Sejm nie zgodził się na depenalizację pomocnictwa w aborcji. Niesubordynacja Romana Giertycha, jedynego posła KO, który będąc w Sejmie, nie wziął udziału w głosowaniu, i stanowisko ludowców, w większości głosujących ręka w rękę z PiS, przysłoniły oczywisty fakt, że nawet gdyby Sejm ustawę uchwalił, nie miała szans na wejście w życie – prezydent Andrzej Duda zawczasu zapowiedział weto.
Głosowanie miało wymiar wyłącznie polityczny i nie ulega wątpliwości, że przynajmniej w krótkim horyzoncie czasowym największym przegranym jest premier Donald Tusk.
To jemu niepokorny Giertych rzucił „sprawdzam” – i warto śledzić, jak się rozwinie ta relacja oparta wyłącznie na politycznych kalkulacjach. Ale Tuskowi swoją etyczną nieugiętość zademonstrowali też liderzy PSL – osłabiając kluczowy przekaz dnia, jakim miała być zgoda Sejmu na uchylenie immunitetu i tymczasowy areszt byłego wiceministra sprawiedliwości Marcina Romanowskiego. To tym od piątku miała żyć polska opinia publiczna, a nie triumfalnymi okrzykami, jakimi ławy PiS powitały wynik głosowania aborcyjnego. Zabrakło niewiele.
Pojawia się pytanie o sens prac nadzwyczajnej komisji, która debatuje nad trzema pozostałymi projektami aborcyjnymi. Pisaliśmy wielokrotnie, że w tym Sejmie jedynie projekt Trzeciej Drogi, przywracający stan sprzed werdyktu TK Julii Przyłębskiej, ma szanse na uchwalenie. Teraz jest to jeszcze bardziej oczywiste – jeśli PSL (w przeciwieństwie do Polski 2050, która zagłosowała razem z lewicą i KO) nie był w stanie poprzeć depenalizacji, na pewno nie zgodzi się na liberalizację. Sprawa aborcji nie została wpisana do umowy koalicyjnej, ale chyba najwyższa pora, by liderzy koalicji tą sprawą się zajęli i zadali sobie pytanie, czy potrzebują kolejnych przegranych głosowań, czy też może to oni wezmą współodpowiedzialność za tę newralgiczną sprawę. Być może zimny prysznic w postaci przegranego o włos głosowania (przegrana byłaby dużo większa, gdyby na sali nie zabrakło kilkunastu posłów PiS) zresetuje sposób myślenia. I wtedy, choć po szkodzie, będzie z niego jakaś korzyść.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















