Kot w pidżamie

Od lat zaufanie wzajemne w Polsce należy do najniższych w Europie, trzy czwarte ludzi ufa tu tylko sobie bądź najbliższej rodzinie. Brak zaufania do bliźniego rekompensuje ogromne zaufanie do internetu i wiara w treści w nim publikowane.
Czyta się kilka minut

Ponoć tylko w Holandii ludzie są bardziej wierzący. Wypada tu dodać – w nawiasie – jeszcze jedną wiadomość: w Polsce zaufanie do badań opinii publicznej jest bardzo niskie. Najprawdopodobniej dlatego, że przeprowadzają je ludzie niespokrewnieni z badanymi.

Ilustracją tych skłonności jest sytuacja sąsiedzka. Sąsiad jest człowiekiem szalenie podejrzanym, o czym niemal codziennie rozmawiamy w domu. W bardzo zaufanym, ścisłym gronie rodzinnym, wieczorem lub gdy szarówka – gdy cienie są długie, a straszne. Oczywiście w tym samym czasie, w identycznym składzie, ale u sąsiada, prowadzona jest identyczna rozmowa na nasz temat. W tych samych rzecz jasna okolicznościach – gdy cienie długie, a straszne. Snute są wtedy najbardziej prawdopodobne i najbardziej nieprawdopodobne opowieści na temat pochodzenia majątku, przodków, upodobań i orientacji – tu o nim, tam o nas.

W rzeczy samej są to domysły, bowiem sąsiada znamy z widzenia, a on zna nas tak samo słabo. Owo widzenie, owa skromność informacji daje pole do fantazjowania na poziomie najwyższym. Nie trzeba dodawać, że analiza sąsiedzka w żadnej mierze nie jest analizą dobrosąsiedzką. Dobro nie istnieje. Wynika to z nader oryginalnego tu umiłowania zagrożenia, pogańskiego bania się, niemal literackiej skłonności do dramatyzowania i konstruowania aury straszliwej. Zwłaszcza gdy cienie są długie i gdy ciemno.

Dawniej kładziono się w tym stanie do łóżka. Wszyscy do jednego, co cementowało zaufanie rodzinne, tak widoczne w badaniach. To spostrzeżenie potwierdzają inne badania – konsumenckie – najbardziej lubimy łóżka bardzo wielkie. Przykrywano się zatem kołdrą po czubek głowy, w oczekiwaniu na złosąsiedzką wizytę.

Internet zmienił ten stan rzeczy na dobre, co jest akurat określeniem nader pasującym. Zamiast pójść do łóżka w przekonaniu, że sąsiad w czasie naszej naturalnej bezbronności otruje nam kota, wchodzimy na Facebooka. Po to, by wywalić – choć cienie długie i straszno, nieskończone pokłady dobra, by zamanifestować nadnaturalne zaufanie do wszystkich. Sąsiad, który ma o nas zdanie najgorsze z najgorszych, i o którym można by powiedzieć każde prócz dobrego słowo, podejmuje ten wyścig. Są to zawody w umiłowaniu zwierząt i roślin, w sentymencie do starych piosenek bądź zapomnianych, ale ambitnych filmów czy spektakli, są to zawody w budowaniu zaufania i w demonstracjach naszej owczej łagodności. Nieoczekiwanie dla badaczy opinii publicznej lubimy, gdy sąsiad wrzuca informacje, że jego kot choć się dawno zbudził, to wciąż jest jeszcze w pidżamce. Ufamy tej informacji dalece bardziej niż inni Europejczycy, ale mniej niż Holendrzy.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 04/2012