Edward Augustyn: Wśród dziennikarzy Sala Stampa panuje niemal zgodna opinia, że synod, w swojej tegorocznej odsłonie, jest „nieopisywalny” – trzeba wiele wysiłku i pomysłowości, by ciekawie go zrelacjonować. Sam prefekt Paolo Ruffini porównał obrady do treningu. A przecież poprzednie synody były meczami, często bardzo zaciętymi. Jak się Księdzu podoba to porównanie, a przede wszystkim taki sposób prowadzenia synodalnej debaty?
Ks. Tomáš Halík: Spotkanie synodalne w Rzymie nie jest soborem ekumenicznym, raczej „rekolekcjami”, duchowymi ćwiczeniami, które mają pobudzić do zmiany myślenia, wskazać kierunek dalszej drogi, zachęcić, by odważnie pójść tą drogą w lokalnych kościołach, niezależnie, twórczo i razem: biskupi, księża i świeccy. Najgorsza rzecz, jaka mogłaby się przydarzyć, to przekonanie, że druga sesja jest końcem procesu synodalnego. W rzeczywistości ma to być początek.
Nie ma więc co liczyć na decyzje i zmiany?
Widzimy, jak na synodzie zmagają się dwie wizje Kościoła: klerykalna i synodalna. Paradoksalnie, ci, którzy oczekują od synodu radykalnych zmian w instytucjach Kościoła – i na pewno będą rozczarowani ich brakiem – prezentują postawę klerykalną: oczekują reform „z góry”. Spośród decyzji, które spodziewam się zobaczyć w papieskim dokumencie w przyszłym roku (Ks. Halik udzielał nam odpowiedzi zanim papież ogłosił, że nie opublikuje posynodalnej adhortacji, tylko zatwierdzi dokument końcowy synodu – przyp. red.) być może najważniejsza będzie dotyczyła decentralizacji Kościoła.
Wiele ważnych kwestii zostało zdjętych z obrad synodu i przekazanych do zbadania przez specjalne komisje. Dlaczego tak się stało?
Myślę, że powodem, dla którego papież nie dał zebranym na drugiej sesji synodu szans na podjęcie decyzji w palących kwestiach, takich jak święcenia kobiet i żonatych mężczyzn, jest prawdopodobnie jego przekonanie, że niektóre Kościoły lokalne dojrzały do reformy, a inne jeszcze nie (co wynika choćby z odmiennego rozumienia roli kobiety w różnych kulturach). Ważne jednak, by synody diecezjalne i kontynentalne nawiązywały do tego, co się dokonało na obecnej fazie procesu synodalnego, i żeby grupy synodalne, które już istnieją, kontynuowały swoją pracę. Myślę, że dokument końcowy synodu dostarczy konkretnych sugestii, nakreślonych przecież już w Instrumentum laboris, takich jak np. ustanowienie „posług” w Kościele (posługa głoszenia, towarzyszenia duchowego itp.), które nie wymagają święceń.
A jak powinna wyglądać kolejna faza – realizacji synodalnych zaleceń?
Kontynuacja procesu synodalnego wymaga pogłębienia teologii i duchowości albo – jak sugerował papież Franciszek w Ad theologiam promovendam – zjednoczenia teologii i duchowości. Przed nami też wielkie wyzwanie w zastosowaniu zasady synodalnej w relacjach ekumenicznych. A także oferowaniu jej jako inspiracji dla relacji między państwami, kulturami i religiami. W czasach Reformacji demokratyzacja Kościoła stała się impulsem do demokratyzacji społeczeństwa. Myślę, że dziś synodalna transformacja chrześcijaństwa powinna być zalążkiem transformacji procesu globalizacji w proces dzielenia się, wzajemnego szacunku i zgody.
Aż tak daleko mogą sięgać skutki synodalności?
Kościół nie może troszczyć się tylko o siebie. Musi przyjąć współodpowiedzialność za kultywowanie właściwego stylu komunikacji oraz ogólnego klimatu kulturowego i moralnego w czasie, gdy pojawiają się zagrożenia kolejną wojną światową.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















