I tak, i nie. Z jednej strony rzeczywiście jest coraz więcej wiadomości pozytywnych: od informacji o dynamicznym wzroście niemieckiego eksportu w czerwcu po znacznie mniejszy od oczekiwanego spadek liczby miejsc pracy za oceanem w lipcu. W Polsce jest już pewne, że w tym roku będziemy mieli wzrost gospodarczy - choć niewielki. To ogromny sukces, bo w większości wysoko rozwiniętych krajów gospodarka skurczy się o kilka procent.
Z drugiej strony to, co najbardziej dotyka zwykłych obywateli - czyli rosnące bezrobocie - dopiero przed nami. Rynek pracy na spadki i wzrosty reaguje zawsze z opóźnieniem. Zapewne fala zwolnień przyjdzie późną jesienią, a na znaczący wzrost liczby miejsc pracy możemy poczekać kilkanaście miesięcy. Trzeba też pamiętać, że choć nie grozi nam recesja, to tegoroczny i przyszłoroczny wzrost gospodarczy będzie zbyt mały z punktu widzenia potrzeb budżetu państwa. A budżetowe kłopoty mogą się przełożyć na pogorszenie nastroju inwestorów z rynków finansowych. Efektem mogą być tąpnięcia na giełdzie, kłopoty z kredytami dla firm i osób czy spadki kursu złotego.
Czeka nas trudny rok. Najważniejsze jednak, że dotknęliśmy dna, a głowy wciąż trzymamy nad powierzchnią. Zatonięcie już nam nie grozi.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

















