MICHAŁ SOWIŃSKI: Czym są izby pamięci?
Wojciech Kucharski: Niestety, wciąż nie mają definicji prawnej w ramach ustawy o ochronie zabytków i ustawy o muzeach. Izby mogą przybierać najróżniejsze formy – to miejsca, w których przechowywane jest dziedzictwo kulturowe: materialne i niematerialne. Funkcjonują zazwyczaj w oparciu o pracę wolontariuszy i działają przy różnych instytucjach, takich jak stowarzyszenia, gminne ośrodki kultury, szkoły, a czasem także przy parafiach. Chociaż nie są formalnie muzeami, spełniają podobną rolę, gromadząc materialne świadectwa historii oraz przedmioty, które dla lokalnej społeczności mają sentymentalne i tożsamościowe znaczenie i są częścią ich kulturowego dziedzictwa. To miejsca, które pomagają lokalnej społeczności przypominać sobie o swoich korzeniach, o tym, co w ich kulturze jest wyjątkowe i cenne.
Co można w nich znaleźć?
Zwykle przedmioty codziennego użytku, jak sprzęty domowe, fotografie, dokumenty, listy, a także pamiątki rodzinne, które przechowywane z pokolenia na pokolenie stają się namacalnym dowodem dawnego życia. Ich główną cechą jest właśnie to, że mimo nieoficjalnego charakteru pełnią ważne funkcje edukacyjne i kulturalne. Warto dodać, że izby pamięci mają również funkcję ochrony zabytków i edukowania młodszych pokoleń, co przyczynia się do wychowywania w szacunku do tradycji, historii i korzeni danej społeczności.
Jakie są motywacje ludzi tworzących izby pamięci?
Motywacje są bardzo osobiste, często wynikają z poczucia obowiązku oraz głębokiej więzi z miejscem. W większości przypadków są to osoby, które odczuwają silne przywiązanie do lokalnej historii, mają potrzebę przynależności do tego miejsca i czują obowiązek ochrony lokalnego dziedzictwa. To pasjonaci, którzy traktują historię jak coś żywego, pełnego emocji i niezmiernie ważnego. Oczywiście są otwarci także na gości z zewnątrz.
Odczuwają dumę?
W pozytywnym tego słowa znaczeniu – inkluzywną, otwartą na innych. Rok 1945 na Ziemiach Zachodnich to punkt zwrotny w dziejach, wielki reset historii. Niemniej twórcy izb zawsze uwzględniają dziedzictwo poprzednich mieszkańców tych regionów. Rozumieją, że powojenne osadnictwo nie odbywało się na surowym korzeniu, tylko w miejscu, które było zdefiniowane przestrzennie, kulturowo oraz często w wyniku działań wojennych bardzo zniszczone.
Patrząc na mapę izb, widać wyraźnie, że historia i powojenna geopolityka ma tu duże znaczenie.
Oczywiście. Pamięć o przeszłości napotyka wiele problemów – np. jak świętować zakończenie II wojny światowej w takim Wrocławiu. Przecież trudno z perspektywy tego miejsca mówić o „wyzwoleniu”. Przez wiele lat, a nawet dekad odbywał się proces „oswajania” tego miasta przez napływową ludność, która przede wszystkim przybyła z Kresów, ale także z innych regionów Polski, przywożąc ze sobą swoje tradycje i pamięć. Te dwa elementy się tu spotykają i są warte ocalenia.
O tym spotkaniu opowiadają izby?
Większość izb wytwarza przestrzeń dla unikatowego dialogu między ludźmi a krajobrazem, który odziedziczyli po poprzednich pokoleniach. Izby pamięci pomagają im łączyć historię własnych przodków z historią nowego miejsca. W ten sposób pozwalają ludziom zaakceptować dziedzictwo poprzednich mieszkańców, tworząc przy tym własne narracje. Dodatkowo, izby pamięci na tych terenach pomagają oswoić się z trudnymi momentami historii, takimi jak wysiedlenia czy zmiany granic, które miały ogromny wpływ na życie codzienne.
Kiedy powstawały pierwsze izby?
