Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Humor i sprawy poważne

Humor i sprawy poważne

13.05.2017
Czyta się kilka minut
Cztery książki, w tym trzy, po które mogą sięgnąć nie tylko dzieci i nastolatki, ale czytelnicy w każdym wieku.
W

WIEK: 7+
Heinrich Hoffmann, ZŁOTA RÓŻDŻKA, CZYLI BAJKI DLA NIEGRZECZNYCH DZIECI, ilustracje Justyna Sokołowska, ART Egmont, Warszawa 2017
„Złota różdżka” (w niemieckim oryginale „Der Struwwelpeter”) Heinricha Hoffmanna (1809–1894) to zbiór dydaktycznych wierszyków, które chętnie bywają przytaczane jako przykład opresyjnej metody wychowawczej naszych przodków. Rózga (tu eufemistycznie nazwana „różdżką”), rzemienna „dyscyplina”, „placenta” i inne brutalne narzędzia miały przymusić dzieci do posłuszeństwa. Tłumaczone na wiele języków wiersze Hoffmanna, nobliwego lekarza psychiatry, zawdzięczają długowieczną sławę potężnej dawce absurdu. W tych rymowankach kara za drobne dziecięce przewiny jest tak drastyczna i niewspółmierna do występku, że musi budzić śmiech. I tak Juleczek za ssanie kciuka ukarany zostanie obcięciem paluszków, a kaprysy Michasia przy posiłku kończą się nagłą śmiercią głodową...
Groteskowy humor „Złotej różdżki” zaowocował dziesiątkami naśladownictw – powstały liczne „pedagogiczne” wierszowane połajanki, w których wyolbrzymione do absurdu okrucieństwo stwarzało efekt komiczny. I taka też jest nowa książka wydawnictwa Egmont – zawarto w niej współczesne wersje hoffmannowskich przestróg, napisane przez szóstkę polskich autorów (Annę Bańkowską, Karolinę Iwaszkiewicz, Zuzannę Naczyńską, Adama Pluszkę, Michała Rusinka i Marcina Wróbla). Nazwisko Hoffmanna na okładce stwarza wrażenie, że mamy do czynienia z przekładem oryginału, podczas gdy są to jedynie swobodne wariacje na temat „Struwwelpetera”, z użyciem współczesnych realiów i rekwizytów. Niektóre rytmiczne i zręczne, inne mniej udane, ale wszystkie śmieszne.
Na uwagę zasługuje znakomita, nowoczesna oprawa graficzna książki autorstwa Justyny Sokołowskiej – proste, ikoniczne obrazy świetnie oddają niegrzeczny charakter książki. Na dzień dobry wita nas piracka bandera z trupią czaszką – „Krwawy Roger” z wywalonym różowym jęzorem. Czaszka i skrzyżowane piszczele są praktycznym kartonowym szablonem – można go wyrwać i zrobić z niego (niegrzeczny) użytek. Przedmowa Michała Rusinka objaśnia fenomen popularności XIX-wiecznych rymowanek. Wszystkich zainteresowanych dziełem Hoffmanna odsyłam także do arcyciekawego eseju Janusza Dunina, który towarzyszy reprintowi petersburskiego wydania „Różdżki” z roku 1883 („Struwwelpeter, Stepka-Roztrepka, czyli Złota Różdżka. Z dziejów jednej książki”, Verso, Łódź 2003).

WIEK: 9+
Serge Bloch, Frédéric Boyer, BIBLIA. WIELKIE OPOWIEŚCI STAREGO TESTAMENTU, przeł. Tomasz Swoboda, Dwie Siostry, Warszawa 2017
Imponujące przedsięwzięcie wydawnicze, wielkie rozmachem... i rozmiarem. Obrazkowa „Biblia” Blocha i Boyera w miękkiej oprawie waży przeszło dwa kilogramy – ma grubość i format niegdysiejszej książki telefonicznej. Można by ją nazwać biblijnym komiksem, gdyby nie to, że słowo „komiks” niezasłużenie obrosło w pogardliwy, protekcjonalny kontekst, który tutaj nie znajduje uzasadnienia. Jest to bowiem książka (księga?) bardzo wysokiej artystycznej klasy, dzięki ilustracjom Serge’a Blocha, wybitnego ilustratora francuskiego.
Trzydzieści pięć przypowieści ze Starego Testamentu przełożono na język obrazu i opatrzono esencjonalnym, prostym tekstem, który zachowuje fabularną wierność oryginałowi, ale operuje współczesną składnią i zrozumiałym dla dziecka językiem. Ambitne edytorskie przedsięwzięcie nie ma nic wspólnego z biblijnym kiczem adresowanym do dzieci, którego pełno w księgarniach. Niezliczone „opowieści biblijne dla dzieci” z reguły infantylizują i trywializują treści Starego/Nowego Testamentu, oferując coś na kształt „Smerfów” w biblijnej scenografii. Przemoc i krzywdę, której w Piśmie Świętym niemało, pomija się lub ubiera w eufemizmy, spieszcza i koloruje pstrokatymi barwami. Tymczasem „Biblia” Blocha i Boyera opracowana jest z respektem dla ducha i litery Starego Testamentu, a mistrzowska klasa rysunku rozstrzyga o tym, że treści trudne i brutalne pozbawione są wulgarnej dosłowności. Wyrafinowane w swojej prostocie grafiki Blocha mają siłę metafory. Okrucieństwo biblijnych rzezi w interpretacji artysty nie przypomina teksańskiej masakry piłą mechaniczną. Klasę ilustratora można poznać choćby przyjrzawszy się Pieśni nad Pieśniami – zmysłowy erotyzm tego fragmentu Biblii oddany został z niezwykłym taktem i wrażliwością. Na czarno-biały konturowy rysunek Bloch nakłada delikatne, pastelowe tekstury, rastry i koronki, nadając mu archaiczny wdzięk.
Ta obrazkowa Biblia jest odpowiednia dla dzieci, ale nie tylko do nich adresowana. W istocie jest pięknym przedmiotem, godnym uwagi czytelnika w każdym wieku. Historie biblijne, opowiedziane dzisiejszym językiem, stają się (niepokojąco) aktualne. W interpretacji Blocha i Boyera zyskują współczesny, aktualny wydźwięk. Niesprawiedliwość, pycha, upadek, wygnanie, ofiara, miłość... – to dzieje się tu i teraz. Autor tekstu, Frédéric Boyer, pisarz i tłumacz, kierował pracami nad nowym tłumaczeniem Pisma Świętego na język francuski. Jest także autorem francuskiego przekładu Księgi Rodzaju.
Znajomość Biblii w domach polskich katolików nie jest ani głęboka, ani powszechna. To niezwykłe wydanie stwarza szansę na mądre popularyzowanie treści biblijnych wśród dzieci i rodziców.

WIEK: 12+
Evelyne Brisou-Pellen, DWÓR. LIAM I MAPA WIECZNOŚCI, przeł. Przemysław Szczur, Widnokrąg, Piaseczno 2017
Przygodowa książka w chłopięcym guście – pozbawiona „opisów przyrody”, napisana esencjonalnym, surowym stylem, niczym scenariusz gry komputerowej. Wartka akcja, mroczny gotycki klimat, liczne zagadki – to spodoba się nastoletnim czytelnikom.
Bohater, Liam, jest 15-letnim rekonwalescentem, który ma za sobą ciężką terapię onkologiczną. Przybywa do dworu – ponurego sanatorium, gdzie ma dojść do siebie po wielu miesiącach walki z chorobą. Przywieziony przez zagadkowego taksówkarza chłopiec powoli oswaja się z niecodzienną scenerią dworu. Gmach wydaje się być skansenem – nie ma tu prądu ani telefonów, a pensjonariuszy obowiązuje zakaz przekraczania muru otaczającego dom. Pozbawiony kontaktu z rodzicami Liam pociesza się, że „sanatoryjny” pobyt nie potrwa długo. Jego kondycja poprawia się znacząco, posiłki są pyszne i obfite, wokół rozciąga się wielki park... i tylko pacjenci dworu budzą zdumienie. Wyglądają jak przebierańcy i plotą androny, toteż Liam szybko dochodzi do wniosku, że sanatorium ma oddział psychiatryczny, a jego sąsiedzi dotknięci są szaleństwem. W miarę upływu czasu Liam zaczyna domyślać się, że to, co brał za majaki chorej wyobraźni, jest w istocie prawdą. Bardzo szczególną prawdą...
Książka jest pierwszą odsłoną serii, tom drugi niebawem. Tego rodzaju przygodowy horror z romantycznym wątkiem z pewnością znajdzie wielu wdzięcznych odbiorców. Mankamentem jest niechlujne tłumaczenie – podczas lektury potykamy się o zdumiewające lapsusy translatorskie, których nie odsiała niedbała redakcja.

