Jeszcze jedna próba

O tym, że smoleńska katastrofa jest próbą, pisano w minionych dniach wielokrotnie. Próbą dla narodu, dla klasy politycznej, dla państwa.
Czyta się kilka minut

Jest jednak jeszcze jedna próba, w zasadzie dopiero przed nami - to próba adekwatności kryzysowych procedur politycznych, które w takiej okoliczności przewiduje polskie prawo.

Najważniejsza - to opisane w konstytucji przyspieszone wybory prezydenckie. Już widać, że dla polskiej polityki będzie to problem nie lada, ze względu na narzucone przez konstytucję zabójcze tempo. Partie, które w katastrofie straciły nie tylko swoich kandydatów, ale także część ich potencjalnych zastępców (jak Izabela Jaruga-Nowacka czy Grażyna Gęsicka), muszą dokonać wyboru w dosłownie kilka dni. Normalnie procedura ta zajmuje miesiące.

Do tego dochodzi potrzeba zebrania pod taką kandydaturą stu tysięcy podpisów w kilka dni. Podpisy mogą być barierą nie do przebicia dla mniejszych sił politycznych. Same wybory mogą się dzięki temu "uprościć" - w przedbiegach odpadną kandydaci bez szans. Co jednak, jeśli któraś z liczących się partii potknie się na takim organizacyjnym wyzwaniu? Czy jej zwolennicy nie będą mieć powodu do rozgoryczenia? Apele, by poszczególne partie pomagały sobie w zbieraniu podpisów, są jakimś złagodzeniem problemu, lecz wcale nie zmniejszają jego generalnej absurdalności. Przyspieszone wybory zdarzają się w sytuacjach trudnych i sama procedura nie powinna tych trudności piętrzyć.

Na marginesie wyborów prezydenckich rozstrzygną się uzupełniające wybory do Senatu. Takie wybory są wątpliwe nawet w zwykłych okolicznościach. Frekwencja jest najczęściej żenująco niska - zwykle w okolicach 3-5 procent. Zwykłe wybory uzupełniające ratuje to, że są traktowane przez ogólnopolskie partie jako test popularności. Teraz okazuje się, że wyborów uzupełniających nie można połączyć z prezydenckimi. Do wyborów prezydenckich i senackich trzeba bowiem powołać oddzielne komisje. Zorganizowanie ich równolegle nie wchodzi w grę z powodów lokalowych i personalnych. Jednak rozdzielenie wyborów o tydzień lub dwa skazuje wybory nowych senatorów na całkowitą marginalizację. Układu sił w Senacie i tak nie zmienią, ogólnopolskiej polityce zaś dodatkowy test popularności partii nie jest potrzebny, gdy o krok jest bez porównania ważniejsze głosowanie.

Jedną z najważniejszych reakcji na kryzys jest wyciąganie praktycznych wniosków na przyszłość. Na pewno wniosek nie może brzmieć, że taka tragedia już się nie powtórzy. Oby - jednak państwo powinno być przygotowane na najgorsze. Przecież gdyby taka katastrofa zdarzyła się w początku czerwca, wtedy przygotowania, kampania i samo głosowanie odbyłyby się w szczycie sezonu urlopowego. Kryzys poszerza granice wyobraźni - to, że teraz musimy się dostosować do zastanych procedur, nie znaczy, że nie powinniśmy ich zmienić.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 17/2010