Na przełomie lat 70. i 80. w ramach czegoś, co dzisiaj nazywamy archiwami społecznymi, czyli w oparciu o nagromadzone już eksponaty. Ludzie nie wiedzą, co mają zrobić z lokalnymi pamiątkami, pojawia się ktoś, kto zaczyna je zbierać – i tak powstaje pierwsza kolekcja, później poszerzana o kolejne obiekty. Często są to rzeczy znalezione w opuszczonych domach – sprzęty, wyposażenie gospodarcze, a nawet pamiątki z czasów przedwojennych, pozostawione przez poprzednich mieszkańców. Ludzie nie chcą tego wyrzucać – te przedmioty często stanowią pomost między dawnymi a nowymi mieszkańcami. Jest też trzeci typ eksponatów, związany z powojennymi doświadczeniami i osobami ważnymi dla lokalnych środowisk, jak nauczyciele, kapłani czy liderzy opozycji, wreszcie tzw. zwykli ludzie, których potomkowie nie mają sentymentu do przedmiotów związanych ze swoimi przodkami, ale nie chcą ich po prostu wyrzucić. W ten sposób izby pamięci stają się miejscem, gdzie spotykają się różne warstwy lokalnej historii. Czasem nawet tej dawniejszej – z poprzednich stuleci, również obiekty archeologiczne. Z nimi jest duży problem, bo często pozbawione są kluczowego do interpretacji kontekstu, bez którego pełny opis nie jest możliwy.
Izb w całym kraju jest ponad 350 – które z nich są najciekawsze, najbogatsze?
Jedną z najbardziej emblematycznych jest izba pamięci w Kątach Wrocławskich. To izba „uniwersalna”, gdzie znajdują się wszystkie typowe dla takich miejsc przedmioty – od poniemieckich sprzętów codziennego użytku po pamiątki przywiezione przez osadników ze Lwowa, dokumenty, np. świadectwo czeladnicze, ulotki. Znaleziono tam archiwum fotograficzne z lat 50. i 60. – kolekcję 5 tysięcy zdjęć na szklanych kliszach, czyli w technologii jeszcze przedwojennej. Na tych zdjęciach można zidentyfikować niemalże wszystkich ówczesnych mieszkańców tej miejscowości. Znajduje się tam też działający mechanizm zegara wieżowego z lat 20. XX w.

Inny przykład?
W Bogacicy na Opolszczyźnie izba zlokalizowana jest w Chałupce Starzików i świetnie uchwycono w niej moment przełomu. Opolszczyzna w ogóle jest specyficzna, bo tam nie doszło do pełnej wymiany ludności, jak w innych regionach, ani nie nastąpiła rekatolicyzacja, bo większość ludności nie była protestancka. Dzięki temu mamy tu do czynienia z wyraźniejszą ciągłością historii. Dla odmiany izba w Brzegu Dolnym opowiada historię zakładów chemicznych „Rokita”, które miały olbrzymi wpływ na tę miejscowość. Lokalna społeczność uwzględniła także fakt, że w ich regionie znajdowała się filia obozu Gross-Rosen – doświadczenie okupacji niemieckiej stało się istotną częścią ich dziedzictwa kulturowego. Inny przykład to „Wioska kolejarzy” w Miłkowicach tematycznie związana z techniką kolejnictwa, ale także szeroko pojętą „kulturą kolejarską”.
Izby to zazwyczaj inicjatywy oddolne – jakiego wsparcia potrzebują?
Ważne jest wsparcie przede wszystkim w dwóch obszarach: ochrony samego dziedzictwa oraz jego popularyzacji. W zakresie ochrony najważniejsze jest przekazanie wiedzy na temat właściwego przechowywania i ewidencjonowania eksponatów. Trzeba sobie też zadać pytanie o status prawny kolekcjonowanych przedmiotów – aby pozyskiwać je legalnie, potrzebne są dokumenty przekazania. A jeśli już posiadamy rzeczy, co do pochodzenia których niewiele wiemy, to trzeba przynajmniej próbować je jakoś wewnętrznie zalegalizować. Problemem jest to, że dziedzictwo przechowywane w izbach nie jest chronione prawnie – dlatego nawet najprostsza ewidencja jest tu bardzo przydatna. Profesjonalne katalogowanie nie jest łatwe, dlatego my dajemy tę wiedzę i umiejętności.
A samo przechowywanie?
Wiemy, że wiele z tych przedmiotów przetrwało na strychach i w piwnicach przez dziesiątki lat, więc nie oczekujemy, że w izbach będą panowały od razu warunki ściśle muzealne – odpowiedni poziom wilgotności, naświetlenia czy temperatury. Ważne jest, aby warunki były możliwie stałe, nawet jeśli nie do końca właściwe. Często sugerujemy kupno higrometru i termometru, żeby monitorować warunki przechowywania. Można też w prosty sposób zadbać o przechowywane eksponaty – np. papierowe, które są szczególnie narażone na zmiany wilgotności powietrza.
Jeszcze zostaje kwestia promowania i udostępniania.
