Mundial 2026: jak Marek Aureliusz pomógł Hiszpanii wejść do finału

Jeśli na widok uwijających się wokół Francuzów piłkarzy hiszpańskich mieliście skojarzenie z rojem pracowitych pszczół, to słusznie. Była w tym filozofia.
Czyta się kilka minut
Selekcjoner Hiszpanów Luis de La Fuente podczas zwycięskiego półfinału z Francją, Dallas, 14 lipca 2026 r. // Fot. Takuya Matsumoto / AP / East News
Selekcjoner Hiszpanów Luis de La Fuente podczas zwycięskiego półfinału z Francją, Dallas, 14 lipca 2026 r. // Fot. Takuya Matsumoto / AP / East News

Yamal czy Mbappé? A może odpowiedź powinna brzmieć: Rodri? Nie, choć kapitan reprezentacji Hiszpanii wrócił do formy, która przed dwoma laty zapewniła mu Złotą Piłkę, także i ta konkluzja wydaje się nietrafna. Kochamy rozmowy o gwiazdach, a realizatorzy transmisji telewizyjnej robią wszystko, by to one ogniskowały naszą uwagę i na boisku, i na trybunach, ale w tym przypadku trzeba mówić po prostu o drużynie.

Tak przynajmniej uczy Marek Aureliusz, to jest, przepraszam najmocniej: Luis de La Fuente.

Hiszpania-Francja: trzy lata, trzy półfinały, trzy zwycięstwa

Lektury „Rozmyślań” nie miałem podczas tego mundialu w planie. Owszem, obłożony jestem książkami, ale dotyczą raczej historii przeszłych turniejów. Owszem, szykując się na półfinał mistrzostw świata porobiłem sobie na wszelki wypadek wypisy z analiz poprzednich spotkań między Hiszpanią i Francją – nie tylko półfinału Euro przed dwoma laty (pamiętacie gola 16-letniego wówczas Yamala?), ale przede wszystkim klasycznego już półfinału Ligi Narodów sprzed roku, kiedy to prowadząca 5:1 Hiszpania straciła trzy gole w końcówce i wyrównanie wisiało na włosku. 

Owszem, choć uwielbiam oglądać każdy mecz z osobna jak czystą, niezapisaną kartę, to zakładałem przecież, że jakieś odwołanie do tego, co zostało kiedyś napisane przez kogoś mądrzejszego, może się jednak przydać.

No i się przydało, choć nie przypuszczałem, że trzeba będzie cofnąć się o jakieś 1850 lat. 

De La Fuente cytuje Marka Aureliusza

Od tygodnia bowiem – od konferencji prasowej trenera Hiszpanów poprzedzającej jeszcze mecz z Belgią – żadne futbolowe kroniki, o taktycznych analizach nie wspominając, nie potrafiły zepchnąć na dalszy plan zapisków cesarza-filozofa. „Co nie jest pożyteczne dla roju, i dla pszczoły nie jest pożyteczne” (przeł. Marian Reiter) – cytował Luis de La Fuente księgę VI, ustęp 54 „Rozmyślań”, tłumacząc, że każdy z członków powierzonej mu ekipy powinien w pierwszym rzędzie myśleć o drużynie, o grupie – o tym, co pożyteczne dla niej.

Nie podejrzewam oczywiście, że selekcjoner Hiszpanów cytował swoim piłkarzom starożytnego myśliciela na którejś z przedmeczowych odpraw. Skądinąd wiemy, że jego pełen podkreśleń i zapisków na marginesach egzemplarz „Rozmyślań” został w Madrycie – i że, jak wielu współczesnych trenerów Luis de La Fuente zdaje sobie sprawę, że zdolność do skupienia uwagi wychowanego na smartfonach pokolenia piłkarzy kurczy się z roku na rok, więc kierowane do nich komunikaty muszą być jak najbardziej konkretne. 

