Jak dzisiejsze Hollywood karmi się naszymi lękami przed wojną atomową

Film Kathryn Bigelow jest o tym, że żyjemy na beczce prochu. Czy istnieje scenariusz, który mógłby przynieść w tym temacie jakąś nadzieję?
w cyklu CO OBEJRZEĆ W WEEKEND
Czyta się kilka minut
Anthony Ramos jako Major Daniel Gonzalez w filmie "Dom pełen dynamitu", USA 2025 r. // Fot. Eros Hoagland / Netflix
Anthony Ramos jako Major Daniel Gonzalez w filmie "Dom pełen dynamitu", USA 2025 r. // Fot. Eros Hoagland / Netflix

Co by było, gdyby nagle nad Pacyfikiem wykryto pocisk jądrowy zmierzający błyskawicznie w stronę wielomilionowego Chicago? A gdyby tak jeszcze nie było wiadomo, kto lub co (może jednak przypadek) stoi za tą akcją? „Dom pełen dynamitu” ożywia emocje dziś już nie tylko zimnowojenne, jakkolwiek skierowane głównie na wschód – ku Rosji, Korei Północnej, Iranowi... I pokazuje, minuta po minucie, nerwowy przebieg zarządzania kryzysowego na najwyższych szczeblach władzy. 

Scenariusze wojny atomowej

Są nawet trzy jego warianty, bo scenariusz rozwidla się na różne ścieżki, sugerując trzy potencjalne strategie w katastroficznej sytuacji, z punktu widzenia różnych osób decyzyjnych. Wliczając w to oczywiście prezydenta USA, zagranego przez czarnoskórego Idrisa Elbę. Aż strach pomyśleć, co by było, gdyby stał za tą postacią zgoła inny pierwowzór.

Mamy więc wielowątkowe political fiction, nakręcone przez sprawdzoną na innych frontach Kathryn Bigelow i trzymające widza na celowniku aż do napisów końcowych. Nie jest to bowiem narracja heroiczno-patriotyczna, która miałaby promować militarną potęgę USA. Kontrolowanie chaosu – w Białym Domu, Pentagonie czy w bazie wojskowej na Alasce – okazuje się równie chaotyczne, poddane presji czasu i ludzkim impulsom. Reżyserka nie bawi się przy tym w geopolityczne niuanse.

W tym miejscu powinny wyświetlić się multimedia. Nie jest to jednak możliwe ze względu na Pani/Pana wybór preferencji plików cookies. W przypadku chęci wyświetlenia całości materiału wraz z multimediami niezbędna jest zmiana wybranych wcześniej preferencji.

Zmień ustawienia plików cookies

Skupia się na ludziach odpowiedzialnych za bezpieczeństwo narodowe, filmowanych za biurkiem i w swoich domach, zmuszonych podejmować błyskawiczne decyzje. I jeszcze dotrzymywać tajemnicy państwowej w sytuacji, gdy cały świat za chwilę stanie w ogniu, a ich bliscy znajdują się w jego epicentrum. Ten film jest niczym precyzyjnie zaprogramowana tykająca bomba, chociaż scenariusz Noaha Oppenheima nie ma siły rażenia „Oppenheimera” i zajmuje się głównie gabinetowymi rozgrywkami z udziałem najnowszych technologii. Bezradnych, jak się okazuje, w obliczu nieznanych bliżej sił.

Kobieta idzie na wojnę

Bigelow zdążyła przejść do historii kina jako pierwsza kobieta nagrodzona Oscarem za reżyserię. Był to film „The Hurt Locker. W pułapce wojny” (2008), czyli kino uchodzące za stereotypowo męskie – z dużym budżetem i potraktowaną hardkorowo wojenną tematyką, w tym przypadku odnoszącą się do amerykańskiej interwencji w Iraku. Dopatrywano się w tamtym filmie „kobiecego dotknięcia”, czyli głębszej introspekcji w psychikę jednostki zarażonej wojną i odejścia od znanych konwencji wojennego widowiska, choć łatwo zobaczyć w tym inny stereotyp. 

Podobnie byłoby z „Domem pełnym dynamitu”, gdzie reżyserka znowu bierze na warsztat cudzy scenariusz, gorliwie realizuje zawarte w nim gatunkowe schematy, a cała jego psychologia sprowadza się w gruncie rzeczy do tego, ażeby zdążyć przed katastrofą i powiedzieć swoim bliskim „kocham cię”.

Pozostaje więc nakręcone pewną ręką kino apokaliptyczne i w gruncie rzeczy apolityczne, bo jego przekaz dałoby się streścić w ostrzeżeniu: nie igraj z atomem. Szkoda, że w którymś momencie zaczyna ciążyć ów wyszukany sposób prowadzenia historii – niby alternatywny i zmieniający trzykrotnie punkt widzenia, ale grzęznący w proceduralnych detalach, powtórzeniach i niekończącym się odliczaniu. Zamiast egzorcyzmować nasze lęki, „Dom pełen dynamitu” próbuje maksymalnie je wyzyskiwać i nimi zarządzać, co podbija jeszcze typowo hollywoodzka muzyka

Lecz trzymając palec tuż nad atomowym guzikiem, Bigelow przez dwie godziny ogrywa nie tylko nasz czysty lęk przed nuklearną zagładą. Jest w jej filmie również inny niepokój – o wydolność systemu, który miałby chronić swoich obywateli w razie ewentualnego ataku. Na dodatek w tych wszystkich gabinetach, pod garniturami i mundurami, są po prostu ludzie, ich wątpliwości, ambicje, dylematy, emocje – i to też może być zła wiadomość na dziś. Wizja, jaką oglądamy na ekranie, nie dla każdego z nich będzie lekcją pokory, o czym świadczą choćby reakcje Pentagonu na ten film. 

„DOM PEŁEN DYNAMITU” („A House of Dynamite”) – reż. Kathryn Bigelow. Prod. USA 2025. Netflix.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”