Janusz Palikot aresztowany. Co mu zarzuca prokuratura?

Obiecując odsetki od pieniędzy na rozwój swoich firm, Janusz Palikot pomieszał dwa porządki: biznesowej inwestycji i lokaty bankowej. Prokuratura uważa, że zrobił to z premedytacją.
Czyta się kilka minut
Janusz Palikot w piwnicach swojego brawowaru koło Krakowa. 4 grudnia 2023 r. // Fot. Konrad Kozłowski / Agencja Wyborcza.pl
Janusz Palikot w piwnicach swojego brawowaru koło Krakowa. 4 grudnia 2023 r. // Fot. Konrad Kozłowski / Agencja Wyborcza.pl

Z kurtką narzuconą na kajdanki, zaskoczony obrotem spraw, rozczochrany i wystraszony – w takim stanie zapozował reporterom do zdjęć Janusz Palikot, gdy agenci Centralnego Biura Antykorupcyjnego w ubiegły czwartek prowadzili go do wrocławskiej prokuratury. W tym miejscu końca dobiegł też „Bunt Finansowy Palikota”, czyli program inwestycyjny oferujący odsetki wyższe niż w banku w zamian za kapitał na rozwój alkoholowego imperium lubelskiego inwestora. Perły z jego alkokorony są dziś w stanie upadłości, a prokurator oskarża go o doprowadzenie do niekorzystnego rozporządzenia mieniem tysięcy osób na ok. 70 mln zł.

Być może to nie ostatni akt oskarżenia. Pod koniec ub. roku serwis Bankier.pl szacował, że powiązane z Palikotem firmy pozyskały łącznie 343 mln zł od ponad 5 tysięcy inwestorów i pożyczkodawców – a mowa tylko o długach objętych wówczas układem z wierzycielami. Osób i podmiotów, którym biznes Palikota winien był pieniądze, było dwa razy więcej. Widniały na tej liście firmy z sektora finansowego, byli zamożni inwestorzy indywidualni, nie brakło też drobnych ciułaczy, którzy Palikotowi i wspólnikom powierzyli oszczędności życia.

Biznesowy „sztukmistrz z Lublina” – jak z uznaniem mówiono i pisano o nim przez lata – linię obrony oparł na dwóch argumentach. Pierwszy usiłuje przedstawić jego aresztowanie jako polityczny odwet, nie warto więc poświęcać mu uwagi. Ciekawszy jest drugi. Ustami swego mecenasa Palikot usiłuje przekonać opinię publiczną, że biznes po prostu mu nie wyszedł. Wchodząc na ścieżkę zbiórek społecznych i obiecując odsetki od pożyczonego kapitału, pomieszał jednak z premedytacją porządki inwestycji biznesowej i lokaty bankowej. UOKiK, który od dłuższego czasu prześwietlał jego działalność, idzie w zarzutach jeszcze dalej i zarzuca mu stworzenie klasycznej piramidy finansowej. Pieniądze inwestorów wierzących w jego „Bunt Finansowy” od pewnego momentu szły na wypłaty odsetek dla poprzedników. Słowem, UOKiK uważa, że Palikot musiał zdawać sobie sprawę, że pędzi ku ścianie.

Śledczy zapewne poszukają też odpowiedzi na pytanie, gdzie podziały się powierzone mu miliony. Na tym etapie może się okazać, że Janusz Palikot istotnie zasłużył na miano sztukmistrza. Dobry prestidigitator potrafi ukryć w dłoni naprawdę dużo.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Jerzy Skakun dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 41/2024

W druku ukazał się pod tytułem: Palikot: Buntownik bez pokrycia