Reklama

Królowa poezji

Królowa poezji

15.05.2012
Czyta się kilka minut
W „Rezydencji surykatek” Marty Podgórnik szczególnie wyraziste są dwa wątki.
J

Jednym jest, co oczywiste w wierszach tej autorki, nieszczęśliwa historia miłosna: opalizująca dwuznacznościami językowymi, emocjonalnymi, autobiograficznymi i literackimi. Wprowadza ona narracyjne ramy i fabularne przejścia do wierszy, przywołując raz po raz czy to gwiazdora rocka, czy królową poezji. W związku z tym zbiór jest kompozycyjnie bardzo dopracowany. Powracają te same sekwencje słów, tyle że wypowiadane przez kogoś innego, w innym czasie i w innym kontekście. Ciekawie zmienia to perspektywy, z których przyglądamy się historiom Podgórnik. Ich sensy są już nieomal klasyczne: rozczarowana i rozżalona kobieta, fiasko miłosne, imprezy, hotelowe noce i samotność. Drugi wątek wiąże się z mitem poetki/artystki. Patronuje mu Isadora Duncan, pojawiająca się w motcie umieszczonym na początku zbioru. Te dwie linie myślowe wpływają na siebie i współtworzą charakterystyczny dla Podgórnik szlif poetycki: autobiografizmu i zabawy w literackość, realności egzystencji i fikcji, piosenkowych melodii granych w tonie retro-melodramatu.

Dlaczego mówię o micie poetki/pisarki/ /artystki? Kilka wierszy z „Rezydencji surykatek” Podgórnik ułożyła na kształt alternatywnych biografii. Książkę rozpoczyna opowieść o królowej poezji, która dożywa ostatnich lat w klinice w Buchenwaldzie i w rozmowie z dziennikarzem wspomina „złote lata ponowoczesności” oraz – oczywiście – gwiazdora rocka. Opowieść jest przewrotna, manipulacje czasem ewidentne, przyszłość wymija na naszych oczach teraźniejszość. Podobnie w innych tekstach tego typu: miłosne afery idą tu zawsze w parze z pisaniem, spotkaniami literackimi i alkoholowo-narkotykowymi dekoracjami. We wszystkich tekstach Podgórnik patrzy na swoje bohaterki z perspektywy końca, schyłku różnych epok; jedna z postaci, którą poetka umieszcza w latach 50., z żalem mówi o końcu ery jazzu. Wiersz „Gorzkie żale” wybrzmiewa w tym kontekście jak pożegnanie, wykreowana tu postać mogłaby być bohaterką szlagiera polskiego zespołu Perfect, mówiącego o tym, że „trzeba wiedzieć, kiedy ze sceny zejść”. Podgórnik w jakimś sensie tworzy więc w tej książce mit samej siebie: dopisuje rozdziały, które na razie są wyłącznie zapowiedzią przyszłości, ale w jej narracji już czasem przeszłym dokonanym.

I gdyby ktoś myślał, że klucz interpretacyjny, jaki proponuje nam poetka w tytule zbioru, bierze się wyłącznie z jej pasji oglądania kanałów przyrodniczych, to chyba nie będzie daleki od prawdy – w „Rezydencji surykatek” nie ma surykatek, ale są „stada smutnych ludzkich antylop”. 

Marta Podgórnik, „Rezydencja surykatek”, Biuro Literackie, Wrocław 2011

Napisz do nas

Chcesz podzielić się przemyśleniami, do których zainspirował Cię artykuł, zainteresować nas ważną sprawą lub opowiedzieć swoją historię? Napisz do redakcji na adres redakcja@tygodnikpowszechny.pl . Wiele listów publikujemy na łamach papierowego wydania oraz w serwisie internetowym, a dzięki niejednemu sygnałowi od Czytelników powstały ważne tematy dziennikarskie.

Obserwuj nasze profile społecznościowe i angażuj się w dyskusje: na Facebooku, Twitterze, Instagramie, YouTube. Zapraszamy!

Newsletter

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]