Kaczyński postawił na Czarnka. PiS wybiera politykę bez hamulców

Rozdartą przez walki frakcyjne partię miał pogodzić kandydat z zewnątrz, jednak Jarosław Kaczyński nie zaryzykował inwestycji w anonimowego samorządowca. Uznał, że „lepszy zły znany niż dobry nieznany”.
Czyta się kilka minut
Przemysław Czarnek podczas konferencji prasowej na stacji Orlen. Warszawa, 9 marca 2026 r. // Fot. Jacek Szydłowski / Forum
Przemysław Czarnek podczas konferencji prasowej na stacji Orlen. Warszawa, 9 marca 2026 r. // Fot. Jacek Szydłowski / Forum

Na półtora roku przed wyborami parlamentarnymi prezes PiS potrzebuje nie tylko charyzmatycznego kandydata na premiera, ale też zakopania toporów między dwoma najbardziej zwaśnionymi obozami w swojej partii. Tego zaś nie gwarantował promowany ostatnio 40-letni prezydent Stalowej Woli Lucjusz Nadbereżny – ma zbyt mały autorytet na prawicy, a Kaczyński zbyt trudną sytuację we własnym obozie, by podjąć aż takie ryzyko.

W wyborach w 2019 r. PiS zdobył niemal 44 proc. głosów. Od tego czasu uciekła mu połowa elektoratu, ale nie tyle poza obóz prawicy, co do obu Konfederacji, ugrupowań młodszych i mniej zgranych. Trend ten ma odwrócić Przemysław Czarnek ze słynnej frakcji „maślarzy”, zwalczającej konkurencyjną grupę „harcerzy”, skupioną wokół Mateusza Morawieckiego (były premier od miesięcy odbywa udany tour po mediach, gdzie prezentuje się jak polityk niemalże centrowy).

Szklany sufit premiera, czyli „nie” dla Morawieckiego

W erze silnych przetasowań po stronie koalicji rządzącej Morawiecki miałby szansę na łowienie wyborców umiarkowanie konserwatywnych, którzy jesienią 2023 r. głosowali przeciwko PiS nie tyle z nienawiści, co ze zmęczenia 8-letnią epoką nieustannych konfliktów. Po ponad dwóch latach wielu z nich, zwłaszcza w elektoracie dawnej Trzeciej Drogi, jest zawiedzionych rządem Donalda Tuska. Umiarkowany PiS mógłby ich nęcić.

Kłopot w tym, że Morawiecki raczej nigdy nie był dla Kaczyńskiego główną opcją. Fakt: od lat pozostaje najpopularniejszym politykiem PiS, i to mimo rządów naznaczonych pandemią, kryzysem na granicy i pełnoskalową wojną w Ukrainie. Tyle że w samej partii traktowany jest wciąż trochę jak przeszczep od liberałów i na dodatek twarz kompromisów z Brukselą, o których PiS wolałby zapomnieć. Również badania opinii miały przekonać Kaczyńskiego, że Morawiecki nie da mu wygranej: staranie się o poparcie centrowych wyborców ma być stratą czasu. Prędzej nie pójdą do urn, niż zagłosują na PiS.

Problemem Morawieckiego jest również to, że partia do ewentualnego rządzenia będzie potrzebowała koalicjantów. Tymczasem Konfederacja odrzuca sojusz, w którym były premier miałby wrócić na dawne stanowisko. Jeszcze gorsze zdanie o Morawieckim, ciągnące się od czasów lockdownu, mają koroniarze Grzegorza Brauna. 

Trudno się więc dziwić, że Kaczyński uznał, iż przy Morawieckim nawet jak coś ugra w centrum, to równocześnie wielu wyborców ucieknie mu na prawo. Czasy, gdy PiS był tam jedyną poważną siłą, dawno minęły. W kolejnych sondażach widać regułę: partia Kaczyńskiego ma podobne poparcie co dwie Konfederacje. Bez przynajmniej jednej rządzić się nie da.

Sprzeczne zadania dla Czarnka. Atakować i nęcić Konfederację

Kaczyński potrzebuje dziś kandydata posiadającego dwie cechy. Musi to być osoba popularna i zapewniająca jedność w elektoracie PiS oraz dająca wiarę, że z Sejmu nie będzie musiała się po wyborach ewakuować połowa dzisiejszego klubu. Zarazem musi być to człowiek tolerowany przez ewentualnych koalicjantów. Morawiecki się do tego nie nadaje – prezes postawił więc na Przemysława Czarnka.