Wiele izb to rodzaj lamusa – magazynu, gdzie gromadzi się po prostu różne rzeczy. I ma to oczywiście swoje plusy – dziś pojęcie chmury czy tagowania jest w muzealnictwie bardzo na czasie. Jednak w takich zbiorach brakuje kontekstualizacji, a także jakiejś idei przewodniej – po co te przedmioty są tam przechowywane. Mamy np. 9 żelazek, 4 pralki i 150 sztućców. Tu kapelusze, tam ubrania i instrumenty muzyczne, w jakimś pudle mnóstwo dokumentów... Zwiedzający wchodząc do takiego lamusa może być zachwycony jego atmosferą, ale tak naprawdę nie wie, na co właściwie patrzy. A bez tego umyka nam szansa na nawiązanie dialogu, zostaje tylko doświadczenie estetyczne.
Izby mają potencjał na zbudowanie opowieści?
To są de facto minimuzea narracyjne – dziś taki właśnie model jest dominujący. W oparciu o te przedmioty codziennego użytku można opowiadać lokalne historie. To, co wydaje się drobiazgiem – np. zabawka z kiosku Ruchu czy mydło lub papierosy z banderolą z lat 80. – dla mieszkańców ma ogromną wartość symboliczną. Wokół takich przedmiotów można budować pogłębione narracje. To może być historia życia codziennego, zakładu pracy, ale również historia wielkich przełomów społecznych czy cywilizacyjnych. Na podstawie takich właśnie przedmiotów można rekonstruować rzeczywistość naszych przodków. W większości nie pozostawili oni po sobie wielu konkretnych dokumentów, pozostając niemymi dla historyków, albo pozostawili dokumenty, które nie są przechowywane w archiwach, więc historyk nigdy ich nie wykorzysta. Izby dają głos takim bohaterom i przedmiotom, pozwalając włączyć ich w narracje o przeszłości. To gest fundamentalnie demokratyczny. Suma izb pamięci ma więc szanse zmienić proporcje w tych dużych narracjach historycznych. I w drugą stronę – wielkie procesy mają zawsze swoją lokalną specyfikę, o której należy przypominać.
Co ważne, takich obiektów duże muzea zazwyczaj nie zbierają – bo jakie muzeum narodowe ma w kolekcji papierosy Silesia z lat 60.? Albo rolki papieru z oryginalną banderolą? Tymczasem dziś to już zabytki, a za kilka dekad staną się bezcenne.
Dlatego ich status prawny ma szczególne znaczenie.
Wiele izb działa jako stowarzyszenia, które przyjmują pamiątki bez formalnych dokumentów przekazania, w swoich początkach działalności nawet nie rejestrowały darczyńcy. To tykająca bomba. 20 lat temu, gdy ktoś wyrzucał stary komputer Atari, nie zastanawiał się nad tym, a dziś taki sprzęt zyskuje wartość kolekcjonerską. Największe problemy dotyczą obiektów militarnych i archeologicznych, które formalnie wymagają zgłoszenia do służb konserwatorskich. De facto izby nie powinny w ogóle posiadać takich obiektów. Z kolei duże muzea nie chcą ich przyjmować, bo nie mają na nie miejsca. Jesteśmy w trakcie poszukiwania rozwiązań prawnych tego typu problemów.
Jaka przyszłość czeka izby pamięci?
Współpracujemy z Narodowym Instytutem Muzeów w celu stworzenia formalnego statusu regionalnych izb pamięci. To umożliwiłoby im korzystanie z opieki prawnej i infrastrukturalnej bez nakładania muzealnych wymogów, które w przypadku izb są zazwyczaj niewykonalne. Propagujemy model wypracowany w Kątach Wrocławskich, gdzie izbę prowadzi się w oparciu o trzy podmioty: lokalne stowarzyszenie, które jest twórcą i kustoszem kolekcji; lokalny samorząd wspierający to stowarzyszenie w kwestii infrastruktury, ale także finansowo i promocyjnie; wolontariuszy prowadzących izbę, mających swoją pracę, ciężko więc o stałe godziny otwarcia, a bez tego trudno umawiać np. lekcje historii dla szkół. Trzecim podmiotem byłaby instytucja taka jak nasza, czyli profesjonalny ośrodek zajmujący się kulturą i historią, mający wiedzę i umiejętności w prowadzeniu muzeów i działaniach popularyzacyjnych. W Kątach Wrocławskich podpisaliśmy właśnie taką trójstronną umowę na stworzenie mikromuzeum. Ten układ doskonale tam się sprawdził i funkcjonuje od 2021 r. Uważamy dzisiaj to miejsce za izbę modelową.

WOJCIECH KUCHARSKI – zastępca dyrektora ds. naukowych Ośrodka „Pamięć i Przyszłość”. Historyk i archeolog, zajmuje się historią średniowiecza i czasów najnowszych, szczególnie religijnością, historią Kościoła i relacjami dyplomatycznymi PRL ze Stolicą Apostolską.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.





















