Gdy życie zmierza ku końcowi, pytam: co mnie naprawdę ukształtowało

Ne jest łatwo mówić o księżowskich doświadczeniach tak, by nawet mimowolnie nie stać się niedyskretnym. Ksiądz to człowiek zaufania. Gdyby nie ono, dawno by nie był tym, kim jest.
Czyta się kilka minut
Ks. Adam Boniecki, wrzesień 2021 r. // fot. Grażyna Makara
Ks. Adam Boniecki, wrzesień 2021 r. // fot. Grażyna Makara

Nie jest łatwo mówić o księżowskich doświadczeniach tak, by nawet mimowolnie nie stać się niedyskretnym, ale ks. Andrzej Luter, z którym rozmowę drukujemy w dziale Wiara, niedyskretny nie jest. Tu nawet nie chodzi o tajemnicę spowiedzi, ale prosty szacunek dla spraw drugiego człowieka. Nie wolno go naruszyć. Jeśli ktoś mi zaufał, jestem związany tym zaufaniem. Ksiądz jest człowiekiem zaufania. Gdyby nie ono, dawno by nie był tym, kim jest.

Skąd to wiem? Przez wiele lat byłem duszpasterzem akademickim w krakowskim Kościele św. Anny. Mówiłem mojemu biskupowi, Janowi Pietraszce, że będę miał dyżur w konfesjonale poza czasem sprawowanej w kościele liturgii i się niepokoiłem, czy ktoś w ogóle przyjdzie. Biskup, mądry duszpasterz, powiedział mi wtedy: „bądź i się przekonasz”. Po prostu wiedział, że trzeba być – i jak być. Nie mylił się.

Ksiądz Andrzej opowiada właśnie o takim podejściu. Mówi: „Kościół katolicki, jak sama nazwa wskazuje, jest uniwersalny, powszechny i powinien być otwarty na wszystkich, także na agnostyków i ateistów”. Mówi, że Kościół ma łączyć, a nie dzielić, „zwłaszcza jeśli podziały na dobrych i na złych katolików albo na wierzących i niewierzących wykorzystywane są w brutalnej walce politycznej o władzę”. 

To jest mądrość, którą – jeśli jesteśmy uważni, nabywamy właśnie w spotkaniach z ludźmi. Tego się nie wynosi z seminarium, co nie jest zresztą dziwne, bo czy mądrości można się nauczyć w jakiejkolwiek uczelni? Ją trzeba zdobywać w życiowych sytuacjach, ucząc się także na własnych błędach.

Oczywiście można na różne sposoby opisywać realia pracy duszpasterstwa akademickiego w czasach PRL, ale nie w uciążliwościach systemu było sedno sprawy, a właśnie w relacjach między mną i ludźmi, którzy tam się zjawiali. Trudno o tym pisać, ale wiem, że sam fakt, że dla nich byłem, gdziekolwiek byłem, miał znaczenie. I że lata tamtej pracy nagrodzone zostały przyjaźnią z ludźmi, którzy wówczas byli studentami, a dziś są ojcami i dziadkami (lub matkami i babciami). Wielu z nich to ludzie, z którymi rozumiemy się w pół słowa.

Teraz, kiedy życie zmierza ku końcowi i kiedy nieudolnie staram się sporządzić podsumowanie, niezmiennie najważniejsze, jako czas wypracowania (pożal się Boże) jakiegoś mojego stylu, jawią się lata pracy w akademickim Kościele św. Anny. 

Oczywiście praca w „Tygodniku Powszechnym”, oczywiście funkcje zakonne, oczywiście pobyt we Francji i w Watykanie, inne przeżycia, dobre i złe, mądre i głupie – to wszystko jakoś mnie tworzyło. Ale rdzeń jest klarowny: naprawdę utworzył mnie dom rodzinny, z jego niebywałymi przemianami, a potem krakowska Święta Anna z biskupem Janem.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29,90 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz
1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł