Reklama

Woda w rzece to woda stracona

Woda w rzece to woda stracona

02.11.2020
Czyta się kilka minut
ARTUR FURDYNA, ekolog wód płynących: Musimy zmienić nasze podejście do obiegu wody – najważniejsze jest odstąpienie od ułatwiania wodzie spływania ze zlewni.
„Requiem dla Warty i Cybiny” – rzek, które wysychają pod wpływem rekordowych susz – w wykonaniu Poznańskiej Orkiestry w ramach Malta Festival. Poznań, lipiec 2020 r. / MAREK ZAKRZEWSKI / PAP
P

PIOTR SIERGIEJ: Mamy jesień, spore opady, a mimo to o suszy w Polsce mówimy od co najmniej siedmiu lat. Jak to jest z tą suszą?

ARTUR FURDYNA: Każdego roku w Polsce spada mniej więcej tyle samo deszczu. Problemem jest sposób, w jaki te opady się pojawiają. Zmiany klimatu sprawiają, że deszcze padają inaczej niż dawniej – długotrwałe okresy bezdeszczowe przeplatane są zjawiskami podobnymi do układów monsunowych, gdy nagle pada bardzo intensywnie. Dodatkowo mamy przejawy opadów punktowych, gdzie na małych obszarach spada bardzo duża ilość wody. Przykładem najbardziej obrazowym jest małopolski Łapanów, gdzie wiosną tego roku na niewielkim obszarze wystąpił opad ponad 1000 mm. To są ilości deszczu, które gwarantują pokrycie okolicy warstwą wody. W takim przypadku żadne próby skutecznych działań przeciwpowodziowych nie będą efektywne. Tak intensywny, krótkotrwały opad sprawia, że woda spływa szybko po powierzchni, a efekt nawodnienia gleby jest mniejszy, szczególnie na terenach monokultur rolniczych. Podobnie w miastach, uszczelnione powierzchnie to wzrost ryzyka podtopień, jednocześnie strata opadów jako uzupełnienia wód w gruncie.

Przeciętny obywatel może nie dostrzegać niedoborów wody. W końcu wszyscy mamy dostęp do czystej wody pitnej. Czy zatem powinniśmy się martwić nadchodzącą suszą?

Jak najbardziej. Należy bardzo ostrożnie podchodzić do zasobów wód podziemnych, z których czerpiemy wodę pitną. Do celów spożywczych sięgamy po głębsze warstwy wodonośne.

Jeśli jednak będziemy pobierać więcej wody, niż się odnawia w warstwie wodonośnej, to możemy mieć problem.

Czy istnieje zagrożenie, że wyczerpiemy te zasoby?

Tak. Mało tego, mamy mnóstwo przykładów w Polsce, gdzie beczkowozy dowożą wodę do picia. Od pewnego czasu prawie nie korzystamy w tym celu z wód powierzchniowych. Teraz sięgamy po zasoby głębokie. Jest w nas nierozsądna cecha – wydaje nam się, że planeta jest niewyczerpana. Prawda jest zupełnie inna.


Zalania po gwałtownej burzy. Centrum handlowew Warszawie, sierpień 2020 r. / MATEUSZ MAREK / PAP

Jak możemy chronić wodę powierzchniową? Czy udrażnianie rzek, budowa wielkich zbiorników retencyjnych to dobra recepta na niedobory wody?

To przykłady leczenia objawowego, które jest mało skuteczne. Wielkie zapory to spektakularny obraz, ale bardzo fałszywy. Musimy raczej zmienić nasze podejście do obiegu wody – kluczowe jest odstąpienie od ułatwiania wodzie spływania ze zlewni. Musimy zatrzymać wodę tam, gdzie spadła. Ona powinna wsiąkać w grunt. Nie wolno tworzyć powierzchni szczelnych, które przyspieszają spływ wody, zamiast uzupełniać zasoby wody podziemnej. Zmiany klimatu już wydłużyły okres wegetacyjny o około trzydzieści dni. A jest to okres, w którym naturalne parowanie jest większe o 10 proc. Stąd, pomimo takiej samej ilości opadów, mamy niedobór albo inaczej – suszę. Dobra wiadomość jest taka, że na parowanie mamy wpływ. Możemy ograniczyć te straty metodami rolniczymi. Pomagają pasowe nasadzenia drzew pomiędzy polami, które chłodzą i chronią przed wysuszającymi wiatrami. Możliwości jest wiele.

A co z wodą, którą złapiemy w tych wielkich zbiornikach?

Zbiorniki wielkiej retencji to tworzenie iluzji. Woda z takich zbiorników, żeby pomogła rolnikowi, musi zostać przepompowana z powrotem na pole. To są potężne koszty. Takie działania uzależniają rolnika od sztucznego systemu nawadniania. Widziałem podobne rozwiązania w Australii, gdzie dodatkowo taką dostawę wody sprywatyzowano. Czy to jest dopuszczalne, żeby tworzyć sztuczny system, w którym rolnik będzie finansowo uzależniony? Może jest to zamiar zmonetyzowania zasobów wspólnych?

Prowadzone jest również oczyszczanie rowów melioracyjnych czy odmulanie. Czy to skuteczne metody?

Melioracja w obecnym wydaniu to pogarszanie sytuacji. Zlewnie rzek pocięte są tysiącami kilometrów rowów melioracyjnych, co sprawia, że woda z gleby ucieka. To nierozsądne podejście. Czasami nieuprawianie niektórych obszarów ziemi jest przejawem dbałości o wodę. Często meliorujemy obszary podmokłe, położone nisko w dolinie czy w obniżeniu terenu. Takie działania tylko pogarszają sytuację. Naszym celem powinno być utrudnianie wodzie ucieczki. Melioracja prowadzi do dalszego osuszania. To błędne koło i niezrozumienie istoty problemu.

Zamiast tego jest wola wydawania gigantycznych pieniędzy na wielkie obiekty i stwarzanie tym samym zagrożeń dla społeczeństwa. Chciałbym, by rolnik mógł dostać pieniądze za udostępnienie części gruntu dla retencji. Ale dzisiaj nie dostanie on dopłaty na renaturyzację, natomiast na studnię głębinową już tak. Za wodę w tym przypadku musi zapłacić. Państwo zaczyna się uwłaszczać na zasobie, który jest podstawowym zasobem wspólnym. To niebezpieczny kierunek. ©


FOT. ARCHIWUM PRYWATNE

ARTUR FURDYNA jest absolwentem Akademii Rolniczej w Szczecinie (specjalność ichtiologia i ekologia wód). Od 20 lat zajmuje się ochroną i renaturyzacją ekosystemów rzecznych na Pomorzu Zachodnim. Działacz społeczny, współpracuje od lat m.in. z FZ „Gaja”, WWF Polska i Eko-Unią.

Galeria zdjęć

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

za studnie tak - za retencję nie, doskonale oddaje absurd działania władzy i jej zwyczajne nieudacznictwo - ale czy to coś nowego?

"wystąpił opad ponad 1000 mm" - tu jest chyba literówka? Dużą część rowów melioracyjnych zrobiono w PRL-u. Osuszenie gruntów na wiosnę, po śnieżnej zimie, pozwalało wydłużyć okres wegetacji (sucha ziemia szybciej się nagrzewa). Obecnie rolnictwo jest wydajniejsze, klimat się zmienił - chyba czas je zasypać? Gdybyśmy jeszcze trochę mniej mięsa jedli to mniej pól uprawnych by było potrzeba. A ktoś wie jak wygląda sprawa w lasach? Jak obecna gospodarka przyczynia się do retencji lasów?
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]