Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

„Jeżeli wybiorą, proszę nie odmawiać”

„Jeżeli wybiorą, proszę nie odmawiać”

16.10.2018
Czyta się kilka minut
Wybrany w sierpniu 1978 r. Albino Luciani – Jan Paweł I – umiera po 33 dniach pontyfikatu. Jak doszło do tego, że na kolejnym konklawe metropolita krakowski pokonał dwóch faworytów: kardynałów Siriego i Benellego?
Kardynałowie  w Kaplicy Sykstyńskiej, październik 1978 r. / FORUM
Kardynałowie w Kaplicy Sykstyńskiej, październik 1978 r. / FORUM
P

Prawie wszyscy kardynałowie to osoby w podeszłym wieku, mają problemy z prostatą. Jedna łazienka na dziesięć osób... Ja spałem blisko toalety, ale widziałem tych biednych staruszków, którzy nocą szli korytarzem, sześćdziesiąt metrów, żeby dotrzeć do ubikacji, a tam zajęte. Co za udręka, co za upokorzenie! Kardynałowie sami musieli nawet ścielić sobie łóżka” – wspominał konklawe z sierpnia 1978 r. papieski legat kard. Oddi.

Lato było wyjątkowo gorące tego roku. W pokojach ponad 30 stopni, okna zamknięte i opieczętowane, brak powietrza. Bieżącą wodę mieli tylko niektórzy, większość musiała zadowolić się miednicą. Dla setki kardynałów było to pierwsze konklawe w życiu. Nie spodziewali się aż tak złych warunków.

Liczenie szabel

Papieża wybrano szybko, w drugim dniu, w czwartym głosowaniu. Według niepotwierdzonych danych (uczestnicy konklawe składają przysięgę dochowania tajemnicy, ale zwykle udaje się odtworzyć przebieg głosowań na podstawie „drobnych niedyskrecji”) Albino Luciani, patriarcha Wenecji, uzyskał 99 albo nawet 101 głosów na 111 obecnych. Taki wynik, w dodatku w tak krótkim czasie, pozwala sądzić, że kandydatura była wcześniej uzgodniona.

Trudno się temu dziwić. O wyborze następcy myślano już za życia Pawła VI. Papież miał 81 lat, był chory oraz zmęczony długim i trudnym pontyfikatem, podczas którego dokończył sobór, wprowadził w życie najważniejsze reformy, odwiedził wszystkie kontynenty, napisał siedem encyklik. To po stronie zysków. Koszty, te największe, to spadek liczby powołań, odejście wielu księży ze stanu kapłańskiego, groźba schizmy tradycjonalistów od abp. Lefebvre’a.

Planując elekcję, kardynałowie zdawali sobie sprawę, że od ich decyzji zależy nie tylko, jaki będzie papież, ale też jaki będzie Kościół. Skrzydło konserwatywne miało nadzieję, że soborowy nurt uda się jeszcze zawrócić. Frakcja postępowa obawiała się tego samego.

Trzon konserwatystów stanowili kardynałowie rzymskiej kurii, oczywiście nie wszyscy, oraz najstarsi hierarchowie. Wprowadzone przez Pawła VI przepisy o wyborze papieża tym z nich, którzy ukończyli 80. rok życia, odebrały prawo głosu, ale pozwalały na udział w tzw. prekonklawe, czyli obradach kolegium kardynalskiego, jakie odbywają się codziennie, począwszy od pierwszego dnia po śmierci papieża, aż do rozpoczęcia konklawe właściwego. Spotkania te, zwane kongregacjami, służą przede wszystkim przygotowaniu uroczystości pogrzebowych i zarządzaniu Kościołem w czasie wakatu, ale są też forum dyskusji wyborczych, formowania stronnictw i liczenia szabel.