Olise, Dembélé, Mbappé jako wielcy nieobecni

Nawet jeśli jednak nie wiem, jakich dokładnie użył słów selekcjoner Hiszpanów, żeby jego podopieczni w półfinale stworzyli rój krążący nieustannie wokół rywali – efekt przeszedł wszystkie oczekiwania.

Potężny jak dotąd na tym mundialu francuski kwartet ofensywny Olise-Barcola-Mbappé-Dembélé został właściwie odcięty od możliwości gry. W pierwszej połowie naliczyłem dwie okazje, podczas których jego członkowie mogli stworzyć zagrożenie: w 16. minucie Dembélé usiłował uruchomić dalekim podaniem Mbappé, w 42. bardzo podobnego zagrania próbował Barcola, ale albo z linii bramkowej wybiegał przed własne pole karne Unai Simón, albo cała chmara jego pracowitych kolegów – wcześniej próbująca pressingu na połowie Francuzów – rzucała się wstecz, by ograniczyć rywalowi możliwość rozpędzenia się.

W hiszpańskim obozie mówiło się przed meczem, że to spotkanie trzeba schłodzić, zminimalizować tzw. fazy przejściowe (czytaj: nie dawać rywalom okazji do kontr, zmusić ich do grania w poprzek i do tyłu, a najlepiej do biegania bez piłki), ale mówić, a wykonać – szczególnie w starciu z tak mocnym rywalem – to dwie kompletnie różne rzeczy.

Digne fauluje Yamala, Oyarzabal strzela karnego

Są oczywiście inne cytaty z Marka Aureliusza. „Sztuka życia ma większe podobieństwo z atletyką niż z tańcem, bo trzeba być w pogotowiu i stać bez trwogi wobec wypadków, nawet nieprzewidzianych” (VII, 61) – brzmi jak memento dla Francuzów po tym, jak Digne kopnął Yamala w polu karnym i Oyarzabal dał w 22. minucie Hiszpanom prowadzenie z jedenastu metrów.

To z pewnością było nieprzewidziane – przypadkowy incydent, obrońca francuski próbujący rutynowego wykopu i nieprzewidujący przy tym, że trafi rywala. Incydent, o którym pisze się teraz, że zmienił losy meczu. Incydent jednak, który wydarzył się na tyle wcześnie, by drużyna tak rutynowana jak francuska, mogła odrobić straty.

Wszechobecny Rodri i piękne wymiany podań

Ale nie – i to było w tym meczu najbardziej poruszające. Niemal pełna kontrola Hiszpanów. Swoboda w posiadaniu piłki. Kontrpressing po jej stracie. Wszechobecny Rodri: nie tylko wyłączający z gry Olise, kiedy Francuzi próbowali jednak brać się za rozegranie, ale też pokazujący się do podania kolegom, kiedy ci już jej Francuzów pozbawili. 

I te wielopodaniowe sekwencje, które trudno nazwać po prostu atakiem pozycyjnym – tak bardzo subtelne były nieraz, np. w wykonaniu Olmo i Yamala wypuszczającego w bój Fabiána Ruiza w pierwszej połowie (wtedy Upamecano zdążył jeszcze zablokować strzał) czy całe to trwające przecież sporo czasu wyjście z własnej połowy, w którym Porro ścinający z prawej strony do środka był nie tylko jedną z osób inicjujących atak, ale też zakończył go golem po kapitalnym odegraniu przez Olmo.

Pierwszy celny strzał na bramkę Simóna Francuzi oddali w 81. minucie, drugi – dopiero w 94. minucie. Francja – podkreślmy: nie tylko drużyna będąca faworytem mundialu przed jego rozpoczęciem, ale drużyna, która przez cały turniej potwierdzała tę opinię; drużyna nie tylko atakująca dotąd z największym rozmachem, ale także w końcu pozwalająca się sobą zachwycić – kolejny raz w starciu z Hiszpanią okazała się bezsilna.

