Kościół statystyczny

Misja zaczyna się od wyjścia – i to wyjścia totalnego: do całego świata, do wszelkiego stworzenia, wszystkich narodów.
Czyta się kilka minut

Mandat misyjny przypomniała liturgię święta Nawrócenia św. Pawła: „Idąc na cały świat, przepowiadajcie Ewangelię wszelkiemu stworzeniu” (Mk 16, 15). W wersji Mateuszowej czytamy (dosł.): „Idąc, czyńcie uczniów ze wszystkich narodów, chrzcząc je w imię Ojca i Syna i Ducha Świętego, i ucząc zachowywać wszystko, co wam przykazałem” (Mt 28, ­19-20). W obu redakcjach Jezusowy nakaz misyjny zaczyna się od słowa: „idąc” (por. J 16, 15: „Przeznaczyłem Was na to, abyście szli, i owoc przynosili”). Tymczasem...

Myślę o tym, jak dalece zelektryzowały nas ostatnio „słupki” i „procenty” ogłoszone przez Instytut Statystyki Kościoła Katolickiego w Polsce. Najważniejsze pytanie stawiane sobie przez wszystkich brzmi: „ilu ludzi jeszcze do nas – do naszych kościołów – przychodzi?”. Odpowiedź, którą otrzymaliśmy, jest taka: mniej.

Badamy, ilu przyszło. Ale nie pytamy, ilu z nas wyszło ku innym. Wtedy też łatwiej jest „umyć ręce”. Nie przyszli, bo? Bo sekularyzm, bo liberalizm, bo materializm, bo media, bo pokomplikowali sobie życie itd. Bez sięgania po badania i statystyki można w pigułce zobaczyć nasz problem w następującym dialogu:

– Jak tam u księdza w parafii wygląda praca z młodzieżą?

– Jest ciężko...

– Są jakieś grupy młodzieżowe?

– U nas w ogóle nie ma młodzieży. Uczą się poza parafią, a w soboty i niedziele nie da się ich do czegokolwiek poważnego zaprosić.

„U nas nie ma młodzieży”. To znaczy: nie przychodzą... To prawda. Ale czy to znaczy, że ich nigdzie „nie ma”? Wyginęli? Jak mężczyźni w „Seksmisji”?

Młodzież jest. Sensowne pytanie brzmi: gdzie jest? Albo przynajmniej: gdzie bywa? Warto je postawić nie po to, by oceniać i osądzać, ale po to, by się tam wybrać. By „pójść”! I to – najlepiej – wcale nie samemu. Zaprosić do tego „wyjścia” – tak jak to czyni nieustannie papież Franciszek – wszystkich, których mamy przy sobie. Wcale nierzadko: rówieśników i kolegów/przyjaciół tych, których „nie ma”. Zamienić czekanie na ludzi na wyjście ku nim.

Św. Marek, pisząc o przyjściu zmartwychwstałego Jezusa (z poleceniem misyjnym) do uczniów, stwierdza, że „Pan zastał ich leżących [przy stole]” (Mk 16, 14). Czy to tylko wierność historycznym realiom (bo tak, w takiej pozycji, spożywano posiłki)? Czy także zobrazowanie ich/naszej postawy? Nie gorączkujmy się, usiądźmy, zainstalujmy się wygodnie i poczekajmy, aż ludzie przyjdą. Wcześniej czy później przecież życie ich do tego zmusi: „Przyjdzie czas – będziesz nasz”.

Wprawdzie mówimy i słyszymy na zakończenie każdej Eucharystii: „Idźcie w pokoju Chrystusa”, ale – przy takim nastawieniu – oznacza to dla nas po prostu: „Idźcie już do domu. I do zobaczenia za tydzień”. Nie słyszymy w tym rozesłaniu polecenia: „Idźcie! Oto Was posyłam – do tych, których macie wokół siebie”. Idźcie, podzielcie się swoją wiarą! Idźcie, zaproście innych, i przyprowadźcie ich za tydzień!©

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 6/2018