W 2012 roku Barack Obama, wręczając pośmiertnie Janowi Karskiemu Prezydencki Medal Wolności, pomylił się, używając w swojej laudacji fatalnej zbitki o „polskich obozach śmierci”. Burza medialna, która wtedy wybuchła w Polsce, sama stała się międzynarodowym newsem i sprawiła, że o Karskim i jego misji usłyszały miliony ludzi na całym świecie.
Był to efekt niespodziewany i przekraczający wszelkie nadzieje grupki inicjatorów Programu Jan Karski Centennial, czyli obchodów 100-lecia urodzin Jana Karskiego przypadających w 2014 roku. Owszem, medal był rezultatem ponadrocznych starań przedziwnej koalicji – przedstawicieli dwóch polskich muzeów: Polin i Muzeum Historii Polski, polskich dyplomatów, byłych studentów Karskiego z Uniwersytetu Georgetown, szefów ważnych organizacji żydowskich w USA, indywidualnych filantropów, m.in. Zygmunta Rolata i Tada Taube. Ale nikt nie spodziewał się, że będzie omawiany nawet w Dżakarcie.
Życie profesora w USA i poczucie niespełnionej misji
To była duża sprawa. Medal uczynił Karskiego jedynym urodzonym w Polsce Amerykaninem z takim wyróżnieniem i doprowadził do powołania fundacji jego imienia. Ceremonia w Białym Domu i rozgłos dla Medalu Wolności dały impuls programowi „Jan Karski. Niedokończona misja”, zainaugurowanemu w 2010 roku w dziesiątą rocznicę śmierci Emisariusza. Jak zawsze – brakowało pieniędzy, więc projekt żył i toczył się, napędzany pasją osób, które miały to szczęście, że Karskiego znały.
Jednocześnie Karski pozostawał bohaterem skomplikowanym: nie zginął w walce, nie zakatowali go Sowieci, można powiedzieć, że „urządził się” w Stanach. Został profesorem, krytykował polskich polityków i konsekwentnie zawsze pomniejszał swoją rolę w historii – „byłem tylko taśmą magnetofonową”, mawiał. Winił się, że nie przekonał Roosevelta do podjęcia interwencji w obronie Żydów. Po krótkiej sławie, jaką dała mu w 1944 roku książka „Tajne państwo”, na wiele lat popadł w niepamięć. Nie brał czynnego udziału w strukturach administracji państowej. Dopiero po upadku komunizmu Polacy mogli na nowo przypomnieć światu jego historię i „odkryć” Karskiego.
Dialog polsko-żydowski i walka ze stereotypami
Karskiego poznałam w Bethesdzie pod Waszyngtonem, gdzie od sierpnia 1992 roku mieszkaliśmy z mężem, pracownikiem Radia Wolna Europa, i synami. Jak się później dowiedziałam, wiosną tego roku jego żona, Pola Nireńska-Karska, popełniła samobójstwo, skacząc z balkonu apartamentowca, w którym mieszkali. Od lat zmagała się z depresją i była to kolejna próba samobójcza.
Lata później, po powrocie z emigracji w 2005 roku, jako zastępczyni dyrektora Muzeum Historii Żydów Polskich Jerzego Halbersztadta, zajmowałam się pozyskiwaniem funduszy dla Stowarzyszenia ŻIH na budowę Muzeum. Trójstronna, pierwsza w Polsce publiczno-prywatna umowa pomiędzy Ministerstwem Kultury, Miastem Stołecznym Warszawa i Stowarzyszeniem ŻIH zakładała, że Muzeum powstanie także ze środków zebranych społecznie.
Wiedziałam dobrze, z pracy dla Polin w Nowym Jorku, z jaką podejrzliwością środowiska żydowskie w USA traktowały ten projekt. Polska wśród amerykańskich Żydów widziana była przez pryzmat stereotypu antysemityzmu. Postawa niechętna Polsce zakorzeniona była w pokoleniu Ocalonych z Zagłady i przekazywana dzieciom i wnukom. Karski i inni Polacy ratujący Żydów byli czczeni jako wyjątki. Potrzeba dialogu, próby odnalezienia wspólnej historii i edukacja po obu stronach wydawała się nam, emigrantom, obowiązkiem obywatelskim.
Terry Tegnazian, producentka z Hollywood, która pod koniec lat 90. rozpoczęła działalność wydawniczą publikacją raportu Pileckiego, była poruszona faktem, że podczas gdy Karski nie był szeroko znany w Polsce, w USA nawet historycy nie znali historii Witolda Pileckiego – jego raportów z Auschwitz, brawurowej ucieczki i tragicznej śmierci w 1948 roku z rąk komunistów.
Olimpiada cierpienia i trudna pamięć o Zagładzie
W latach 90. i na początku XXI wieku „dialog polsko-żydowski” miał niewiele wspólnych punktów odniesienia. Historia Karskiego była tu wyjątkiem – otwierała oczy i serca obu stronom na wspólne dziedzictwo, przenikanie kultur, historię Państwa Podziemnego, stosunek Polaków do ginącego narodu żydowskiego w okupowanej Polsce. Niełatwe to tematy, wymagające dobrej woli.
Opowieść Karskiego szczególnie jasno dokumentowała różnicę doświadczeń obu narodów w czasie wojny, albowiem Karski z przekąsem powtarzał, że „dialog polsko-żydowski to sprawa beznadziejna”. W 2010 roku, zastanawiając się, jak przybliżyć Karskiego Polakom, gromadziłam archiwalia: fragmenty „Shoah” Claude’a Lanzmanna, filmy BBC Martina Smitha, wywiady z Uniwersytetu Południowej Kalifornii, nagrania z Głosu Ameryki czy materiały Stanisława Jankowskiego, Korczaka, Justyny Duriasz-Bułhak i Macieja Kozłowskiego. Znalazłam nawet scenariusz serialu o Karskim autorstwa Krzysztofa Teodora Toeplitza i Magdaleny Łazarkiewicz, który z dziś już zapomnianych przyczyn nigdy nie powstał.
Przełom nastąpił w 2012 roku – minister kultury Bogdan Zdrojewski przeznaczył milion złotych na obchody setnej rocznicy urodzin Karskiego, a Senat ogłosił go patronem roku 2014. Muzeum Historii Polski uruchomiło program, który zaowocował setkami wydarzeń w kraju i za granicą: wystawami, filmami, komiksami, warsztatami, koncertami, nowymi edycjami książek, spektaklami i dodatkami prasowymi. W Portugalii powstała nawet ławeczka polskich kurierów – z Karskim obok Nowaka-Jeziorańskiego i Jerzego Lerskiego, spoglądających razem na ocean.
Pamięć o Karskim w Polsce i w Stanach Zjednoczonych
W tym roku mija 25 lat od śmierci Jana Karskiego i piętnaście od rozpoczęcia programu przywracania pamięci o nim. Dziś nie wypada już nie wiedzieć, kim był. Znana reportażystka Weronika Kostyrko opisuje życie jego żony Poli Nireńskiej, badacze Zagłady analizują świadectwa Karskiego, wskazując możliwe błędy. Politycy, jak to politycy, wykorzystują go do swoich potrzeb, a kwartet smyczkowy nazwał się jego imieniem i nazwiskiem.
Tak już bywa z pamięcią o bohaterach trudnych – Karski co jakiś czas „znika” z polskiego radaru. Pamiątki, które przekazał wraz z Kają Mirecką-Ploss, pozostają w muzealnych magazynach. W Stanach Zjednoczonych, które uważał za swoją drugą ojczyznę, jest nieco inaczej. Monodram „Remember This”, powstały również z inspiracji amerykańskiej siostry Fundacji Edukacyjnej Jana Karskiego, zapisał się w historii teatru amerykańskiego, jego filmowa wersja pokazywana jest studentom Georgetown, a spektakl w nowej obsadzie zdobywa nagrody, ostatnio w Toronto.
Jak dziś przekazywać wartości Jana Karskiego młodym pokoleniom
Być może w Polsce przyszedł czas, by imieniem Karskiego nazwać nie kopalnię odkrywkową gdzieś pod Bełchatowem, lecz projekt modernizacyjny o znaczeniu ogólnokrajowym. Przede wszystkim zaś pilnować, aby wartości, którym był wierny, były przekazywane młodym. Nie mam wątpliwości, że Karski wolałby, by zamiast rac w dłoniach trzymali książki, a w głowach, zamiast pustych frazesów, mieli wiedzę o historii swojego kraju.
Ewa Wierzyńska – dziennikarka, inicjatorka programu „Jan Karski. Niedokończona misja”. Była wicedyrektorką Muzeum Polin, kierowała współpracą międzynarodową MHP.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.