Niech wam Bóg wybaczy

Frakcja konserwatywna wystawiła kandydaturę kard. Giuseppe Siriego, arcybiskupa Genui, zwolennika monarszej władzy papieża. Wiadomo było, że może spodziewać się najwyżej 20-30 głosów. To niemało, biorąc pod uwagę, że wśród kardynałów uczestniczących w konklawe aż stu było z nadania Pawła VI (ośmiu mianował Jan XXIII, a tylko trzech – Siriego, Legera i Wyszyńskiego – Pius XII). Ale i niedużo, bo nie pozwalało ani wygrać (potrzeba dwóch trzecich głosów plus jeden), ani skutecznie blokować konkurenta. Zwolennicy Siriego liczyli, że podczas obrad uda się im przeciągnąć na swoją stronę niezdecydowanych.

Stronnictwo soborowe długo nie miało jednego kandydata. Mówiono o kard. ­Pignedolim, który jednak – w opinii wielu – był zbyt postępowy. Na większe wsparcie mógłby liczyć kard. Baggio, gdyby nie jego ścisłe związki z Opus Dei. Żeby uniknąć rozproszenia głosów, kard. Giovanni Benelli, jeden z najmłodszych hierarchów, zaliczany do protegowanych Pawła VI, podjął się misji wypromowania „kandydata niezależnego i kompromisowego”, za jakiego uznano arcybiskupa Wenecji kard. Albino Lucianiego – skromnego duszpasterza, trzymającego się z dala od wielkiej polityki. W niektórych kwestiach Luciani miał poglądy postępowe, w innych konserwatywne – mógł przypaść do gustu jednym i drugim. Dzięki sprawnej akcji wyborczej Benellego wyrósł na liczącego się kandydata.

W pierwszym głosowaniu poparcie dla Siriego i Lucianiego było podobne (25 do 23). Potem zaczęła przeważać kandydatura tego drugiego, dochodząc do 50 głosów. W czwartym, ostatnim głosowaniu, Luciani podwoił wynik. „Niech Bóg wam wybaczy to, co mi zrobiliście” – powiedział do kardynałów tuż po wyborze.

Falstart i powtórka

Jan Paweł I zmarł po trzydziestu trzech dniach sprawowania władzy, 28 września 1978 r. Gdy opiekująca się nim zakonnica przyniosła kawę, jak co dzień kwadrans przed piątą, nie odpowiedział na pukanie. Znalazła go w łóżku, półsiedzącego, wspartego o poduszki. W ręce trzymał kartki z tekstem homilii na niedzielną mszę. Kard. Villot, papieski kamerling, przekazał w oficjalnym komunikacie, że ciało papieża znalazł osobisty sekretarz, a zmarły w ostatnich chwilach życia czytał „O naśladowaniu Chrystusa” Tomasza à Kempis. „Anonimowe źródło” z Watykanu poinformowało media, że było zgoła inaczej. Pierwsze kłamstwo sprawiło, że dalsze oficjalne informacje o przyczynach śmierci przyjmowano z niedowierzaniem. Teorie spiskowe krążą do dziś.

Jeden z pokojów zajmowanych przez kardynałów  podczas trwania konklawe
Jeden z pokojów zajmowanych przez kardynałów podczas trwania konklawe

Z powodu szybkiej a niespodziewanej śmierci papieża sierpniowe konklawe uznano za falstart. Kardynałowie wracali do Rzymu wstrząśnięci i zdezorientowani. Na poprzednie wybory szli pewni siebie, przekonani o zbiorowej mądrości i mocy. Mówili o „asystencji Ducha Świętego”, ale brzmiało w tym przeświadczenie, że i tak dostosuje się do ich decyzji. Gdy jednak Opatrzność pokrzyżowała plany, stanęli bezradni. „Szukamy po omacku” – mówił kard. Gantin z Beninu. Chodziło nie tylko o nowego kandydata, ale i sens tego, co się stało.

Niby wszystko było już obgadane. Układ sił się nie zmienił, skład kolegium był niemal identyczny (w miejsce Lucianiego pojawił się kard. Wright z USA, wcześniej nieobecny z powodu choroby). Ale ci, którzy śmierć Jana Pawła I uznali za „interwencję z góry”, doszli do wniosku, że w Bożym zamyśle to nie on miał kierować Kościołem. Notowania Siriego zaczęły zwyżkować.

Po pierwszych kongregacjach było jasne, że arcybiskup Genui może mieć „na wejściu” ponad połowę głosów. Popierała go kuria, część Włochów, a także kardynałowie z Niemiec – z wyjątkiem Ratzingera, który spierał się z nim jeszcze w czasie Soboru. Stanowisko Niemców miało szczególne znaczenie, bo wszyscy wiedzieli, jaki jest wkład ich diecezji w ratowanie pogrążonych w kryzysie finansów Watykanu oraz we wspieraniu Kościoła w krajach ubogich. Było oczywiste, że nie chodzi o cztery czy pięć niemieckich głosów, ale o to, jak dużą grupę hierarchów z krajów Trzeciego Świata za sobą pociągną.

Kandydat idealny

Ruszyła kampania wyborcza. 1 października w wywiadzie dla lokalnej gazety „Il Lavoro” Siri mówi: „Nie jestem ani konserwatystą, ani progresistą. Jeśli miałbym się już zdefiniować, to chciałbym być uważany za osobę niezależną, człowieka, która nie należy do żadnej grupy. Staram się zachowywać to, co trzeba zachować – Chrystusowe prawo”. Przedstawia się jako zwolennik umiarkowanych reform, bo Kościół musi się zmieniać, ale „bez naruszania rzeczy nienaruszalnych”, takich jak prawo Boże i dyscyplina Kościoła.

Ale wciąż pamiętano mu słowa, że „potrzeba będzie 50 lat, by naprawić szkody, jakie spowodował Jan XXIII zwołując Sobór” (tłumaczył, że zostały wyrwane z kontekstu). W każdym razie dla frakcji postępowej był kandydatem nie do przyjęcia.

Progresiści szukali nowej wersji Lucianiego – ulepszonej i poprawionej. Papieża, który będzie realizował jego program, przedstawiony na cztery dni przed śmiercią w bazylice na Lateranie: wzmocnienie kolegialności, zwiększenie roli świeckich, troska o biednych i wykluczonych, zachowanie harmonii między autorytetem a wolnością. Poszukiwali Jana Pawła 2.0 – młodego i zdrowego, żeby uniknąć kolejnego konklawe. Znającego obce języki i obytego ze światem. Doświadczonego duszpasterza, ale rozumiejącego specyfikę pracy w kurii.

Kardynałowie Joseph Höffner z Niemiec, Karol Wojtyła, Franz König z Austrii i John Carberry z USA, Watykan, 12 października 1978 r.
Kardynałowie Joseph Höffner z Niemiec, Karol Wojtyła, Franz König z Austrii i John Carberry z USA, Watykan, 12 października 1978 r.

Podczas codziennych spotkań w Kolegium Francuskim w Rzymie, w których uczestniczyli reprezentanci Francji, Kanady, Brazylii, Wlk. Brytanii, paru Włochów i przedstawicieli innych nacji, ustalono, że najlepszym kandydatem będzie kard. Benelli. Arcybiskup Florencji miał 57 lat, przez dekadę pełnił funkcję substytuta w Sekretariacie Stanu, był zwolennikiem realizacji reform soborowych „we wszystkim i do końca”. Ale miał wielu wrogów, pamiętających mu autorytarny styl sprawowania władzy i zaangażowanie w politykę – wspieranie lewicy. Dla frakcji konserwatywnej był kandydatem nie do przyjęcia.