WIEK: 14+
Bonnie-Sue Hitchcock, ZAPACH DOMÓW INNYCH LUDZI, przeł. Grzegorz Komerski, Jaguar, Warszawa 2017
Dojrzały, błyskotliwy debiut, obsypany nagrodami i nominowany do Carnegie Medal, tudzież innych, równie prestiżowych splendorów. Książka, którą zarówno nastoletni czytelnicy, jak i rodzice przeczytają z jednaką przyjemnością.
Bonnie-Sue Hitchcock jest dziennikarką, jej rodzina od czterech pokoleń mieszka na Alasce. Akcja powieści rozgrywa się w latach 70., a w retrospekcji przywołuje także lata 60., kiedy to Alasce nadano status stanu (wcześniej było to „terytorium USA”). Wśród bohaterów powieści oprócz białych Alaskan są Atabaskowie i Inuici (Indianie i Eskimosi). Autorka przez wiele lat przygotowywała dla radia reportaże z życia rdzennych mieszkańców Alaski – ich specyficzne obyczaje przeniosła do książki. Jeśli pamiętacie telewizyjny serial „Przystanek Alaska”, to lektura zyska dodatkowy walor – rozpoznacie w niej tę samą egzotykę zimnej amerykańskiej prowincji i fascynujący koktajl ekscentrycznych typów ludzkich.
Anglojęzyczne książki dla młodych czytelników nader często osadzone są w jakiejś anonimowej krainie Wszędzie/Nigdzie – w miejscu bez właściwości, które służy jedynie za sztafaż dla perypetii nastoletnich bohaterów. Tutaj jest inaczej – od pierwszej, silnie odwołującej się do zmysłów sceny mamy poczucie, że wylądowaliśmy w dziwnym miejscu, które niełatwo oswoić. Jedynie uczucia i emocje okazują się uniwersalnym kluczem: upokorzenie, krzywda, ucieczka i młodzieńcza miłość mają tę samą temperaturę w Polsce i na Alasce.
Czterowątkowa powieść była pierwotnie zbiorem odrębnych opowiadań, za namową wydawcy związanych jedną fabularną nicią. Na fabułę składają się portrety czworga nastolatków: Ruth, Dory, Alyce i Hanka. Dziewczęta dorastały w niewielkiej osadzie Birch Park, Hank trafi tam zrządzeniem losu. Każde z bohaterów ma za sobą trudne doświadczenia rodzinne i na swój sposób ucieka.
Ruth, osierocona w dzieciństwie, powierzona została opiece surowej, pobożnej babki, która tępi u wnuczki wszelkie przejawy niefrasobliwości. Purytańskie, zimne wychowanie nie uchroni jednak przed panieńską ciążą. I chociaż alaskańska prowincja ma pobłażliwy stosunek do pozamałżeńskich dzieci, to babka bez słowa odsyła ciężarną Ruth do odległego klasztoru w Kanadzie, gdzie siostry zakonne pośredniczą w adopcji nieślubnych noworodków.
Z kolei Dora ma co prawda oboje rodziców, ale wolałaby ich nie mieć. Skrzywdzona przez ojca pijaka i pozostawiona sama sobie przez pijącą matkę, eskimoska dziewczyna zostaje przygarnięta przez sąsiadów – Atabasków. Wraz z nimi wyrusza na letni obóz rybacki za kołem podbiegunowym, gdzie indiańskie rodziny polują, łowią łososie i robią zapasy na cały rok. Dopiero tam, setki kilometrów od ojca, Dora czuje się bezpieczna. Ale radość nie trwa długo...
W porównaniu z Dorą życie Alyce wydaje się beztroskie, choć i ona ma dylemat lojalności wobec rozwiedzionych rodziców. Utalentowana tancerka, chce podjąć naukę w szkole baletowej. Problem w tym, że egzaminy odbywają się w czasie wakacji, kiedy to dziewczyna zwykła spędzać lato z ojcem na pokładzie kutra rybackiego, przy połowie i patroszeniu ryb. Alyce nie ma odwagi powiedzieć ojcu o swoich planach. Podczas rejsu na morzu 16-latka ratuje z opresji obcego rówieśnika.
I wreszcie czwarty bohater, Hank – uciekinier z domu. Wraz z dwoma młodszymi braćmi zakradł się na prom, który płynie do kontynentalnej części Stanów. Nie mają pieniędzy i podróżują na gapę. Chłopcy uciekli od matki i jej nowego partnera – nieokrzesanego prostaka, którego nie są w stanie zaakceptować. Podczas rejsu prom zostaje otoczony przez orki. To rzadkie widowisko przyciąga uwagę Sama – średniego brata. Chłopak samotnie wychodzi na pokład i... znika.
Wszystkie te cztery historie krzyżują się parokrotnie w drobnych epizodach, aby na koniec spotkać się i domknąć. Jest w tym element indiańskiej magii, alaskańskiego fatum i hollywodzkiego happy endu. Elementem, który spaja cztery wątki, są często przywoływane przez autorkę zapachy, przechowujące wspomnienia i emocje bohaterów. Zapach cedrowych desek, krwi, wody kolońskiej zabitego przez tsunami ojca. Zapach stęchlizny i wystygłej wilgoci, wielorybiego tłuszczu, mokrego torfu, sklepu z używaną odzieżą Armii Zbawienia... I jakkolwiek niewielkie mamy pojęcie o alaskańskiej prowincji w latach 70., te zmysłowe, sensualne opisy dają nam wyobrażenie o surowej egzystencji w małym miasteczku na końcu świata, gdzie zima trwa – jak ciąża – dziewięć miesięcy.
Są i inne pożytki – z książki dowiadujemy się o zupełnie niehollywoodzkiej biedzie, o szczególnym stosunku mieszkańców Alaski do połowów i polowań, a także o kulturowych różnicach pomiędzy etnicznymi grupami zamieszkującymi Alaskę. Przede wszystkim jednak jest to pierwszorzędna literatura – szczera, przejmująca proza. Warto mieć paczkę chusteczek na podorędziu. ©

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]