Jak to możliwe, że w Brazylii członkowie narkotykowych gangów uważają się za osoby głęboko wierzące?

Fawelami Rio rządzi samozwańczy pastor i mafijny boss w jednej osobie.
Czyta się kilka minut
Patrole brazylijskiego wojska w fawelach Rio de Janeiro, sierpień 2018 r. // Fot. Pilar Olivares / Reuters / Forum
Patrole brazylijskiego wojska w fawelach Rio de Janeiro, sierpień 2018 r. // Fot. Pilar Olivares / Reuters / Forum

Jest gangsterem, bossem narkotykowym i pastorem w jednym. To właśnie on, Peixão, co po portugalsku oznacza dużą rybę, rządzi w fawelach Rio de Janeiro, siejąc postrach wśród mieszkańców, zwłaszcza katolików. W lipcu w Complexo de Israel, konglomeracie pięciu faweli, co najmniej trzy parafie wstrzymały odprawianie mszy na rozkaz bossa. Gubernator Rio de Janeiro Cláudio Castro, który oprócz polityki zajmuje się komponowaniem i wykonywaniem piosenek katolickich, chce zapanować nad zbuntowaną częścią miasta. Bezskutecznie. Tu de facto rządzi Peixão.

List gończy za Álvaro Malaquiasem Santa Rosą (Peixão) // Fot. domena publiczna

Wystarczyło, żeby kilku uzbrojonych mężczyzn z dowodzonego przez niego gangu Żołnierzy Aarona weszło do parafii i nakazało przerwanie trwających uroczystości, aby całą północną część miasta ogarnął strach. O gangsterach mówi się, że wyznają narcopentekostalizm – mieszankę narkobiznesu z ewangelikalną odmianą chrześcijaństwa. Gangsterzy chowający się za symbolami religijnymi odnoszą coraz większe sukcesy, a pomagają im w tym milicja i niektórzy duchowni.

Pod flagą Izraela

Nocą neon z gwiazdą Dawida widać z wielu punktów miasta, w tym z jednej z głównych ulic Rio de Janeiro, Avenida Brasil. Niewtajemniczony turysta lub przyjezdny mógłby pomyśleć, że jest umieszczony na świątyni czy pomniku. Nic bardziej mylnego. Gwiazda Dawida widnieje nad fawelami, a dokładniej nad Complexo de Israel, czyli główną strefą wpływów Peixão. Gwiazda Dawida jest jednym z symboli używanych przez Tercer Comando Puro, w skrócie TPC, czyli organizację przestępczą dowodzoną przez gangstera. Gwiazda Dawida pojawia się również w formie graffiti na budynkach w całej okolicy, wyznaczając rewiry działań handlarzy narkotykami.

Podobnie jak flagi Izraela, które powiewają w całym kompleksie. Używanie symboliki państwa Izrael przez handlarza narkotyków można uzasadnić tym, że dla niektórych Kościołów neopentekostalnych powstanie Izraela było znakiem powrotu Chrystusa i potwierdzeniem biblijnych obietnic Starego Testamentu. Jednak to nie wszystko. Gangsterzy z TPC są znani również jako Banda Kabały, w odniesieniu do starożytnej żydowskiej tradycji mistycznej, oraz Wojskiem Aarona. Ta ostatnia nazwa nawiązuje z kolei do drugiego kryptonimu Peixão – Aaron. Ten właściwy Aaron, biblijny, był bratem Mojżesza. W języku hebrajskim jego imię oznacza „kapłana męczenników”. Peixão, inaczej Aaron, męczennikami nazywa swoich żołnierzy. Mimo że prawdziwymi męczennikami są zwykli mieszkańcy faweli.

Complexo de Israel - dzielnice fawel w północnej części Rio de Janeiro, którymi rządzi Peixão // Fot. Screen ekranu / YouTube

Walka z innowiercami

Mieszkańcy w Complexo de Israel, pozbawieni środków do życia i wizji przyszłości, często nie mają jak uciec z naznaczonej przemocą okolicy. Porachunki, strzelaniny i śmierć są na stałe wpisane w tutejszą rzeczywistość. Gdyby jednak chodziło tylko o walkę między kilkoma antagonistycznymi mafiami narkotykowymi, mieszkańcy faweli nie byliby tak często bezpośrednimi ofiarami starć zbrojnych. Jednak Peixão i jego „męczennicy” walczą nie tylko z innymi mafiami, ale także z innowiercami. Wiara stała się dla TPC pretekstem do podboju terytoriów, również tych, które należą do Kościoła katolickiego.

„Męczennicy”, tak jak to miało miejsce w lipcu, napadają na świątynie i miejsca kultu, w konsekwencji doprowadzając do tego, że mieszkańcy tego obszaru mają dwa wyjścia – żyć w nieustannym strachu lub opuścić fawele. Dilerzy narkotyków walczący z innymi wyznaniami nie są jednak nowym zjawiskiem. W 2013 r. mafia „Banda Jezusa”, pod dowództwem Fernandinho Guarabú zniszczyła świątynie tradycyjnych religii afrykańskich obecnych w Brazylii, Candomblé i Umbanda. Duchownych tych wyznań zmuszono do opuszczenia faweli. Zabroniono nawet chodzenia w białej odzieży, typowej dla wyznawców tych religii. Guarabú był jednym z pierwszych bossów narkotykowych identyfikujących się z Kościołami pentekostalnymi. Za jego przykładem poszli kolejni gangsterzy i przyszli narcos, którzy postanowili się nawrócić. Najczęściej w czasie odsiadywania kary więzienia.

Gubernator Rio de Janeiro Claudio Castro (z lewej) i prezydent Brazylii President Luiz Inacio Lula da Silva na inauguracji prac przy budowie kanału Sao Lorenco w Niteroi, kwiecień 2024 r. // Fot. Pablo Porciuncula / AFP / East News

W perspektywie nieustannego zagrożenia niektórzy duchowni ewangelikalni wybrali przyjaźń z Peixão. Niekiedy pastorzy, korzystając z tego, że krewni baronów narkotykowych przynależą do ich wspólnoty religijnej, próbują za ich pośrednictwem załagodzić sytuację, aby uniknąć bezpośredniej konfrontacji z gangiem i zapobiec temu, aby wierni, kierowani strachem, odchodzili. Ci duchowni, którzy postanawiają pozostać przy swojej wierze i wartościach, muszą liczyć się z tym, że walkę z samozwańczym pastorem mogą kiedyś przegrać.

Diabeł w owczej skórze

Swojego najmłodszego syna Álvaro mama nazywała pieszczotliwie Álvarinho. Jednak, jak to bywa w przypadku bossów narkotykowych, niewiele jest pewnych informacji o jego życiu przed wstąpieniem do mafii. Wiadomo, że prawdziwe imię 36-letniego przywódcy TPC to Álvaro Malaquias Santa Rosa, i że ma wiele rodzeństwa. Dwóch z jego braci zginęło w gangsterskich porachunkach. Jedna z sióstr w podobnych okolicznościach straciła nogę. Rodzice byli właścicielami małego baru na terenie faweli, a matka należała do Candomblé – jednego z Kościołów religii afrykańskich.

Sam Álvaro przeszedł na ewangelikalizm, wymazując ze swojej tożsamości jakikolwiek związek z innymi wyznaniami, jednocześnie robiąc zawrotną karierę w lokalnej mafii. Żeby wzbudzić respekt wśród mieszkańców Complexo de Israel i skonsternować milicję, nadał sobie szereg kryptonimów i wybrał Peztronautę, animowaną postać z kreskówki przedstawiającą rybę w kombinezonie astronauty, jako swój znak rozpoznawczy.

Religijny zapał oraz dziecinna symbolika nie przekładają się jednak na pokojowe zarządzanie terenami faweli. Peixão, który ukrywa się od niemal dziesięciu lat, jest odpowiedzialny za co najmniej dwadzieścia przestępstw, w tym za handel narkotykami i morderstwa. Niektóre zabójstwa popełnione przez jego oddziały są wyjątkowo brutalne. Milicja znajduje ciała ofiar poćwiartowane i spalone. Jak to więc możliwe, że seryjny morderca i handlarz narkotykami uważa się za osobę głęboko wierzącą?

O co modli się gangster

Związek między pentekostalizmem a handlem narkotykami zaczął się już w latach 90. Christina Vital da Cunha, socjolożka, jest jedną z pierwszych badaczek fenomenu zwanego narcopentekostalizmem. Vital da Cunha analizowała m.in. obecność religii w świecie przestępczym od połowy lat 90. w różnych częściach Rio de Janeiro. W książce „Modlitwa handlarza narkotykami: etnografia” Vital da Cunha pisze: „W fawelach Acarai, w Santa Marta, narcos regulowali codziennie swoje radiotelefony, żeby wysłuchać modlitwy swojego bossa, który prosił Boga o ochronę, i o to, żeby zabili jak najmniej ludzi”.

