Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Kopytne monstrum

Kopytne monstrum

02.03.2014
Czyta się kilka minut
To zbiór opowiadań osadzonych w świecie H.P. Lovecrafta. Chodzi w nim o sięgnięcie pod znaną i nudną rzeczywistość i dokopanie się do zagadkowych mechanizmów...
N

Nie, nie, to nie jest dobra książka, i co z tego, że klasyk. Tak, tak, to ten Robert E. Howard, który stworzył Conana barbarzyńcę. Granego później przez Arnolda Schwarzeneggera, a jeszcze później przez jakiegoś hawajskiego modela. Ale tak się składa, że gdy byłem małym chłopcem, hej, to siedziałem w stworzonym przez Howarda hyboryjskim świecie po czubek głowy. Mogłem z pamięci narysować mapę tego świata. Wiedziałem, gdzie jest Aquilonia, gdzie Brythunia, a gdzie Kush; jakiego narodu umitycznieniem jest Stygia, jakiego przodkiem jest Turan, czym są Zingara i Zamora, i co się wyrabia na Pograniczu Bossońskim. Świat hyboryjski stworzony przez Howarda to w zasadzie sprowadzenie naszego świata do jego warstwy mitycznej i tajemniczej. Howard był dzieckiem swojej epoki, która z jednej strony traktowała już rzeczywistość mocno pragmatycznie, bez złudzeń, ale nie wyzbyła się jeszcze fascynacji tym, co może kryć się pod jej własną skórą. A raczej złudzeń, że to, co pozostaje jeszcze nieodkryte, nie jest tak trywialne jak to, co pozostaje odkryte.
W „Królestwie cieni” nie ma co prawda samego świata hyboryjskiego. Ale jest świat funkcjonujący na podobnych zasadach: to zbiór opowiadań osadzonych w świecie H.P. Lovecrafta. W którym to świecie, przyjmującym nieco inną estetykę, chodzi w gruncie rzeczy o to samo: o sięgnięcie pod znaną i nudną rzeczywistość, i o dokopanie się do zagadkowych mechanizmów, które „są zbyt przerażające, by ludzki umysł był w stanie je znieść”, ale też ich poszukiwanie jest zbyt fascynujące, by można było z niego zrezygnować. Zarówno w świecie hyboryjskim, jak w świecie Lovecrafta mamy „starożytne, przedludzkie siły”, „tajemnicze rasy sprzed eonów” i „zapomniane bóstwa”, kryjące się po zakamarkach świata (między innymi w czymś w rodzaju Rurytanii, bowiem tak trzeba traktować niby realnie istniejące Węgry i Europę Środkową, opisywane w opowiadaniu „Czarna Skała”, ale wyposażone w cechy, które człowiek Zachodu chciałby w nich widzieć, a nie te, które tam faktycznie mogą być – ich obserwacja to zabawa sama w sobie).
Oczywiście że opowiadania Howarda z „Królestwa cieni” są być może, tak naprawdę, literacką i vintage’ową wersją tygodnika „Niepojęte sekrety świata” czy „Miesięcznika tajemniczych tajemnic” za pięć złotych, zresztą cała oprawa wydawnictw Agharty tkwi w jakości przypisywanej tej stylistyce (nie wspominając o warstwie literackiej: sam tytuł zbioru to jeszcze nic, opowiadania potrafią nosić takie tytuły jak „Kopytne monstrum” czy „Lud mroku”). Męczyć może powtarzalny schemat tych historii, w których bohater trafia na tajemnicze przekazy, starożytne manuskrypty i inskrypcje, które prowadzą go na trop przerażającej tajemnicy, lekceważy ostrzeżenia, i w końcu udaje mu się tę tajemnicę tylko polizać (bo ugryźć oznaczałoby „oszaleć” czy też „pogrążyć się na wieki w koszmarze”, bla, bla, bla). Ale – cóż – gdy tylko zobaczyłem „Królestwo cieni” na półce, to od razu je zwinąłem. Jestem to winny swojemu dzieciństwu. Sorry. A „Płomień Assurbanipala”, jedno z zawartych tu opowiadań, to powód, dla którego jako dziecko bałem się zasnąć jakoś z miesiąc.

ZIEMOWIT SZCZEREK (ur. 1978) jest pisarzem i tłumaczem, współpracownikiem czasopisma „Nowa Europa Wschodnia”. Opublikował m.in. poświęconą Ukrainie książkę „Przyjdzie Mordor i nas zje”, za którą otrzymał w tym roku „Paszport Polityki”.

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum
Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]