Jan Karski a polska dyplomacja po 1990 roku. Relacje z Polonią i środowiskami żydowskimi w USA

Maciej Kozłowski, historyk, dziennikarz, dyplomata: Karski wycofał się z działań polonijnych. Wiedział jednak, jak przekładać entuzjazm Polonii na konkretne działania – jego rady były dla nas niezwykle cenne.
Czyta się kilka minut
W 50 rocznicę zakończenia II wojny światowej Prezydent Lech Wałęsa uhonorował Jana Karskiego orderem Orła Białego, Warszawa 1995 // dzięki uprzejmości Macieja Sadowskiego

JACEK STAWISKI: W latach 90. pracował Pan w ambasadzie w Waszyngtonie. Kiedy rozmawialiśmy kilka lat temu, wspominał Pan, że w działaniach dyplomacji – obok Jana Nowaka-Jeziorańskiego czy Jerzego Lerskiego – szczególne miejsce zajmował Jan Karski. Jakie znaczenie miała jego obecność w działaniach polskiej dyplomacji o charakterze „soft power” po 1990 roku?

MACIEJ KOZŁOWSKI: Był człowiekiem niezwykle skromnym i wycofanym – w przeciwieństwie do Jana Nowaka-Jeziorańskiego, który lubił być obecny w przestrzeni publicznej. Karski odegrał jednak ogromną rolę. Nie był celebrytą, raczej autorytetem w wąskich kręgach. Był dobrze znany na Uniwersytecie Georgetown – miejscu wyjątkowo ważnym na mapie politycznej Stanów Zjednoczonych. To stąd wywodziła się Madeleine Albright, tutaj studiował Bill Clinton, który był nawet studentem Karskiego. W swoim środowisku miał ogromny autorytet i realny wpływ na osoby, z którymi się stykał.

I dlatego łatwo było nawiązać do jego postaci i osiągnięć w działaniach dyplomacji nowej Polski?

To była sprawa dość delikatna. Przez długi czas Karski w ogóle nie wspominał o swojej wojennej przeszłości – nawet jego studenci o niej nie wiedzieli. Wrócił do tego dopiero po słynnym filmie Claude’a Lanzmanna. Jest w nim scena, w której udziela reżyserowi wywiadu, i od tego momentu zaczął publicznie mówić o swoich wojennych działaniach.

Miałem zaszczyt przeprowadzić z nim pierwszy wywiad opublikowany w „Tygodniku Powszechnym”. Potem rozmawiał m.in. z Maciejem Wierzyńskim, a jego przeszłość stała się powszechnie znana. Jego rola polegała jednak głównie na dyskretnych kontaktach z pewnymi kręgami amerykańskiego establishmentu. Tymi kanałami wpływał na stosunek Stanów Zjednoczonych do sytuacji w Polsce.

Był jednak bardzo ostrożny. Niełatwo wpadał w entuzjazm, nawet w pierwszych latach po 1989 roku, kiedy w kraju panowało ogromne uniesienie. Podkreślał, że Rosja pozostaje wielkim mocarstwem i nie można jej lekceważyć. Z czasem, gdy Polska stała się członkiem NATO, popierał ten kierunek, ale zawsze zachowywał dużą ostrożność.

Dlaczego był tak ostrożny? Tylko z powodu obaw przed Rosją i jej ewentualnym rewanżyzmem, czy także dlatego, że doświadczenia sojuszu Polski z aliantami w czasie wojny podsuwały myśl, iż także ten nowy sojusz może być niepełny? Czy te gorzkie przeżycia miały dla niego znaczenie?

To była cecha wspólna wielu ludzi, którzy walczyli po zachodniej stronie w ramach koalicji antyhitlerowskiej – ogromne rozczarowanie rezultatem wojny. Nie przyniosła ona Polsce niepodległości, a wielu z nich skazała na emigrację. Karski znalazł na niej godne miejsce, co nie wszystkim się udało, ale zawsze była to tragedia. Ci ludzie byli nią głęboko naznaczeni.

Stąd sceptycyzm – świadomość, że wielcy tego świata kierują się własnymi interesami i potrafią poświęcić interesy nawet najbliższych, wydawałoby się, sojuszników, jeśli uznają to za zgodne ze swoją racją stanu. Karski dostrzegał szansę, jaką dawało Polsce wejście do zachodnich struktur bezpieczeństwa, ale widział też zagrożenia.

Jak polska ambasada kontaktowała się z Janem Karskim po 1990 roku, kiedy zaczęła się już suwerenna polityka zagraniczna? Jak Pan zapamiętał relacje z nim osobiście?

Miałem zaszczyt poznać Karskiego jeszcze przed powstaniem nowej Polski – w 1986 roku, kiedy przeprowadziłem z nim wywiad. Dlatego gdy w 1990 roku zostałem dyplomatą w Waszyngtonie, natychmiast się z nim skontaktowałem. Poznałem go z ambasadorem Kazimierzem Dziewanowskim, pierwszym ambasadorem w Waszyngtonie z solidarnościowego rozdania. Szybko się zaprzyjaźnili – byli podobni w sposobie myślenia, pełni dystansu i stoickiego spokoju.

Karski był stałym gościem wydarzeń w ambasadzie, często w roli gościa honorowego. Miałem zaszczyt przypiąć mu pierwsze odznaczenie – Order Odrodzenia Polski, później otrzymał Order Orła Białego. Mieszkaliśmy też niedaleko siebie, więc widywaliśmy się po sąsiedzku.

