Izrael: Pomoc, niemoc i wybory

Pierwszy raz od początku rosyjskiej inwazji Izrael dzieli się z Ukrainą czymś więcej niż pomocą humanitarną. Kijów prosi o więcej. Czy wybory do Knesetu wpłyną na dalszy ciąg tej polityki?
z Tel Awiwu
Czyta się kilka minut
Pracownik drukarni przygotowuje plakaty Beniamina Netanjahu i partii Likud,Rosz ha-Ajin, Izrael, 19 października 2022 r. / AMIR LEVY / GETTY IMAGES
Pracownik drukarni przygotowuje plakaty Beniamina Netanjahu i partii Likud,Rosz ha-Ajin, Izrael, 19 października 2022 r. / AMIR LEVY / GETTY IMAGES

Jestem zadowolony, w ostatnich dniach zaczęliśmy współpracować. Wywiady naszych krajów zaczęły działać wspólnie. Sprawy poszły naprzód” – mówił w minionym tygodniu prezydent Zełenski. Potwierdził, że zgodnie z danymi izraelskiego wywiadu Rosja faktycznie używa przeciw Ukrainie irańskich dronów. Izrael musiał więc przekazać Ukrainie swoje informacje na temat technologii irańskiej broni, którą Rosja wykorzystuje w nalotach na cele cywilne. Chodzi o bezzałogowe statki powietrzne typu kamikadze. Aby je namierzyć i zniszczyć, potrzebna jest odpowiednia technologia – Izrael zna jej tajemnicę.

To pierwszy krok naprzód od miesięcy w relacjach ukraińsko-izraelskich. Od początku inwazji Zełenski – pochodzący, przypomnijmy, z żydowskiej rodziny – często i w mocnych słowach apelował do państwa żydowskiego o pomoc technologiczną (m.in. dotyczącą systemu przeciwlotniczego Żelazna Kopuła). Ta jednak ograniczała się dotąd do udzielenia schronienia uchodźcom i pomocy humanitarnej. Także teraz Zełenski zaznaczył, że choć atmosfera relacji się poprawia, to wciąż jednak nie wystarczy.

IZRAEL MA POWODY, dla których nie chce angażować się w dostarczanie broni Ukrainie. Są one związane z bezpieczeństwem i zagrożeniem zza jego wschodniej granicy. Chodzi o Syrię, w której największy wróg Izraela – Iran – ma swoje struktury. Izrael atakuje je z powietrza, a to nie byłoby możliwe bez cichej zgody wojsk rosyjskich, kontrolujących przestrzeń powietrzną Syrii. Dlatego Izrael nie chce konfliktu z Rosją.

Wbrew pozorom to dla Jerozolimy trudna decyzja, bo rząd – aspirujący do roli ideowego strażnika hasła „nigdy więcej” – po cichu stoi po stronie Ukraińców. Z Kijowem sympatyzują też Izraelczycy, którzy jednocześnie oceniają działania swoich polityków jako wyważone, adekwatne do własnego poczucia zagrożenia.

Izrael nie od dziś boi się udostępniania technologii używanych do własnej obrony innym krajom. Twierdzi, że zdarzało się, iż informacje o nich trafiały w ręce Iranu. Dlatego obawia się, że elementy Żelaznej Kopuły umieszczone na terenie Ukrainy mogłyby dostać się w ręce Rosjan, zostać rozpracowane, a informacje o nich zostałyby przekazane Iranowi (taki scenariusz jest dla Izraelczyków pewny, biorąc pod uwagę zakres współpracy Rosjan i Irańczyków). W ten sposób Izrael pozbawiłby się kluczowego elementu własnej obronności.

W OSTATNICH WYWIADACH dla amerykańskich mediów sprawę komentował Beniamin Netanjahu, były premier, a obecnie lider opozycji. Potwierdził, że Izrael skazany jest na współpracę z Rosją w Syrii. Dodał jednak, że rozważyłby to, czy Izrael może zrobić więcej dla Ukrainy w zakresie zbrojeń. Kiedy? „Gdy obejmę urząd” – obiecał Netanjahu.

W ten sposób kwestia Ukrainy staje się wątkiem (choć małym) w wyborczej kampanii, która rozgrzewa nastroje w Izraelu. Na wtorek 1 listopada zaplanowano wybory do Knesetu – piąte z kolei od kwietnia 2019 r. W poprzednich koalicja Jaira Lapida i Naftalego Bennetta wyrzuciła Beniamina Netanjahu z politycznej orbity, teraz jednak ma on szansę na powrót, o czym świadczy przewaga jego partii Likud w sondażach.

W izraelskim systemie o zwycięstwie decyduje jednak to, kto stworzy silną koalicję rządową, a w tym momencie nie jest to jasne. Wiadomo, że o sukcesie dużych partii zdecydują te najmniejsze. W tym sensie na ostatniej prostej powszechny był pogląd, że wybory – ich wynik miał być znany po zamknięciu tego numeru „Tygodnika” – mogą przynieść niespodzianki.

JEDNO JEST PEWNE: aby je wygrać, Netanjahu potrzebuje wsparcia skrajnej partii prawicowej. Największą jest w tej chwili Zionut HaDatit (Religijna Partia Syjonistyczna), w której skład wchodzi inna mniejsza partia, Otzma Jehudit (Żydowska Siła), na czele z Itamarem Ben Gwirem. To znany radykał słynący z podżegania do nienawiści do izraelskich Arabów, Palestyńczyków i osób wszelakich odmienności. Jego ugrupowanie jest nacjonalistyczne, religijne i mocno wspierające osadnictwo na Zachodnim Brzegu.

Ben Gwir zapewne nie poprzestałby na małym – i w przypadku zwycięstwa Netanjahu dostałby stanowisko w rządzie. To groźna sytuacja dla liberalnych niereligijnych Izraelczyków, dla mniejszości i dla izraelskich Arabów. A także dla kwestii pokoju w regionie. ©

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 45/2022

W druku ukazał się pod tytułem: Pomoc, niemoc i wybory