Reklama

Ładowanie...

Jesteśmy z tobą, Ukraino

Jesteśmy z tobą, Ukraino

28.02.2022
Czyta się kilka minut
Ukraina wzywa pomocy, a Polska odpowiada. Nasze państwo posyła walczącym broń, a nasze społeczeństwo mobilizuje się, by pomagać oddolnie. Nie wiemy, co będzie jutro. Ale wiemy, co trzeba robić dziś. | PISZE WOJCIECH PIĘCIAK
Na przejściu granicznym Smolnica–Krościenko, 28 lutego 2022 r. / FOT. GRAŻYNA MAKARA
S

Szli pieszo 15 kilometrów. Szli doliną rzeki Strwiąż, która prowadzi do ukraińsko-polskiego przejścia granicznego Smolnica–Krościenko, w mroźnych wciąż Bieszczadach. Szli szosą wzdłuż kolumny aut czekających na wjazd do Polski. Byle dalej od tego zła, które spadło na Ukrainę 24 lutego o czwartej rano. Lili i Nurij, młode małżeństwo Tatarów Krymskich, ich sześcioro dzieci (najmłodsze czteromiesięczne) i Zejra, mama Lili. Ktoś podwiózł ich z Drohobycza, gdzie żyli przez ostatnie lata. Potem woleli iść pieszo, niż czekać w kolejce aut. Byle szybciej. To była ich druga ucieczka przed Rosją w ciągu ostatnich lat – wcześniej musieli uciekać z Krymu.


ATAK NA UKRANĘ | CZYTAJ WIĘCEJ W AKTUALIZOWANYM SERWISIE SPECJALNYM >>>


Był późny wieczór 26 lutego, gdy znaleźli się w Polsce. Kończył się drugi dzień wojny o przetrwanie Ukrainy, a także o wiele więcej. Po polskiej stronie czekało już na nich – i na tysiące innych obywateli Ukrainy, którzy tego dnia przeszli tu granicę – pospolite ruszenie z okolicznych gmin. Strażacy z OSP z autami do dalszego transportu uciekinierów, miejscowi ochotnicy z torbami jedzenia, a także wolontariusze przybyli z głębi Polski.


Na przejściu granicznym Smolnica–Krościenko, 28 lutego 2022 r. / FOT. GRAŻYNA MAKARA

Jeszcze tej nocy mogli odpocząć w cieple na łóżkach polowych, w świetlicy w Równi koło Ustrzyk Dolnych, pod opieką drobnej Julii, żołnierki WOT. Wiejska świetlica stała się ich schronieniem. Tymczasowym, bo następnego dnia pojechali dalej: autami, którymi przybyli po nich Ewa i Krzysiek, Marta i Ania oraz Jacek. Wieczorem byli w Bolechowicach koło Krakowa. Zajęli się tam nimi Małgosia, Lidka i ich przyjaciele. Wszyscy oni nie wiedzieli, co będzie jutro. Wiedzieli, co trzeba robić dziś.


Lekarka Ewa Życzkowska-Nowak z czteromiecznym dzieckiem uchodźców z Ukrainy. Wieś Równia koło Ustrzyk Dolnych, 26 lutego 2022 r. / FOT. ANNA PIĘCIAK

Podobnych historii jest tyle, że nie sposób ich ogarnąć. Gdy państwo czyni to, co powinno (i wraz z sojusznikami m.in. dostarcza Ukrainie broń), również społeczeństwo robi swoje. Takiej wielkiej oddolnej mobilizacji nasze pokolenie nie pamięta.

Mimo wszystko nie wierzyliśmy, że to nastąpi. Stało się inaczej: po raz drugi w życiu najstarszych spośród nas bezwzględny tyran – niemający szacunku dla życia (także swych poddanych) ani dla podstawowych praw ludzkich, jak prawo do wolności, pokoju i szczęścia – rozpętał w naszej części Europy wielką wojnę. Jej celem jest Ukraina. Ale nie miejmy złudzeń: jeśli teraz nie stawimy mu czoła, on nie ustanie. Zresztą on tego nie kryje: w jego projektach „traktatów o bezpieczeństwie”, sformułowanych pod adresem NATO i USA w grudniu 2021 r., mowa jest też o Europie Środkowej. Ostatnie maski tyrana – jeśli ktoś miał złudzenia wobec jego intencji (niektórzy w Europie Zachodniej mieli) – opadły.

Ukraina walczy. Nie wiemy, co przyniosą najbliższe dni. Nie możemy powiedzieć, że wszystko będzie dobrze. Wielu z naszych ukraińskich przyjaciół nie wróci. Niektórzy już zginęli. Ale wiemy, że ofiara ich życia – oddali je także za naszą wolność – nie jest daremna.


Na przejściu granicznym Smolnica–Krościenko, 28 lutego 2022 r. / FOT. GRAŻYNA MAKARA

Tak, boimy się. Nierozsądnym byłoby się nie bać i strach jest dziś czymś normalnym. Jednak on nie musi paraliżować. Przeciwnie: może mobilizować do działania, ono zaś daje poczucie sprawczości i wewnętrzny spokój.

Swój wkład może wnieść każdy z nas – czy wspierając finansowo środowiska ukraińskie w Polsce, które organizują pomoc dla ochotników, zgłaszających się masowo do obrony terytorialnej (by nie musieli iść w bój tylko z karabinem, lecz aby mieli hełm, osobistą apteczkę, parę konserw i powerbank), czy przyjmując ukraińskich uciekinierów. Historię tworzą miliony indywidualnych decyzji. Także takich, jak zaproszenie na herbatę sąsiadów-Ukraińców z naszego bloku, by w tej najczarniejszej dla nich chwili nie byli sami.

To godzina próby. Najważniejsza w historii naszego pokolenia. W tej godzinie nasze państwo i społeczeństwo robią to, co trzeba.


https://www.tygodnikpowszechny.pl/atak-na-ukraine

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Dziennikarz, kierownik działów Świat i Historia. Ur. 1967 r. W „Tygodniku” zaczął pisać jesienią 1989 r. (o rewolucji w NRD; początkowo pod pseudonimem), w redakcji od 1991 r. Specjalizuje...
Ukazał się pierwotnie pod tytułem: „Jesteśmy z tobą, Ukraino”.

Napisz do nas

Chcesz podzielić się przemyśleniami, do których zainspirował Cię artykuł, zainteresować nas ważną sprawą lub opowiedzieć swoją historię? Napisz do redakcji na adres redakcja@tygodnikpowszechny.pl . Wiele listów publikujemy na łamach papierowego wydania oraz w serwisie internetowym, a dzięki niejednemu sygnałowi od Czytelników powstały ważne tematy dziennikarskie.

Obserwuj nasze profile społecznościowe i angażuj się w dyskusje: na Facebooku, Twitterze, Instagramie, YouTube. Zapraszamy!

Newsletter

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]