Badaczka w jednym z wywiadów podkreśla, że poranna modlitwa była tylko jednym z wielu elementów duchowego życia narcos. Większość z nich brała czynny udział w życiu Kościołów ewangelikalnych i lokalnych społeczności, uczestnicząc np. w uwielbieniach. Jednak pastorzy Kościołów pentekostalnych sprzeciwiają się temu, aby gangsterów i narcobossów w jakikolwiek sposób łączyć z ich Kościołami. Już sam termin „narcopentecostalizm” jest krzywdzący dla ludzi, którzy należą do Kościołów ewangelikalnych, bo bez wiedzy na temat tego zjawiska można pomyśleć, że chodzi o realny odłam tego wyznania. A tak nie jest. Badacze i duchowni podkreślają, że handlarze narkotykami nie żyją według zasad Ewangelii, co najwyżej praktykują duchowość z elementami wiary chrześcijańskiej. Nie istnieje więc nic takiego jak Kościół narcopentecostalny. Co ciekawe, związek między światem przestępczym a religią nie ogranicza się w Brazylii jedynie do Kościołów ewangelikalnych. W latach wcześniejszych, między 1980 a 1990 rokiem, wielu handlarzy narkotykami utożsamiało się z religiami afrykańskimi. Ich późniejsze przejście na pentekostalizm jest wręcz zrozumiałe, jeśli spojrzymy na zmiany, jakie zaszły w Brazylii w czasie ostatnich 30 lat.

Liturgia w garażu

Jeszcze w 1990 r. w Brazylii było około 17 tys. miejsc kultu ewangelikalnego, co przekładało się na ponad 26 mln chrześcijan ewangelikalnych, którzy stanowili zaledwie 9 proc. społeczeństwa. Prawie 30 lat później, w 2019 r., liczba miejsc kultu wzrosła do ponad 100 tys., zrzeszając 41 mln wiernych. Obecnie, według Centrum Studiów Metropolii (CEM), w Brazylii codziennie otwiera się 17 nowych miejsc kultu pentekostalnego, a jego wierni stanowią już 40 proc. społeczeństwa. Szacuje się, że do 2030 r. będzie ich więcej niż katolików i staną się wyznaniem dominującym.

Dlaczego to właśnie pentekostalizm przybiera tak bardzo na sile w jednym z największych krajów świata? Odpowiedzi może być kilka. Kult rzadko odbywa się w specjalnie przeznaczonych do tego budynkach. Wspólnoty nie potrzebują wiele. Wystarczy duża sala, a nawet przestronne mieszkanie lub garaż. Dzięki temu ewangelikalizm dotarł do miejsc, w których nie było świątyń katolickich i w których msze nie odbywały się nigdy lub bardzo rzadko. Co więcej, płaska struktura hierarchiczna ułatwia formację nowych pastorów. Droga do posługi duchownego, w porównaniu z katolicyzmem, jest więc uproszczona i skrócona.

Kościoły pentekostalne pojawiają się też wszędzie tam, gdzie nie docierają przedstawiciele oficjalnych władz. To pastorzy organizują życie społeczności mieszkających na peryferiach, świadcząc pomoc duchową i materialną. Rząd brazylijski bardzo zresztą ułatwił pojawianie się nowych wyznań. W konstytucji z 1988 r. zagwarantowano zniesienie podatku dla świątyń i miejsc kultu wszystkich religii obecnych na terenie kraju. W 2003 r. prezydent Lula da Silva podpisał ustawę, która gwarantowała możliwość rejestracji wszystkich organizacji religijnych. W rezultacie – wskazują eksperci – w Brazylii łatwiej założyć Kościół niż firmę.

Największy wzrost liczby wiernych ma miejsce w czasie dobrobytu ekonomicznego. Wtedy Brazylijczyków stać na płacenie „dziesięciny” i finansowanie prac Kościołów. W Brazylii szczególny wzrost ekonomiczny można było obserwować między rokiem 2000 a 2016, co pokrywa się ze wspomnianą ustawą umożliwiającą legalizację różnych wyznań.

Religia i polityka

Dziewięciu na dziesięciu Brazylijczyków określa się jako wierzących. Brazylia przoduje w rankingu państw z największym odsetkiem wierzących: według badań IPSOS z 2023 r. za nią na liście znalazły się Republika Południowej Afryki, Kolumbia, Meksyk i Turcja. Co ciekawe, aż 56 proc. Brazylijczyków uważa, że religia i polityka powinny być ze sobą powiązane i aż 60 proc. twierdzi, że ochrona tradycyjnych wartości i rodziny jest ważniejsza od rządowych planów naprawczych ekonomii i gospodarki państwowej.

Nie powinien więc dziwić fakt, że politycy, jak np. były ultraprawicowy prezydent Jair Bolsonaro, często podkreślają swoją przynależność do Kościoła ewangelikalnego, bo pomaga to w pozyskaniu wyborców. A wielu z tych wyborców ma równie bogate życie przestępcze, co duchowe, i chyba tylko Bóg będzie ich za to sądzić. 

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 31/2024

W druku ukazał się pod tytułem: Pistolet i krzyż