Reklama

Hypermilerzy chcą ratować świat

Hypermilerzy chcą ratować świat

18.06.2008
Czyta się kilka minut
Na przykładzie Stanów Zjednoczonych widać dobrze paradoks globalny: mimo że coraz lepiej potrafimy oszczędzać energię, potrzebujemy jej coraz więcej.
M

Mimo optymistycznych prognoz wydobycia ropy naftowej nie ma już wątpliwości, że lata naftowej prosperity minęły. W ciągu ostatnich 10 lat cena ropy naftowej wzrosła prawie dziesięciokrotnie. Zapowiedzi analityków finansowych nie napawają optymizmem, a prognozowanie jej cen na koniec tego roku przypomina wróżenie z fusów, niemniej co do jednego panuje zgoda - tańsza już nie będzie.

15 proc. zarobków na benzynę

Jak z tym problemem radzi sobie kraj, którego bez samochodu nie potrafimy sobie wyobrazić? Pierwszym, co rzuca się w oczy europejskiemu podróżnikowi, tuż po wyjściu z portu lotniczego w Nowym Jorku czy Atlancie, jest wielkość samochodów. Są potężne. Taksówki wyglądają jak wyrośnięte na drożdżach, a ukochane przez Amerykanów SUV, czyli nasze terenówki, mają wielkość średnich pojazdów opancerzonych. Przeciętny rodzinny amerykański samochód to 6-cylin­drowy sedan albo minivan. Każdy z co najmniej 3-litrowym silnikiem i odpowiednio wysokim zużyciem paliwa.

Wzrost cen ropy sprawił, że samochód, który 10 lat temu tankowaliśmy za 21 dolarów, w kwietniu tego roku wymagał już 68 dol. To duży wydatek dla przeciętnej rodziny, tym bardziej że najczęściej gospodarstwa domowe dysponują dwoma, a czasami nawet trzema pojazdami. Na domiar złego planowanie urbanistyczne miast i przedmieść w dobie taniego paliwa sprawiło, że dzienne odległości pokonywane przez kierowców są dużo większe niż w Europie.

Przeciętny Amerykanin wydaje na paliwo 4 proc. swoich przychodów, co nie wydaje się dużą sumą, ale już w stanach Środkowego Zachodu, gdzie pokonywane odległości są dużo większe, a dochody mniejsze - wydatki sięgają nawet 15 proc. dochodów ("New York Times").

Koniec ery paliwożerców

Gdy cena benzyny przekroczyła magiczną granicę 3 dolarów za galon, konsumenci masowo zaczęli przechodzić na mniejsze, oszczędniejsze pojazdy. General Motors - producent największych, paliwożernych SUV tylko w pierwszym kwartale 2008 roku odnotował stratę 3,25 mld dolarów, co zmusiło firmę do zamknięcia

4 wielkich montowni. Sprzedaż terenówek tej firmy spadła aż o 37 proc., forda - 25 proc., a toyoty tundra aż o 31 proc. Biorąc pod uwagę, że samochody te wciąż kupuje wojsko, straż graniczna czy pożarna, można odnieść wrażenie, że przeciętny Amerykanin na widok dużego samochodu odwraca się z niesmakiem. Era wielkich paliwożernych pojazdów skończyła się na dobre.

Sprzedaż małych i oszczędnych fordów focus wzrosła w maju tego roku o 53 proc., a minisamochodów Smart aż o 63 proc. Co ciekawe, do łask wróciły także oszczędne, używane pojazdy z małymi silnikami, takie jak wyśmiewany jeszcze niedawno 3-cylin­drowy geo metro, który jest tak oszczędny, że można go porównywać z hybrydową hondą czy toyotą. Sprzedaż samochodów hybrydowych wzrosła w marcu o 10 proc., gdy tymczasem samochodów o napędzie tradycyjnym spadła o 5,4 proc., a półciężarówek aż o 18 proc. Przeciętny Amerykanin odczuwa już mocno ceny paliwa i reaguje, odwiedzając dealerów samochodowych.

Z górki z wyłączonym silnikiem

Zmianę mentalności ludzi widać zresztą nie tylko podczas zakupów samochodów. Gazety i strony internetowe pełne są artykułów zachęcających do oszczędności, podając "10 cudownych sposobów na zmniejszenie zużycia paliwa", od najprostszych i najbardziej oczywistych, jak przestrzeganie ograniczeń prędkości i utrzymywania odpowiedniego ciśnienia w oponach, po te bardziej wyszukane, jak wyłączanie silnika w czasie zatrzymywania się samochodu na czerwonym świetle. Powstało nawet nowe zjawisko społeczne - grupa Hypermilerów - ludzi, którzy za punkt honoru postawili sobie uczynienie swojego samochodu i swojego stylu jazdy oszczędnym do granic możliwości. Najoszczędniejsi z nich wyłączają nawet silniki w czasie jazdy z góry czy w czasie jazdy za ciężarówką, która zmniejsza opór powietrza.