Jak odchodzi Didier Deschamps

O tym z pewnością liczne „Rozmyślania” spisywać będą filozofowie znad Sekwany, a może selekcjoner reprezentacji Trójkolorowych zrobi to jednak osobiście. Na poprzednich turniejach Didier Deschamps był do bólu pragmatyczny, a teraz pozwolił wreszcie swoim zawodnikom wyrazić się na boisku. Czy nie zaburzyło to równowagi w drużynie, kiedy musiała się skonfrontować z rywalem tkającym pajęczą sieć podań, czy może raczej: lepiącym miodowe plastry w środku pola? 

Czy przeciwko Hiszpanom nie powinno grać trzech pomocników: obok Tchouameniego i Rabiota jeszcze Koné? Czy kogoś z ofensywnego kwartetu nie należało w związku z tym posadzić na ławce?

Czy zapowiadający odejście po mundialu Deschamps nie zapragnął na koniec zostać zapamiętany jako trener, który nie tylko szukał nade wszystko wygranej, ale nareszcie zamarzył, by zyskała ona piękne oblicze? A może rację ma analityk z portalu FIFA, opisujący przed tym meczem ewolucję Trójkolorowych wedle klucza, w którym to wspomniane na początku dwie konfrontacje z Hiszpanami zmusiły na ogół zwycięskiego poza tym selekcjonera do próby wymyślenia swojej reprezentacji na nowo?

Udało mu się wiele. Dokonał w kadrze wymiany pokoleniowej (nie ma Llorisa, Giroud, Griezmanna – ale są na ich miejsce młodsi zdolniejsi). Sprawił, że towarzyszące tej reprezentacji od lat plotki o kiepskiej atmosferze i podziałach można było kwitować śmiechem (Mbappé jako skupiony na sobie „dyktator” – tę bombę zamieniono w memy, zanim wybuchła selekcjonerowi w dłoniach). Zyskał na nowo szacunek rodaków. 

Wobec Hiszpanii – najlepszej na świecie drużyny z piłką przy nodze i bez niej – znów okazał się jednak bezradny.

Stoicyzm Luisa de La Fuente

Wobec Hiszpanii, która na tym turnieju rozpędzała się przecież powoli; pamiętamy jej sensacyjny remis z Republiką Zielonego Przylądka na samym początku mistrzostw. Co nagle to po diable?

Na innej z mundialowych konferencji Luis de La Fuente mówił o sile spokoju – i wielu piłkarzy dopytywanych po zwycięskim półfinale o klucz do sukcesu odwoływało się do podobnych, stoickich w gruncie rzeczy pojęć („Wiedzieliśmy, że jeśli zachowamy spokój, znajdziemy na nich sposób” – mówił np. Oyarzabal, który przed wykonaniem rzutu karnego wyglądał na człowieka tak spokojnego, że niemal na granicy zaśnięcia). Marek Aureliusz się przyjął?

Dziennik „El Pais” po tamtym przywołaniu „Rozmyślań” przez Luisa de La Fuente zadzwonił do Davida Hernándeza de la Fuente (zbieżność nazwisk przypadkowa), profesora filologii klasycznej z madryckiego Uniwersytetu Complutense, który odnalazł w wypowiedziach selekcjonera dużo więcej odniesień do cesarza-filozofa. Kiedy selekcjoner dystansuje się do wszechobecnej w świecie futbolu krytyki, kiedy mówi o skupianiu się na tym, co daje się kontrolować, jest – w ocenie znawcy świata starożytnego – dążącym do ataraksji stoikiem.

Jeszcze raz Marek Aureliusz: „Dla kamienia rzuconego w górę nie jest niczym złym, że spadł na dół, ani dobrym, że go podrzucono” (IX, 17). W niektórych tłumaczeniach na miejsce kamienia podkłada się piłkę.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29,90 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz
1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł