Reklama

Kolejny zamach w Ankarze

Kolejny zamach w Ankarze

22.02.2016
Czyta się kilka minut
Wybuch auta-pułapki w sercu stolicy, blisko parlamentu i sztabu generalnego tureckiej armii, to jak policzek wymierzony rządowi Turcji.
J

Jest czwartkowe popołudnie, powoli robi się ciemno. Na ulicach w centrum Ankary – nieludzki tłok. Zasady ruchu drogowego niemal nie obowiązują, każdy jedzie jak chce. Prócz samochodów na ulice wyjeżdżają też tak zwane serwis-busy, które rano przywiozły ludzi do pracy, a teraz rozwożą do domów. Trzy z nich, wypełnione żołnierzami, wracającymi do domów w dzielnicy Eryaman, stają na światłach. W tym momencie ulicą wstrząsa eksplozja tak potężna, że nawet w położonych kilka kilometrów dalej budynkach trzęsą się szyby.

Pierwsze doniesienia mówią o kilkunastu zabitych, ale wkrótce liczba ofiar śmiertelnych rośnie do 28, a rannych do 61. Od zamachu nie mija nawet godzina, gdy prorządowa gazeta „Yeni Şafak” podaje, że zamachowcem samobójcą był niejaki Salih Necar, syryjski uchodźca, któremu podczas przekraczania syryjsko-tureckiej granicy pobrano odciski palców, dzięki czemu możliwa była identyfikacja zwłok. Z kolejnych mocno ograniczonych (rząd znów zabrania mediom podawania informacji o tym, co się stało) informacji dowiadujemy się, że na miejscu znaleziono należące do Syryjczyka dokumenty. Samochód, którym się posłużył, miał zostać skradziony w Izmirze. Ktoś wypożyczył go kilka tygodni wcześniej i nie zwrócił na czas. Eksperci od terroryzmu nie wierzą własnym uszom. „Żaden zamachowiec, chyba że bardzo niedoświadczony, nie wozi ze sobą dokumentów, na podstawie których można go zidentyfikować i dotrzeć później do jego rodziny. W ciągu godziny nie da się nawet ściągnąć na miejsce zamachu wszystkich służb, a co dopiero pobrać odciski palców” – mówi nam doświadczony wojskowy.

Już następnego dnia prezydent Erdoğan sugeruje, że zamachowiec z całą pewnością należał do YPG – Ludowych Jednostek Obrony, czyli sił zbrojnych syryjskich Kurdów, którzy, choć wspomagani w Syrii przez Amerykanów, w Turcji uważani są za terrorystów, gdyż są powiązani z PKK (Partią Pracujących Kurdystanu). „Brak zrozumienia zachodnich partnerów bardzo nas zasmuca” – dodaje Erdoğan. Mimo że YPG i PKK odcinają się od zamachu, smutek tureckich władz jeszcze tego dnia przekłada się na wzmożone odwetowe bombardowania i ostrzał Kurdów w Syrii.

Wreszcie, po kilku dniach, do zamachu przyznaje się niewielka organizacja podziemna tureckich Kurdów TAK (Jastrzębie Wolności Kurdystanu), która wyodrębniła się kiedyś z PKK. ©

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Dziennikarka, korespondentka „Tygodnika Powszechnego” z Turcji, stały współpracownik Działu Zagranicznego Gazety Wyborczej, laureatka nagrody Media Pro za cykl artykułów o problemach...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]