Obawa, by nowy papież nie flirtował z komunistami (co zarzucano Pawłowi VI), była dość powszechna. Pół roku wcześniej Włoska Partia Komunistyczna już prawie dogadała się z chrześcijańską demokracją co do wspólnego stworzenia rządu. W Europie Zachodniej socjaliści prowadzili w sondażach przed pierwszymi wyborami do Parlamentu Europejskiego. Kard. Ratzinger w wywiadzie dla „Frankfurter Allgemeine ­Zeitung” 8 października przestrzegał, że konklawe może odbywać się pod naciskiem sił lewicowych.

Znam tutaj wszystkich

„Benelli jest kandydatem wymienianym najczęściej – mówił w przededniu konklawe kard. Thiandoum z Senegalu – czy to w krajach Trzeciego Świata, czy Europy Wschodniej. Jeśli wybór będzie szybki, zostanie papieżem. W przeciwnym razie wyjdzie Poletti albo Pappalardo. Ale jeśli żaden Włoch nie da rady, wtedy trzeba będzie szukać kandydata z zagranicy, bardziej Wojtyłę niż Hume’a, który nie zna włoskiego”.

Nazwisko polskiego kardynała pojawiło się nie przypadkiem. Wbrew opinii prymasa Polski, który uważał, że Wojtyła „jest zbyt młody i nikt go nie zna”, krakowski biskup nie był w Rzymie postacią anonimową. Dał się poznać już podczas Soboru, gdzie pracował nad tzw. Schematem XIII, późniejszą konstytucją apostolską „Gaudium et spes”. Znalazł się w jednym zespole z największymi tuzami „nowej teologii”, jak Yves Congar, Jean Daniélou, Henri de Lubac, którzy bardzo sobie tę współpracę chwalili. 

Bardzo przydatne okazały się kontakty nawiązane w tym czasie z pomocą bp. Deskura, kolegi z seminarium, sekretarza biura prasowego Soboru. Dzięki niemu Wojtyła poznał niemal wszystkie najważniejsze osoby z rzymskiej kurii. „W każdy poniedziałek pytałem go, z kim chciałby się spotkać, a Karol dawał mi listę” – wspominał Deskur lata Soboru. Wtedy również krakowski biskup zaprzyjaźnił się z abp. Johnem Królem z Filadelfii oraz bp. Władysławem Rubinem, rektorem Kolegium Polskiego w Rzymie, późniejszym sekretarzem generalnym synodu biskupów.

Niemałe wrażenie w Watykanie zrobiła też postawa kard. Wojtyły, gdy zrezygnował z udziału w synodzie w 1967 r. w proteście przeciw zatrzymaniu paszportu prymasowi Wyszyńskiemu przez władze PRL. Paweł VI wspomniał o tym w przemówieniu inauguracyjnym, a zgromadzeni biskupi przekazywali do Polski wyrazy szacunku i wsparcia. Gdy siedem lat później krakowski kardynał wziął udział w kolejnym synodzie, został wybrany do koordynującej obrady rady stałej sekretariatu. Pozycję w kościelnych rankingach umocniło jeszcze zaproszenie do wygłoszenia rekolekcji wielkopostnych dla Domu Papieskiego w marcu 1976 r.

Kard. Karol Wojtyła  w drodze na kongregację (spotkanie kardynałów), Watykan, 5 października 1978 r.
Kard. Karol Wojtyła w drodze na kongregację (spotkanie kardynałów), Watykan, 5 października 1978 r.

Znajomych miał nie tylko w Watykanie. Co roku w maju, na uroczystą procesję ku czci św. Stanisława, zapraszano do Krakowa biskupów z całego świata. Sam Wojtyła odwiedził w latach 70. USA, Kanadę, Australię i Nową Zelandię. We wrześniu 1978 r. przewodniczył delegacji polskich biskupów na obrady konferencji episkopatu Niemiec.

Kiedy więc Wyszyński i Wojtyła przyjechali na konklawe i zjawili się na pierwszej kongregacji, prymas mógł tylko westchnąć: „Nie znam tu już nikogo”. Biskup krakowski znał wszystkich.

Niewyparzony język

„Kto wchodzi na konklawe papieżem, wraca kardynałem” – mówi włoskie przysłowie o ludziach zbyt pewnych siebie. Nie sposób zrozumieć, co podkusiło kard. Siriego, bo chyba nie był aż tak naiwny. Dzień przed konklawe odwiedzał chorego przyjaciela. Na schodach czekał na niego dziennikarz turyńskiej redakcji „Gazzetta del Popolo”. Siri tłumaczył później, że próbował opędzić się przed natrętem, ale w końcu odpowiedział na kilka pytań, bo otrzymał zapewnienie, że wywiad ukaże się dopiero po rozpoczęciu konklawe. Trudno powiedzieć, czy stracił czujność, która nakazywała uważać na każde słowo, żeby nie zrazić do siebie umiarkowanej części kardynalskiego kolegium, czy raczej nerwy, utrzymywane od tygodni na postronku, bo przecież znany był z niewyparzonego języka.


„Tygodnik Powszechny Historia” nr 1 – 40-lecie wyboru Karola Wojtyły na Papieża
„Tygodnik Powszechny Historia” nr 1 – 40-lecie wyboru Karola Wojtyły na Papieża

POLECAMY NOWY TYTUŁ: "TYGODNIK POWSZECHNY. HISTORIA" - "DAŁ NAM SIŁĘ" - WYDANIE NA 40. ROCZNICĘ WYBORU KAROLA WOJTYŁY NA PAPIEŻA


Rozmowa rzeczywiście ukazała się drukiem 14 października po południu, gdy kardynałowie byli już „pod kluczem”. Ale jej zapowiedź, z kilkoma smacznymi cytatami, gazety zdążyły zamieścić w wydaniach porannych. Koło południa każdy kardynał miał w przegródce na listy kserokopię wywiadu. „W ogóle nie wiem, na czym miałaby polegać kolegialność biskupów” – mówił Siri. „Synod nie może być organem decyzyjnym, ponieważ nie był przewidziany w Bożym zamyśle Kościoła”. I jeszcze: „Nazywać papieża duszpasterzem to jak ściąć mu głowę. Nawet nie upokorzyć, ale ściąć głowę. Zgoda, ma być pasterzem, ale musi rządzić Kościołem. Jeśli nie będzie rządzić, to co ma tam robić? Paść owce?”. I wreszcie o programowym przemówieniu Jana Pawła I na Lateranie: „Ktoś mu to napisał, a on przeczytał. Nic specjalnego ani wyjątkowego”.

Ci, którzy Siriego znali, nie byli zaskoczeni. Ale nowych głosów te wypowiedzi na pewno mu nie przyniosły.

Świat się zmienił

„Pan Bóg posłużył się ludzką złośliwością i podziałami wśród Włochów” – skomentował wyniki konklawe kard. Tarancón z Madrytu.

Choć tym razem kardynałowie byli mniej rozmowni niż przed miesiącem, znów udało się odtworzyć przebieg głosowań. Oprócz niedyskrecji mamy do dyspozycji także notatki niektórych uczestników konklawe, ujawnione po ich śmierci. Na przykład zapiski („Pro memoria”) kard. Wyszyńskiego, który następnego dnia po zakończeniu wyborów dokładnie – choć bez podawania liczb i nazwisk – opisał, co działo się w Kaplicy Sykstyńskiej.

Pomijając drobne różnice w relacjach, można stwierdzić, że pierwsze pięć głosowań (14-15 października) potwierdziło wyrównaną walkę dwóch kandydatów – Siriego i Benellego. Obaj zaczynali od poparcia na poziomie 30-40 głosów, by następnie na zmianę to powiększać je, to tracić. Twarde elektoraty nie chciały ustąpić i zrobić miejsca dla kandydata „trzeciej opcji” (tu pojawiali się Felici, Colombo, Pignedoli, Ursi). W obliczu impasu coraz częściej mówiło się o potrzebie decyzji radykalnej.

„Pierwszego dnia próbowaliśmy się dowiedzieć, czy pozostajemy we Włoszech, czy nie” – wspominał kard. Marty, prymas Francji. „Niewłoskie” kandydatury pojawiały się już podczas wcześniejszych konklawe. W 1958 r. najpoważniejszym konkurentem przyszłego Jana XXIII był Ormianin, kard. Agadżanian, którego szanse w kolejnych wyborach (1963 r.) pogrzebały tajne służby, informując Watykan, że siostra kardynała jest związana z KGB. Niewłoskie kandydatury pojawiały się też na dwóch kolejnych konklawe. W ostatnim, sierpniowym głosowaniu, kilka głosów dostali König, Pironio (Argentyna), Lorscheider (Brazylia) i Wojtyła.

Doświadczenie mówiło jednak, że stranieri (obcokrajowcy) nie mają szans. Wybór Włocha był nie tylko sankcjonowany tradycją, ale też układem sił w kolegium, bo choć Włosi stracili większość na rzecz „reszty świata”, to i tak pozostali nacją najliczniejszą, w dodatku mocno osadzoną w kurii, co przekładało się na wpływy.

Niektórzy widzieli w tym głębszy, teologiczny sens. Dzień przed rozpoczęciem konklawe prymas Polski mówił w „polskim” kościele św. Stanisława w Rzymie, że byłoby rzeczą niewłaściwą, gdyby biskup pochodził z innego narodu niż wierni. Podawał przykład niemieckiego biskupa Dindera, który w XIX w. rządził diecezją gnieźnieńską. I przekonywał, że papież, biskup Rzymu, też musi być Włochem.

Trzy dni później był już innego zdania. Teologia narodu upadła. Świat się zmienił.

Proszę nie odmawiać

Tym razem Włosi okazali się zbyt podzieleni, by wybrać jednego ze swych kandydatów. Decyzja dojrzała. „Gdy w poniedziałek szliśmy na konklawe, wiedziałem, że wieczorem będziemy mieć papieża” – zapisał kard. Gouyon z Rennes.

Peter Raina, biograf kard. Wyszyńskiego, przytacza notatkę z niepublikowanej części dzienników prymasa na temat rozmowy, do której doszło z niedzieli na poniedziałek, 15/16 października: „Rozważania nocne każą mi zapisać – dla historycznej pamięci – odpowiedź, jaką dałem grupie kardynałów, którzy postawili mi pytanie: czy przyjąłbym wybór”. To wspomnienie rzuca nowe światło na znane od lat świadectwo, podawane w nieco żartobliwej formie, że gdy kard. König zapytał prymasa Polski o możliwość wyboru Polaka, Wyszyński pomyślał o sobie i odmówił, tłumacząc się wiekiem.

Ta noc była decydująca. Wszystko wskazuje, że właśnie wtedy Siri zadeklarował wycofanie się z rywalizacji i poparcie biskupa krakowskiego. Kardynałowie Król i König przekonywali do polskiej kandydatury hierarchów z USA, Kanady i Niemiec, za czym miały pójść głosy Ameryki Południowej, Afryki i Azji.

Na podkreślenie zasługuje zwłaszcza rola arcybiskupa Wiednia, który znał Wojtyłę od lat. Gdy krakowski biskup jeździł do Rzymu samochodem, zawsze się u niego zatrzymywał, choćby na jeden dzień. W 1975 r. König odwiedził Polskę i z podziwem opowiadał o wielkiej religijności, z jaką się spotkał. Był pod wrażeniem efektów pracy księży, mimo przeszkód mnożonych przez komunistyczne władze. Zauważył, że świątynie pełne są młodzieży. König miał świetne wyczucie nastrojów społecznych i politycznych – w jednym z wywiadów udzielonych po powrocie z Polski mówił o kryzysie ideo-
logii marksistowskiej i spodziewanym szybkim upadku „realnego socjalizmu”. A także o tym, że Kościół na Zachodzie coraz częściej będzie spotykał się z ludźmi, którym bliżej do ateizmu niż religii, więc powinien korzystać z doświadczeń biskupów Europy Wschodniej.

