietilä zbudowały później dom, gdzie spędzały wszystkie wakacje, a babka Ham w „Księdze lata” nosi rysy matki pisarki.
„Księga...” ukazała się u nas po raz pierwszy 46 lat temu w tłumaczeniu Zygmunta Łanowskiego pod tytułem „Lato”. Mam tamten egzemplarz i się go nie pozbędę. Nie dlatego, bym zamierzał porównywać przekłady dwojga doświadczonych tłumaczy (zwłaszcza że nie znam szwedzkiego!), ale z powodu rysunków Tove Jansson, których teraz nie wykorzystano. Nowe wydanie bogatsze jest o jeden tekst („Appendix: Wyspa”) i o posłowie bratanicy autorki...
Rozrost biblioteki, pochłaniającej coraz większą przestrzeń, to żywioł niepowstrzymywalny. Czytać na ekranie nie lubię. Co więc robić?
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.










