Synod zmieniając ustrój Kościoła, wprowadza go na nieznaną drogę

To najważniejsze wydarzenie pontyfikatu Franciszka, a może nawet jego zwieńczenie. Dla niepoznaki nazywa się je wciąż „zwyczajnym synodem biskupów”, choć wiadomo, że nie jest ani zwyczajne, ani biskupie. Synod nie zaspokoi oczekiwań, ale i nie uspokoi obaw.
z Watykanu

30.09.2023

Czyta się kilka minut

Teraz albo nigdy
Osoby wspierające skrzywdzonych w Kościele wzywają papieża przed synodem do zrealizowania obietnicy „zera tolerancji” dla nadużyć duchownych. Watykan, 27 września 2023 r. / RICCARDO DE LUCA / AP / EAST NEWS

Gdy w marcu 2021 r. papież ogłaszał temat XVI synodu biskupów, mało kto wiedział, czym jest synodalność. Przez dwa lata termin się jednak oswoił – dziś większość katolików ma wyobrażenie, lepsze lub gorsze, Kościoła synodalnego: otwartego na dialog, słuchającego zwykłych ludzi, bardziej demokratycznego. To pierwszy sukces papieskiego projektu.

W rozpoczętych w środę 4 października obradach w watykańskiej Auli Pawła VI po raz pierwszy biorą udział – na równych prawach z biskupami – katolicy świeccy. Wprawdzie od dawna pojawiali się w synodalnej auli, ale tylko jako eksperci, audytorzy i obserwatorzy – bez prawa do głosowania nad uchwalanymi dokumentami. Przez lata warunkiem dopuszczenia do grona ojców synodu były święcenia: biskupie lub kapłańskie (tylko w przypadku przełożonych zakonów męskich, którzy, nie będąc biskupami, pełnią funkcję „ordynariuszy” wobec członków swego zgromadzenia). W 2018 r. doszło po raz pierwszy do sytuacji, gdy wśród tych ostatnich znalazło się trzech braci zakonnych bez jakichkolwiek święceń. Wydało się oczywiste, że w takim razie do grona pełnoprawnych uczestników powinny zostać włączone także przełożone zakonów kobiecych, które niczym – poza płcią – nie różnią się od swych męskich odpowiedników.

Papież postanowił pójść krok dalej. Do grona uczestników synodu postanowił włączyć nie tylko zakonników i zakonnice, ale też „zwykłych” świeckich. Wśród wszystkich 365 ojców synodu (łącznie z papieżem), będzie więc 60 osób świeckich: 51 kobiet (w tym 25 zakonnic) i 9 mężczyzn (w tym 2 braci zakonnych). Może to niewiele (16 proc.), ale jest szansa, że ich obecność wpłynie na styl debaty i treść dokumentów. Być może dzięki nim biskupi nie zapomną, jaki jest cel i główne zadanie całego przedsięwzięcia. Ani jakie założenie stało u jego źródeł.

Powrót do natury

„Synodalność to nie moda, ale natura Kościoła” – mówił Franciszek. Natura zapomniana i od ponad tysiąca lat skutecznie zagłuszana. Jeśli najważniejszą cechą synodalności jest słuchanie, to Kościół nauczający zawsze miał z nim problemy. Powrotowi do natury miały służyć dwuletnie przygotowania. Rozpoczęto je w październiku 2021 r. tzw. etapem lokalnym, na którym właśnie świeccy mieli najważniejszą rolę do odegrania. W parafiach, klasztorach, wspólnotach i szkołach katolickich zbierały się grupy wiernych dyskutujące o najważniejszych zadaniach, jakie stoją dziś przed Kościołem. Głos mogły zabrać także osoby dotąd wykluczane z kościelnego życia. W wielu miejscach były zapraszane na spotkania, dla nich uruchomiono też ankietę internetową.

Efekty prac grup lokalnych przesyłano do sekretariatów diecezjalnych, które opracowały pierwszą syntezę, nie zawsze miłą dla biskupa i nie zawsze przez niego udostępnioną do publicznej wiadomości (w Polsce publikacji dokumentu odmówiło pięć diecezji, dwie nie sporządziły nawet krótkiego komunikatu).

