Dwa miliardy dwieście milionów dolarów wysysają rocznie gzy z amerykańskich krów – na tyle szacuje się straty tamtejszego biznesu kowbojskiego związane z ukąszeniami wszelkiego rodzaju muszego paskudztwa. Wiem, że każdy, nawet niemiły mi owad ma swoje miejsce w ogólnej ekonomii zbawienia (czy też porządku natury, jeśli kto woli Boga w to nie mieszać), bioróżnorodność jest najwyższym dobrem i należy się martwić, że much w kuchni jest o połowę mniej niż kiedyś.
Ale doprawdy, zdarza mi się przepracować upalną dniówkę w winnicy położonej obok stadniny i kiedy wracam pełen bąbli, zanoszę ku niebu psalm pogryzionego: wielbi cię moja dusza, Stworzycielu najlepszego ze światów, ale te gzy to byś może jednak sobie zabrał z powrotem.
W oczekiwaniu na właściwą reakcję wyższych pięter bytu ludzie z parteru kombinują prowizorki. Nie wiem, jak kowboje oszacowali wartość owych strat wywołanych owadami, była to bowiem tylko informacja kontekstowa w sylwetce japońskiego biologa, który dostał nagrodę Ig Nobla za dowód, iż pomalowanie krów w biało-czarne paski na podobieństwo zebry istotnie zmniejsza liczbę ukąszeń. Zapewne paski polaryzują światło w sposób, który zaburza gzom percepcję i dezorientuje w locie. Nareszcie polaryzacja ma jakieś sympatyczne znaczenie! Czekam na szerokie zastosowanie wynalazku w naszych hodowlach, bo na japońską – wielbioną w kręgach wtajemniczonych – wołowinę ani mnie stać finansowo, ani mentalnie, bowiem ściąganie antrykotu taki kawał drogi wydaje mi się aberracją. Podobnie jak z Argentyny, cokolwiek byśmy o umowie z Mercosurem sądzili (a sądzimy dobrze – choćby dlatego, że przeciw niej protestuje PSL). Tym bardziej to bez sensu, że od pewnego czasu nauczyliśmy się w Polsce hodować najlepsze rasy mięsne z naszego kawałka świata, jak choćby Limousine.
Co robią Ig Noble w kuchni
Na palące potrzeby europejskiego modelu żywienia odpowiada inne wyróżnione w tym roku Ig Noblem w dziedzinie fizyki studium. Jako najlepiej poinformowani w kwestiach okołospożywczych czytelnicy w Polsce, znacie je z tych łamów już od stycznia: chodzi o przeważnie włoski zespół badawczy z Drezna, który z tęsknoty za godziwym jedzeniem wyliczył model gotowania makaronu cacio e pepe o optymalnej gęstości i konsystencji. Już wtedy wyczułem, że jeszcze o tych uczonych będzie głośno i sprawa wcale nie jest tylko śmieszna. Jak zresztą większość nagrodzonych Ig Noblem pomysłów – wedle słów inicjatora nagrody, chodzi o badania, które z początku budzą tylko śmiech, ale po bliższym przyjrzeniu się ukazują niebłahe konsekwencje.
Tej jesieni czeka mnie sporo lektur, żeby zrozumieć, w jakie to istotne znaczenia są brzemienne pozostałe Ig Noble – w prawie każdej dziedzinie nagroda bezpośrednio albo pośrednio dotyczy kuchni i jedzenia. Spróbuję sobie uzmysłowić, co wynika z faktu, iż jaszczurki w Togo wybierają spośród wielu opcji pizzę z czterema serami; rozważę też, czy dodatek teflonu do jedzenia to skuteczny sposób na schudnięcie. Jedna z nagród nie wymaga za to dłuższego namysłu – ekipa z Holandii przeprowadziła naukowy dowód, że spożycie niewielkiej ilości alkoholu znacznie wspomaga posługiwanie się językiem obcym (w badaniu był to język niderlandzki; ach, jakże bym chciał go znać, by swobodniej rozmawiać o serach z Alexem sprzedającym kosmicznej jakości lutjewinkel oraz goudę ze swojego cheese-trucka na targach wokół Warszawy).