Wspominał Pan kiedyś, że w latach 90., gdy trwała walka o kierunek polskiej polityki zagranicznej, Jan Karski odgrywał rolę w polityce symbolicznej – przypominał, że Polska była pełnoprawnym członkiem obozu alianckiego.

Karski miał w swoim życiu okres wielkiej popularności, kiedy w 1944 roku ukazała się jego książka o państwie podziemnym. Było to jeszcze w czasie wojny. Publikacja w ogromnym nakładzie pokazywała walczącą Polskę u boku aliantów – nie tylko polskie wojsko w różnych częściach świata, ale i potężny ruch oporu w kraju. Poza Jugosławią była to największa armia podziemna w okupowanej Europie.

Wówczas Karski był postacią publiczną: wygłaszał wykłady, udzielał wywiadów. Gdy później Polska nie wzięła udziału w defiladzie zwycięstwa aliantów, takie postacie jak on miały symboliczne znaczenie – wśród historyków i osób znających realia alianckie przypominały, że Polska cały czas była w obozie aliantów, nie miała rządu kolaboracyjnego i nie musiała dokonywać głębokiej zmiany politycznej.

Przy pierwszym rozszerzeniu NATO – obejmującym Polskę, Czechy i Węgry – nasz kraj odgrywał wiodącą rolę. Polska dyplomacja działała dojrzale: nie wchodziła sama, lecz uzgodniła wspólne działania z Węgrami i Czechami, aby rozszerzenie miało szerszy charakter. To było korzystniejsze także dla struktur atlantyckich – Polska stanowiła pewne wyzwanie dla Rosji, podczas gdy Węgry i Czechy nie. Karta aliancka Polski z lat II wojny światowej miała tu duże znaczenie, a oba pozostałe kraje uznały nasze przywództwo w drodze do NATO.

Po 1990 roku Polska musiała odbudować relacje ze środowiskami żydowskimi w Stanach Zjednoczonych. Były one obciążone historią, w tym wydarzeniami z lat 1967–1968. Jaką rolę odegrał Jan Karski? Czy jego postać pomagała w tych kontaktach, czy raczej miał on poczucie goryczy?

To bardzo delikatna sprawa. Jego żona, Pola Nireńska, była Żydówką. Przeszła na katolicyzm, aby móc go poślubić, co dodatkowo komplikowało sytuację. Od początku Karski stał się częścią środowiska polonijnego wokół ambasady, bywał na wszystkich uroczystościach, był odznaczany. Natomiast Nireńska – podobnie jak żona Jana Nowaka-Jeziorańskiego, choć z innych powodów – nie uczestniczyła w tych wydarzeniach.

Znałem ich oboje, bo mieszkaliśmy po sąsiedzku. Rozmawiałem z Polą Nireńską, próbując ją przekonać, że Polska po 1989 roku to nie tylko kraj z bagażem PRL-u i antysemityzmu 1968 roku, ale też nie ta sprzed 1939 roku – również obciążona trudną historią relacji polsko-żydowskich. Mówiłem, że nowa Polska patrzy na przeszłość krytycznie i chce budować inne relacje. Udało mi się ją przekonać – po raz pierwszy przyszła z Karskim na uroczystość 11 listopada w ambasadzie.

W relacjach polsko-żydowskich ogromną rolę odegrał American Jewish Committee i jego szef David Harris. Wielu Ocalonych z Zagłady aktywnie angażowało się w odbudowę więzi. Nie było to łatwe – w wielu środowiskach, podobnie jak u Nireńskiej, resentymenty były silne – ale wydawało się, że sprawy idą ku dobremu. Niestety, później przyszły gorsze czasy: niesławna ustawa o IPN z 2018 roku i wynikłe z niej napięcia w relacjach polsko-izraelskich, co rzutuje również szerzej na stosunki polsko-żydowskie.

Na początku lat 90. w Polonii amerykańskiej istniały silne podziały polityczne. Czy Jan Karski angażował się w działania wspierające nową Polskę, czy raczej trzymał się na uboczu?

Polonia była wówczas podzielona. Część, wywodząca się z okresu wojennego, entuzjastycznie popierała nową, otwartą Polskę, gotową do dialogu polsko-żydowskiego. Druga – skupiona wokół prezesa Moskala – szła w przeciwnym kierunku. Karski wycofał się z działań polonijnych. Spotkałem go jeszcze w 1986 roku na Kongresie Polonii, gdy prezesem był Edward Mazewski, ale później unikał aktywności w tych środowiskach.

W kwestii starań o członkostwo w NATO większą rolę odegrał mój następca, Jerzy Koźmiński, który prowadził bezpośrednie działania. Do 1994 roku, kiedy kończyłem swoją misję, Polonia była jednak niezwykle ważna, a rady Karskiego – dotyczące sposobów przekładania entuzjazmu Polonii na konkretne działania – okazywały się cenne. Dyskutowaliśmy m.in. o rezolucjach przyjmowanych przez poszczególne stany i miasta.

 

Maciej Kozłowski (ur. 1943) – historyk, publicysta, działacz opozycji w PRL, wieloletni współpracownik „Tygodnika Powszechnego”, podsekretarz stanu w MSZ, ambasador RP w Izraelu (1999–2003).

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 39/2025