W wielu Kościołach lokalnych zasada synodalności była już znana i od dawna praktykowana. Nie tylko w parafiach Ameryki Łacińskiej czy Afryki, ale też np. w Szwajcarii, hołdującej regule, że „to, co dotyczy wszystkich, przez wszystkich powinno być rozpatrywane i zatwierdzane”, czy w Niemczech, gdzie proces ratowania Kościoła wspólnie, przez biskupów i świeckich (ale w proporcjach pół na pół) zaczął się wcześniej niż papieski projekt.

W wielu innych krajach synodalności trzeba się było uczyć. „Sprawdza się zasada, że biskupi, którzy nie chcieli wiernych dopuścić do głosu, zgłaszają najwięcej zastrzeżeń i obaw wobec synodu” – mówił kard. Mario Grech, sekretarz generalny synodu, na konferencji prasowej prezentującej „dokument roboczy” (Instrumentum laboris). Z kolei tam, gdzie biskupi byli otwarci na dyskusję, a świeccy mieli większy wpływ na wyniki konsultacji, lęku przed rewolucją nie widać.

Najważniejsze kwestie

Syntezy diecezjalne posłużyły za materiał do opracowania syntez krajowych, a te – kontynentalnych. „Największym zmartwieniem Sekretariatu Synodu, i moim osobiście, było pełne poszanowanie tego, co wynikało z kolejnych etapów procesu” – mówił dalej kard. Grech.

Wydawało się to niemożliwe do przeprowadzenia – każdy kraj, region, kontynent miał nie tylko własne postulaty, ale też właściwy sobie sposób rozumienia niektórych pojęć (nawet kluczowych, jak władza, autorytet, służba, które w środowiskach afrykańskich pojmowane są ­odmiennie niż w europejskich czy azjatyckich). Wielość propozycji, za którą stoi różnorodność kultur i mentalności, wciąż wydaje się nie do pogodzenia. Sprawy ważne dla zachodnich katolików – jak związki homoseksualne czy kapłaństwo kobiet – dla Afrykańczyków czy mieszkańców Amazonii były kwestiami drugo- i trzeciorzędnymi. Jak poradzi sobie z tym synod, jest jedną z wielu jego niewiadomych.

„Instrumentum laboris”, wyznaczające plan prac zgromadzenia ogólnego synodu (które będzie obradować w dwóch turach – jesienią tego i kolejnego roku), nie zawiera żadnej listy postulatów, zgłaszanych na wcześniejszych etapach. Jest krótkie (24 strony plus karty pracy) i wskazuje jedynie na trzy najważniejsze kwestie, które porządkują całą tematykę: 1) Jak być znakiem jedności z Bogiem i człowiekiem w dzisiejszym świecie?; 2) Jak dzielić się darami i zadaniami Ewangelii?; 3) Jakie procesy, instytucje i struktury są konieczne Kościołowi misyjnemu?

Ale za nimi kryją się sprawy, które budzą największe emocje i które podczas miesięcznych obrad będą punktami zapalnymi.

Pierwsza z trzech zasad dotyka problemu wykluczenia w Kościele. Synod będzie szukać odpowiedzi, kogo ono dotyka i jak je zlikwidować. Tu spodziewać się można dyskusji na temat osób LGBT+ i małżeństw niesakramentalnych, ale też problemów społecznych (głodu, biedy, migracji).

Druga odnosi się do problematyki równości wszystkich chrześcijan, danej im na mocy chrztu – dyskusja dotyczyć będzie zwiększenia roli świeckich, święceń kobiet, podziału władzy w Kościele i porzucenia błędnej, choć wygodnej drogi klerykalizmu.

Trzecia kwestia dotyka struktur i instytucji kościelnych, stając się zachętą do zreformowania lub porzucenia tych, które są niewystarczające. W tej tematyce mieści się zarówno problem reakcji (lub jej braku) na przestępstwa duchownych, jak też potrzeba zmiany języka Kościoła – w liturgii, kazaniach, katechezie, sztuce – czyli sposobu komunikowania się z wiernymi i ze światem.