Cóż, żadna to nowość, że alkohol rozwiązuje język i ośmiela nas społecznie – czy też, patrząc od innej strony, luzuje hamulce, co raz jest zbawienne i pozwala się cieszyć życiem, a czasem ma bardzo żałosne skutki (o tym traktuje inny Ig Nobel – ten o nietoperzach, które po spożyciu alkoholu tracą zdolność nawigacji). Używanie substancji działających na system nerwowy jest, co nieraz tu powtarzamy, częścią każdej ludzkiej kultury, a nasz system nerwowy jest ewolucyjnie przyzwyczajony do niewielkich dawek alkoholu (w Berkeley wyliczono, że szympansy, jedząc sfermentowane owoce, przyswajają ok. 14 g czystego etanolu dziennie). Żeby nie szukać dalej, religia nasza używa w swej liturgii chleba i wina (a nie np. źródlanej wody). Częścią kultury są też reguły i obostrzenia, czasem bardzo surowe, oraz potępienie braku umiaru, o czym w obecnej codzienności całkiem żeśmy zapomnieli. To zaś rodzi cykliczne odruchy opamiętania, czasem w swoim świętym zapale może zbyt radykalne i utopijne. Ale obecna sytuacja w Polsce wręcz dojrzała do odtrucia lekką utopią.
Kto jest w awangardzie prohibicji
Zakaz sprzedaży detalicznej alkoholu przez parę nocnych godzin nie wydaje się zresztą pomysłem radykalnym. Warstwę polityczną skandalu w Warszawie dobrze wyłożył w tym numerze „Tygodnika” Marek Kęskrawiec. Tu tylko zauważmy, iż wedle solidnych źródeł z łona partii rządzącej faktyczny włodarz Warszawy utrącił inicjatywę nie z powodu machinacji lobbystów, tylko dlatego, iż ponoć „nienawidzi lewactwa”. Jest w tym o tyle sens, że w Warszawie utrudniać nocny dostęp do wódki i piwa chcą głównie środowiska lewicowe.
I to jest najciekawszy aspekt tej sprawy – ta zamiana miejsc w awangardzie prohibicji. Jeszcze sto lat temu krucjaty trzeźwości były przeważnie „prawicowe” – głęboko zakorzenione w religii, stanowiły dobry przykład przełożenia kazań niedzielnych wprost na powszednie prawo. Czy to jedyna pochodnia wiary, którą dzisiejsza lewica podniosła z ziemi, po tym jak Kościół przestał mieć znaczenie w polityce?
To ważne pytanie, ale nie umiem na nie odpowiedzieć. Zajmę się lepiej jaszczurkami i pizzą. Aha, pomożecie mi na przyszły sezon znaleźć do pracy koszulę w paski jak u zebry? Rozmiar L, proszę.

Placek limonkowo-cukiniowy
Niedawno piekliśmy tu ciasto, które za swego rodzaju strukturalną bazę miało buraka. Dziś skorzystajmy z tego, że łatwo o cukinie z pola. Te najmniejsze warto zjeść pieczone albo krótko usmażone po pokrojeniu w zgrabne talarki. Ale jeśli się nam trafią brzydsze albo trochę większe egzemplarze (ale nie takie półmetrowe!), zróbmy kolejne aromatyczne ciasto z warzywnym wypełniaczem.
- 200 g cukinii
- 250 g cukru
- 2 limonki
- 1 cytryna
- 80 ml oliwy
- 3 jajka
- 300 g gęstego jogurtu (ok. 270 ml)
- 250 g białej mąki
- łyżeczka proszku do pieczenia
- pół łyżeczki sody
- duża szczypta soli
- 150 g cukru pudru na lukier
Ścieramy cukinię na grubej tarce. Owijamy mocno w pieluchę tetrową lub inną ścierkę o luźnym splocie i naprawdę mocno wyciskamy z niej zieloniutką wodę. W misce ucieramy palcami cukier ze skórką startą z cytryny i jednej limonki, aż powstanie bardzo aromatyczny „piasek”. Dolewamy stopniowo oliwę, potem rozkłócone jajka i wreszcie jogurt. Mieszamy ręcznie trzepaczką, aż powstanie jednolita mieszanina, i dodajemy cukinię. Następnie idą mąka, proszek, soda i sól. Po uzyskaniu gładkiej masy przelewamy ją do brytfanki o rozmiarach ok. 20x30 cm wyłożonej papierem do pieczenia, który wysmarowaliśmy masłem. Pieczemy w 180 stopniach 35-40 minut, aż się delikatnie zrumieni i pod lekkim naciskiem będzie sprężyste.
Polewamy lukrem uzyskanym z wymieszania cukru pudru z sokiem z limonek i cytryny, posypujemy skórką startą z jednej limonki.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