Z pozoru to najlepsze rozwiązanie: 48-letni poseł, były minister edukacji, profesor KUL, człowiek pełen energii. Jednocześnie jako jedyny z frakcji „maślarzy” dbał przez ostatnie miesiące, by nie popaść w otwarty konflikt z Morawieckim. To ważne, bo w PiS podejrzewają, że marginalizowanie byłego premiera skończy się odejściem jego grupy. Czarnek ma temu przeciwdziałać, a może nawet uczynić byłego premiera wicepremierem.

Równocześnie przed kandydatem PiS stoją dwa trudne, trochę wykluczające się zadania. Ze swoimi konserwatywnymi i wyrażanymi w mało dyplomatyczny sposób poglądami Czarnek ma ruszyć do walki z obiema Konfederacjami i przywrócić wiarę, że PiS nie jest partią działaczy podstarzałych, utuczonych na władzy. Starcie będzie na pewno ostre, więc może automatycznie wykluczyć drugą z misji: budowania powyborczej koalicji.

Nawet jeśli Czarnek należy dziś do najlepiej odbieranych w Konfederacji polityków PiS, to szybko ten atut straci, walcząc z nią o wyborców. Zresztą, już w niedzielę jej liderzy wypomnieli kandydatowi PiS niechlubną Willę Plus i lex Czarnek. Z kolei koalicję z prorosyjskim i antysemickim odłamem Brauna wyklucza z góry sam Kaczyński – to zresztą kolejny problem Czarnka, który widziałby taki sojusz.

Jeśli kandydat nie podoła misji, zostanie potraktowany jak zderzak, a ostatecznym nominatem zostanie ktoś inny, np. szef prezydenckiej kancelarii Zbigniew Bogucki. Ale to by oznaczało konieczność dogadania się prezesa PiS z Karolem Nawrockim i jakieś koncesje na jego rzecz. Zresztą, sam Bogucki nie pali się do zmiany pracy.

Poglądy kandydata PiS: oze sroze, trzech chłopów i pusty łeb

Pierwszy występ Czarnka był spektakularny. Obiecał, że nie „będzie żadnego oze sroze” ani ETS; nazwał Tuska „pustym łbem”; uznał władze Ukrainy za „bezczelne”; zdefiniował związki partnerskie jako relację „trzech chłopów” lub „czterech pancernych i psiecka”; poparł trzymanie psów na łańcuchach, bo nie rzucają mu się do kostek, gdy jedzie na rowerze; zapowiedział powrót „do normalności”, czyli do węgla. W jednym przemówieniu.

Kandydat z takimi poglądami będzie miał wyboistą drogę do kancelarii premiera; na pewno zagna do urn tysiące przerażonych liberałów, którzy przy innym kandydacie PiS mogliby nie pójść na głosowanie. Kaczyński gra więc ryzykownie. Jeżeli jednak uznał, że zamiana PiS w Suwerenną Polskę 3.0 przyniesie więcej owoców, wybrał dobrze nie tylko z uwagi na poglądy, ale też filmowy życiorys kandydata.

Czarnek szybko stracił rodziców: ojciec zmarł na stwardnienie rozsiane, matka na raka. W dorosłość wchodził pod skrzydłami wuja, księdza Jerzego Pałuckiego, wykładowcy KUL. To on posłał go do liceum, gdzie miał opinię zdolnego, ale nielubiącego się przemęczać ucznia. Zarazem sprawiał wrażenie osoby dojrzalszej niż rówieśnicy.

Na kreatywność i ambicję Czarnka (był już wtedy asystentem na KUL) zwrócił uwagę lokalny baron PiS, poseł Sławomir Zawiślak. Wypromował go tak szybko, że gdy 38-letni doktor prawa zostawał wojewodą lubelskim, w żadnej z lokalnych redakcji nie było jego życiorysu. Początkowo lubili go nawet niechętni PiS dziennikarze: za bezpośredniość, dobre puenty i tytaniczną pracę. Czarnek jeździł do najmniejszych gmin, czym przyćmił cały lubelski PiS. Z czasem stawał się jednak coraz bardziej butny i chamski. W 2018 r. lubelski Marsz Równości nazwał promocją „zboczeń, dewiacji i wynaturzeń”. 

Ale właśnie wtedy wszedł na salony, bo jako profesor z przykładną rodziną mówił to samo, co pisowski lud, prezentując przy okazji potężną odporność psychiczną – zaprowadziło go to do gabinetu ministra edukacji, gdzie dawał odpór „lewactwu”. Za półtora roku ma dostać zadanie wychowywania już nie tylko młodzieży, ale nas wszystkich.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 11/2026

W druku ukazał się pod tytułem: Profesor z ludu