Rozmowa w Duchu

Nawet pobieżna lektura „Instrumentum laboris” pokazuje, że jest w nim więcej pytań niż odpowiedzi. Są zawarte nie tylko w tytułach najważniejszych części, ale przede wszystkim w obszernych „kartach pracy”, w oparciu o które uczestnicy synodu będą przygotowywać się do dyskusji w grupach roboczych i na sesjach plenarnych. Debaty będą przebiegać według metody, sprawdzonej już na etapie kontynentalnym, nazywanej „rozmową w Duchu Świętym”. Wypowiedzi uczestników nie będzie można przerywać ani z nimi polemizować. Po wysłuchaniu wszystkich nastąpi chwila medytacji, po czym znów każdy będzie mógł zabrać głos, odnosząc się do wysłuchanych wcześniej wystąpień. Po kolejnej chwili medytacji grupa będzie szukać wspólnych wniosków, które przedstawi sekretariatowi synodu. W ten sposób papież chce uniknąć kłótni, które się zdarzały na synodach, także za jego pontyfikatu.

Gdyby to się nie udało, na wszelki wypadek wprowadzono dodatkowe zabezpieczenia: obrady nie będą transmitowane, a dziennikarze akredytowani przy synodzie nie będą mieli na nie wstępu. Specjalna grupa urzędników dykasterii komunikacji każdego dnia przygotuje komunikat prasowy z przebiegu dyskusji. Jej szef, Paolo Ruffini, kilkakrotnie powtarzał na konferencji prasowej, jak ważne jest zachowanie dyskrecji i milczenia. Pojawiają się wręcz głosy, że na wszystkich uczestników synodu powinna zostać nałożona „tajemnica papieska”.

Nie wiadomo też, czy synod będzie miał charakter decyzyjny, czy tylko konsultacyjny. W dniu rozpoczęcia obrad obie możliwości są otwarte, choć bardziej prawdopodobna – i zgodna z dotychczasowym zwyczajem – jest druga: efekty prac w grupach i dyskusji na forum ogólnym zostaną zebrane w dokumencie końcowym, nad którym prawdopodobnie odbędzie się głosowanie. Choć to też nie jest pewne – jak mówił ostatnio kard. Jean-Claude Hollerich, główny relator obrad, przewaga kilku głosów nie może być rozstrzygająca, bo zasadą synodalności jest jak najpełniejszy konsensus.

Dokument końcowy będzie dla papieża pomocą do napisania – po zakończeniu obrad, a więc pod koniec 2024 lub na początku 2025 r. – własnej, posynodalnej adhortacji. Roczna przerwa w sesjach plenarnych – kolejna nowość i niewiadoma tego synodu – to być może czas na sprawdzenie, z jakim rezonansem spotykają się rezultaty synodu, i rozeznanie, które z nich można wprowadzić w życie od razu, a które będą musiały poczekać, aż „czas dojrzeje”.

Synod górą

„Synod to nie parlament”, powtarza papież, przestrzegając, by synodalności nie mylić z demokracją. Wśród wszystkich niepewności, jakie niesie rozpoczęty przed dwoma laty proces, jedno jest pewne: oto na naszych oczach zmienia się ustrój Kościoła. Z wielowiekowej walki kurialistów (zwolenników nieograniczonej władzy papieża) z koncyliarystami (głoszącymi przewagę soborów) zwycięsko wychodzili ci pierwsi, największy triumf święcąc na Soborze Watykańskim I, gdy Pius IX, ostatni władca Państwa Kościelnego, ogłosił dogmat o nieomylności papieża (1870 r.). Miało to raz na zawsze ukrócić reformatorskie zapędy kardynałów i biskupów.

Niespełna sto lat później kolejny sobór, Watykański II, musiał mocno się nagłowić, by tamtą decyzję, konserwującą naukę Kościoła, hamującą rozwój teologii i nieprzystającą do zmieniającej się rzeczywistości, jakoś obejść. Zrobił to, wpisując do konstytucji Kościoła zasadę „kolegialności”, która najwyższą władzę przyznawała kolegium biskupów, ale „w łączności z papieżem”. Równowaga szybko została zachwiana: autorytarna interwencja Pawła VI w treść gotowego już dokumentu przyznawała papieżowi ostatnie słowo.