Pierwsze poniedziałkowe skrutynium (szóste od początku konklawe) dało Wojtyle jeszcze niewiele głosów. Ale potem kandydaci spoza czołówki – Colombo, Willebrands, König – poprosili, by nie brać ich pod uwagę w dalszych wyborach. W siódmej turze Polak miał już prawie połowę głosów.

W czasie obiadu atmosfera była wyraźnie luźniejsza, a rozpogodzeni purpuraci prowadzili ożywione rozmowy. Tylko Wojtyła milczał. „Bałem się, że może zrezygnować” – mówił kard. König. Właśnie wtedy kard. Wyszyński miał powiedzieć: „Jeżeli wybiorą, proszę nie odmawiać”. Wybrano wieczorem, w ósmym, ostatnim tego dnia głosowaniu.

A jednak oryginał

Kardynałowie wiedzieli, że nie będzie bliźniakiem Jana Pawła I. Różnicę było widać już od pierwszych sekund pontyfikatu. Kard. Tarancón wspominał, że w chwili ogłoszenia wyników na sierpniowym konklawe Luciani zapadł się w fotelu, jakby chciał się schować przed światem, a potem posłusznie poddał się mistrzowi ceremonii, który prowadził go niemal za rękę.

Wojtyła, gdy tylko wypowiedział słowo „przyjmuję”, miał już pełną kontrolę nad sytuacją. Nie zgodził się, by na siedząco odbierać homagium od kardynałów, wbrew zwyczajom wygłosił do wiwatujących tłumów krótkie przemówienie, a nawet – jak pisze Jacek Moskwa w książce „Tajemnice konklawe 1978” – już w kilka godzin później ustalał plan pielgrzymki do Ameryki Łacińskiej. Gdy zaś następnego dnia sekretarz prymasa spytał go, jak to jest być papieżem, uderzył dłońmi w fotel i powiedział: „Mam poczucie, jakbym od dwudziestu lat tu siedział”.

Imię, jakie sobie wybrał, było nie tylko hołdem złożonym trzem poprzednikom, ale i deklaracją, że ich program będzie realizowany. Stał się kolejną wersją, uaktualnioną i uzupełnioną, papieża Soboru. Co jednak w żadnej mierze nie przeszkodziło mu pozostać sobą.            ©π

Przebieg konklawe zrelacjonowano na podstawie książki Giancarla Zizoli „Il conclave. Storia e segreti” (Rzym 1993).

„Tygodnik Powszechny Historia” nr 1 – 40-lecie wyboru Karola Wojtyły na Papieża
„Tygodnik Powszechny Historia” nr 1 – 40-lecie wyboru Karola Wojtyły na Papieża

TEKST POCHODZI Z WYDANIA "TYGODNIK POWSZECHNY HISTORIA: DAŁ NAM SIŁĘ", OPUBLIKOWANEGO W 40. ROCZNICĘ WYBORU KAROLA WOJTYŁY NA PAPIEŻA.

Galeria zdjęć
  • Jeden z pokojów zajmowanych przez kardynałów podczas trwania konklawe / Fot. Massimo Sambucetti / AP / East News
  • Kardynałowie Joseph Höffner z Niemiec, Karol Wojtyła, Franz König z Austrii i John Carberry z USA, Watykan, 12 października 1978 r. / Fot. Giulio Broglio / AP / East News
  • Kard. Karol Wojtyła  w drodze na kongregację (spotkanie kardynałów), Watykan, 5 października 1978 r. / Fot. AP / East News

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Fotoedytor „Tygodnika Powszechnego”. Absolwent teatrologii UJ, studiował też historię i kulturę Włoch w ramach stypendium przyznanego przez konsorcjum ICoN zrzeszające kilka włoskich...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]