Komentarz naiwny

Niezadowolenie z raportu w sprawie katastrofy smoleńskiej dałoby się ująć w zdanie: należy dotrzeć do prawdy o przyczynach wypadku, a my dalej tej prawdy nie mamy.
Czyta się kilka minut

"Prawda"... Słowo tak nośne, że bezbłędnie wywołuje reakcje emocjonalne najcięższego kalibru. I otwiera dalsze przestrzenie, w których wyłaniają się i narastają sprzeczności nie do pokonania. Może więc w tych przestrzeniach wolno umieścić i takie oto naiwne konstatacje...

Prawdą jest, że lot smoleński był sprawą najwyższej wagi dla prezydenta Rzeczypospolitej. Właśnie ten, właśnie wtedy, właśnie w takim scenariuszu. Z wielu przyczyn, wśród których rolę odegrał i fakt o trzy dni wcześniejszy: katyńska obecność premierów Polski i Rosji (tego drugiego - pierwsza, wydarzenie najwyższej rangi). Skład pasażerów samolotu w dniu 10 kwietnia był również wynikiem podzielania racji głównego uczestnika i gospodarza lotu, w skali od tych samych uczuć i intencji do względów i kalkulacji rzeczowych czy praktycznych.

Prawdą jest dalej, że owa ranga najwyższej wagi sama stanowiła o determinacji zrealizowania podjętej wyprawy. Mogło to nie wyrażać się w żadnych słowach, a więc dowodzie dającym się zarejestrować i sprawdzić, nie można jednak twierdzić, że nie dało się tego w żaden sposób odczuć. Obecność głównego dowódcy w kokpicie, zupełnie przecież zbędna, nie mogła nie stanowić faktu o określonym znaczeniu. Prawdą jest również, że zapytanie skierowane w pewnym momencie przez załogę do gospodarza lotu o wskazanie ewentualnego lotniska zastępczego nie doczekało się odpowiedzi. To też była wskazówka.

Prawdą jest wreszcie, że warunki atmosferyczne od początku lotu były fatalne i ulegały tylko pogorszeniu, tak że podczas próby lądowania dostrzeżenie ziemi pozostawało niemożliwe.

Pokazano nam już nowy spot wyborczy, na którym oglądamy parę prezydencką w ujmującej relacji wzajemnej. Z podpisem: "oni czekają na prawdę". Podpis ma być oskarżycielski. A jest tylko niedającym się przyjąć pogwałceniem ciszy tragicznie zmarłych. Tragicznie, i to przez współtworzony scenariusz. Ten prawdziwy. Bo to był po prostu lot najwyższego ryzyka.

A zmarli nie "czekają na prawdę". Oni są w tym jej wymiarze, do którego polityka nie ma już dostępu.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 32/2011