Także prawodawstwo stanowe nie pozostało w tyle. Wiele stanów wprowadziło ograniczenia czasu pracy samochodu w czasie postoju. W Kalifornii za samochód włączony na postoju dłużej niż 5 minut zapłacimy 500 dol. kary, w New Jersey możemy tak stać już tylko 3 minuty, a za każdą kolejną zapłacimy odpowiednio 100, 200, 500 i 1500 dol. mandatu. Dla ludzi, którzy pilotem zapalają samochód na parkingu tylko po to, by się schłodził, musi być to nieludzkie rozporządzenie. Wiele stanów wprowadziło też ustawy zmierzające do zmniejszenia emisji CO2. Kalifornia - najbardziej zaludniony stan - do 2016 roku zamierza ograniczyć emisję dwutlenku węgla aż o 30 proc. Wywołało to zresztą spór z władzami federalnym, które uznały prawo to za zbyt restrykcyjne. Można odnieść wrażenie, że szeroko pojęta ochrona środowiska staje się coraz częściej zarzewiem konfliktów.

Wszystkie te działania zmierzają do zmniejszenia zużycia energii pochodzącej z paliw kopalnych. Wygląda na to, że powoli, acz skutecznie zużycie paliwa przez statystycznego mieszkańca USA będzie się zmniejszać. Jest to zresztą proces, który trwa już od wielu lat. W 1980 roku wytworzenie 1 dolara dochodu narodowego brutto USA kosztowało 4,4 kWh, w 2004 roku już 2,63 kWh, a wedlug prognoz EAI (Energy Administration Information) w 2030 wyniesie tylko 1,7 kWh. Jednocześnie rosnąca populacja doprowadzi do ogólnego 30-procentowego wzrostu energii, a wraz z nim emisji CO2 i zanieczyszczeń.

Sensowna alternatywa

Na przykładzie tego jednego z najbardziej zaawansowanych technologicznie krajów dostrzec można łatwo, że pomimo wielu działań nie tylko rządowych, ale też oddolnych inicjatyw obywateli niezależnie od wydajności energetycznej ilość zużywanej energii będzie tylko rosła.

Co to oznacza w skali naszej planety? Niezależnie od optymalizacji zużycia energii i tak czeka nas wyczerpanie się jej źródeł. W odleglejszej perspektywie czasowej pozostaje więc tylko jedna opcja - energia odnawialna. Niestety, sprawność elektrowni wodnych, wiatraków, baterii słonecznych i energii geotermalnej pozostawia jeszcze wiele do życzenia. Poza tym są to działania kosztowne i oparte na nieprzewidywalności pogody.

Jednak nie są to problemy nie do rozwiązania. Ceny tych urządzeń byłyby dużo niższe, gdyby wprowadzono ich masową produkcję, być może subsydiowaną przez rząd. Co chwila czytamy o kolejnych usprawnieniach ogniw słonecznych podnoszących ich sprawność. Te urządzenia powoli stają się sensowną alternatywą dla paliw kopalnych. No i mają wielką zaletę - po pierwszym wydatku związanym z zakupem ich eksploatacja kosztuje naprawdę niewiele. Rozsądne powiązanie elektrowni wiatrowych, baterii słonecznych na każdym dachu i ele­ktrowni atomowych dałoby odetchnąć atmosferze i dałoby nam jeszcze trochę czasu, do momentu, w którym pojawiłyby się zupełnie nowe źródła energii. Już dziś pracuje się nad nimi w laboratoriach.

Pytanie, czy nas na to stać w sensie mentalnym. Ameryka nie wpadli w panikę przy cenach paliwa, jakie my płaciliśmy kilkanaście laty temu (ok. 2,20 zł/litr). Nie przypominam sobie takiej paniki w Polsce. Czy ktokolwiek wśród rządzących podjął wówczas działania zmierzające do uniezależnienia się Polski od coraz droższych paliw kopalnych? Gdy następnym razem ujrzymy na ulicy sprowadzonego z USA używanego jeepa cherokee z 4-litrowym silnikiem, pomyślmy o tym przez chwilę.

Piotr Siergiej - inżynier, grafik komputerowy. W Stanach Zjednoczonych mieszkał 10 lat.

Napisz do nas

Chcesz podzielić się przemyśleniami, do których zainspirował Cię artykuł, zainteresować nas ważną sprawą lub opowiedzieć swoją historię? Napisz do redakcji na adres redakcja@tygodnikpowszechny.pl . Wiele listów publikujemy na łamach papierowego wydania oraz w serwisie internetowym, a dzięki niejednemu sygnałowi od Czytelników powstały ważne tematy dziennikarskie.

Obserwuj nasze profile społecznościowe i angażuj się w dyskusje: na Facebooku, Twitterze, Instagramie, YouTube. Zapraszamy!

Newsletter

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]