Ładowanie...
Kątem oka
Kątem oka
Raz wprawiona w ruch maszyna poetyckiego myślenia – takiego, które za materię bierze pojęcia nie czyste, lecz wcielone w zmysłowy język – nie zatrzymuje się tak łatwo. „Schrony” Michała Sobola – piąty tom poety mieszkającego w Zabierzowie Bocheńskim, wyróżnionego dotychczas m.in. Nagrodą im. Kazimiery Iłłakowiczówny za debiutanckie „Lamentacje” (2001), nominacją do Nagrody Poetyckiej im. Wisławy Szymborskiej za zbiór „Pulsary” (2014) oraz Nagrodą im. Zbigniewa Herberta (2016) – rozgrywają się w ruchu między obecnością a nieobecnością; między tym, co narzuca się samo, a tym, co wymaga uważnego podążania za niejednoznacznymi śladami.
To, „co naprawdę ważne, / (…) nie znalazło miejsca w oficjalnych raportach” – sugeruje wiersz „Restauracje”, a „Banki” dopowiadają, że „czujemy się bezpieczniej, odkąd // w wykutych w szwajcarskich Alpach bunkrach złożono / to słynne złoto. Klient banku nie musi o nie pytać”. W ontologii Sobola podstawę tego, co jest, stanowi to, czego nie ma; ale w konsekwencji to drugie staje się obecne nawet bardziej, podczas gdy rzeczy pozornie oczywiste tracą swoją wagę.
Zresztą tego rodzaju dialektyka funkcjonuje na wielu innych poziomach i obejmuje kwestię prawdy (która – jak we „Wtajemniczeniu” – staje się przedmiotem zwątpienia, kiedy okazuje się zbyt oczywista), relację między działalnością ludzką a przyrodą (włączającą – jak w „Puszczy Jodłowej” – tych, którzy usiłują nad nią zapanować, w swój bezosobowy proces), a nawet czas, który potrafi być jednocześnie teraźniejszy i przeszły, historyczny i geologiczny (jak w „Kościołach”: „Chłodne mury kościołów wciąż jeszcze pamiętają o jurajskich / prapoczątkach”).
Ta dynamika sprzeczności dostrzegalna jest również w kompozycji obszernego tomu. Narracyjne, niemal prozatorskie utwory, charakteryzujące się typową dla Sobola długą, dygresyjną frazą, kontrapunktowane są cyklem ściśle sformalizowanych oktostychów, od których pochodzi tytuł całej książki. Skądinąd opisywane przez poetę „schrony”: kościoły, sądy, piwnice, urzędy pracy, cmentarze czy koszary – nieszczególnie dają się skojarzyć z bezpieczeństwem czy izolacją. Bliżej im do figur jednoczesnego poszukiwania przestrzeni zamkniętej i wystawienia na widok publiczny, tak jakby jedno nieuchronnie wywoływało drugie.
Autor „Schronów” daleki jest od tego nurtu poezji współczesnej, który skupia się na krytycznym analizowaniu języka. Nie oznacza to jednak, że Sobol jest tradycjonalistą. Inaczej po prostu wyznacza swój obszar aktualności, która obejmuje nie tyle dekady, ile stulecia, a produktywną poetycko nieufność sytuuje raczej na poziomie konstruowanych obrazów niż struktur składniowych. Sobol pisze o przyrodzie, konstruuje poetycką wersję własnej biografii, ale sięga również do historii sztuki („Claude Lorrain”, „Pontormo”, „Bereś”, „Sznyty”); w jednym miejscu przywołuje Leśmiana, w innym – Pindara. To poezja długiego trwania. A choć nie brakuje tu również gorzkich obserwacji („Szkic węglem”), to rzeczywistość okazuje się raczej zagadką do rozwikłania (jak w świetnym wierszu „Gąsior i zając”) niż dobrze rozpoznanym przedmiotem oceny.
W laudacji towarzyszącej przyznaniu Nagrody Literackiej Gdynia przewodnicząca kapituły Agata Bielik-Robson mówiła o odnawianiu przez Sobola formuły poezji meta- fizycznej. Taka charakterystyka jest celna, ale wyłącznie pod warunkiem, że uwzględni się dwuznaczność wpisaną w samo pojęcie metafizyki – tego, co poprzedza materię, ale i jest z nią nierozerwalnie związane. Poezja Sobola sytuuje się gdzieś w niejednoznacznym miejscu, z którego obserwuje się warunki, na jakich istnieje świat, ale nie traci się z nim jeszcze kontaktu. Poety nie interesują ustalone formuły opisu rzeczywistości ani dogmaty, czy to filozoficzne, czy religijne. Jeśli je wykorzystuje, to tylko jako materiał do wytwarzania własnych herezji („Genesis” czy przewrotnie przepisujący historyczną anegdotę „Ludwik”).
Podczas spotkania z publicznością już po otrzymaniu nagrody Sobol mówił o tym, że w jego wierszach najważniejsze może okazać się to, czego w nich nie ma; że jeśli przybliżają one rzeczywistość, to tylko odwracając naszą uwagę od spowszedniałych obrazów i pozwalając na to, by świat ukazał się nam na nowo – jak podczas nocnych obserwacji nieba – w kąciku oka. ©
Michał Sobol, „Schrony”, Nisza, Warszawa 2016
MACIEJ JAKUBOWIAK (ur. 1987) jest literaturoznawcą, krytykiem, redaktorem magazynu „Dwutygodnik”. Autor książki „Nieuchronny plagiat” (2017). Weganin, żona, dwa psy, pochodzi z Żor, mieszka w Krakowie.
Napisz do nas
Chcesz podzielić się przemyśleniami, do których zainspirował Cię artykuł, zainteresować nas ważną sprawą lub opowiedzieć swoją historię? Napisz do redakcji na adres redakcja@tygodnikpowszechny.pl . Wiele listów publikujemy na łamach papierowego wydania oraz w serwisie internetowym, a dzięki niejednemu sygnałowi od Czytelników powstały ważne tematy dziennikarskie.
Obserwuj nasze profile społecznościowe i angażuj się w dyskusje: na Facebooku, Twitterze, Instagramie, YouTube. Zapraszamy!
Newsletter
© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]