Osoby wspierające skrzywdzonych w Kościele wzywają papieża przed synodem do zrealizowania obietnicy „zera tolerancji” dla nadużyć duchownych. Watykan, 27 września 2023 r. / RICCARDO DE LUCA / AP / EAST NEWS

Zwoływane od tamtego czasu, średnio co 3-4 lata, synody biskupów nie budziły większych emocji. Ich znaczenie gwałtownie wzrosło dopiero za pontyfikatu Franciszka. Papież-reformator potrzebował kolegialnego poparcia dla zrealizowania swoich planów. Do historii przeszły burzliwe dyskusje, wręcz kłótnie, toczone na synodzie w 2015 r., którego owocem była papieska adhortacja „Amoris laetitia”, zezwalająca na udzielanie komunii katolikom w związkach niesakramentalnych, oraz bunt środowisk konserwatywnych, wspartych przez kilku kardynałów i sporą liczbę biskupów. Kolejne synody nie przyniosły co prawda zmian podobnej rangi, ale za to sprawiły, że tematy dotąd zakazane lub wstydliwie chowane (jak akceptacja związków homoseksualnych, święcenia kobiet, problemy z celibatem księży, klerykalizm, samowola biskupów) weszły na stałe do publicznej debaty.

Pomożecie? Pomożemy!

Stawało się jednak jasne, że do podźwignięcia Kościoła z coraz głębszego kryzysu nie wystarczą już ani biskupi (skompromitowani in gremio), ani papież (tracący autorytet in persona). Właśnie temu ma służyć dopuszczenie do procesu decyzyjnego świeckich. Z jakim skutkiem – jeszcze nie wiadomo.

Zresztą, nie o sam udział w watykańskich obradach chodzi. Przeprowadzając szerokie przedsynodalne konsultacje, papież uruchomił procesy, których nie da się zatrzymać. Z całą powagą podszedł do soborowego nauczania o „zmyśle wiary Ludu Bożego” (sensus fidei), z którego dotąd, w praktyce kościelnego życia, niewiele wynikało. Wspólnoty lokalne potraktował jako „miejsca teologiczne”, w których kształtuje się wiara, nie tylko żywa i szczera, ale też nieomylna.

Uzgodnienie, a tym bardziej powszechne wdrożenie wszystkich przesłanych przez nie postulatów jest niemożliwe. Ale nowy ustrój Kościoła ma polegać na tym, że nie tylko będzie się o nich z szacunkiem rozmawiać, ale uzna się ich wartość i sens. Franciszek od dawna apeluje o pozbycie się lęku przed różnorodnością. Co może oznaczać koniec Kościoła, jaki znamy. Być może pozostanie on rzymski tylko z nazwy, bo bardziej widać w nim będzie afrykańską, amazońską, polinezyjską czy niemiecką odmienność – liturgiczną i prawną. Nie bez powodu przeciwnicy papieskich pomysłów biją na alarm, że synodalność to „tworzenie nowego Kościoła – innego niż katolicki, który zawsze istniał”. ©℗ 

Dziękujemy, że nas czytasz!

Wykupienie dostępu pozwoli Ci czytać artykuły wysokiej jakości i wspierać niezależne dziennikarstwo w wymagających dla wydawców czasach. Rośnij z nami! Pełna oferta →

Dostęp 10/10

  • 10 dni dostępu - poznaj nas
  • Natychmiastowy dostęp
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Wybrane teksty dostępne przed wydaniem w kiosku
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
10,00 zł

Dostęp kwartalny

Kwartalny dostęp do TygodnikPowszechny.pl
  • Natychmiastowy dostęp
  • 92 dni dostępu = aż 13 numerów Tygodnika
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Wybrane teksty dostępne przed wydaniem w kiosku
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
79,90 zł
© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]
Dziennikarz „Tygodnika Powszechnego”, akredytowany przy Sala Stampa Stolicy Apostolskiej. Absolwent teatrologii UJ, studiował też historię i kulturę Włoch w ramach stypendium  konsorcjum ICoN, zrzeszającego największe włoskie uniwersytety. Autor i… więcej

Artykuł pochodzi z numeru Nr 41/2023

W druku ukazał się pod tytułem: Teraz albo nigdy