Hummus z mielonką

Opowiadający o pierwszej intifadzie film Izraelczyka Yariva Horowitza jest raczej kolejną brutalną opowieścią inicjacyjną niż świeżym spojrzeniem na beznadziejny konflikt.
Czyta się kilka minut
Scena z filmu „Rock the Casbah” / Fot. vivarto
Scena z filmu „Rock the Casbah” / Fot. vivarto

W 1982 r. brytyjska grupa punkowa The Clash nagrała słynną piosenkę „Rock the Casbah”, by zaprotestować przeciwko cenzurowaniu zachodniej muzyki rockowej w porewolucyjnym Iranie. W zabawnym teledysku można było zobaczyć, jak ortodoksyjny Żyd wespół z Arabem w arafatce podrygują na koncercie w rytm rzeczonego utworu. Po latach ta wywrotowa piosenka nabrała nieco innego wydźwięku: stacja radiowa amerykańskich sił zbrojnych nadawała ją, by zachęcić żołnierzy do „rozbujania kasby”, między innymi podczas wojny w Zatoce Perskiej.

Za chwilę do kin trafi debiutancki film Yariva Horowitza „Rock the Casbah”, rozgrywający się w Strefie Gazy podczas pierwszej intifady. Tu piosenki The Clash słuchają z magnetofonu młodzi izraelscy rekruci, którzy przyjeżdżają na ówczesne terytoria okupowane, by zaprowadzić porządek.

Dziwnie się ten film ogląda po dwudziestu pięciu latach od przedstawianych wydarzeń, kiedy ciągle jeszcze dymią zgliszcza po ostatnim ostrzale Gazy. Tak jakby od porozumień w Oslo nic się nie zmieniło – ten sam nierówny rozkład sił, ta sama nienawiść i strach po obu stronach, taki sam polityczny klincz. Filmowy punkt wyjścia jest symboliczny: po tym, jak jeden z żołnierzy zostaje zabity przez palestyńskich chłopców za pomocą zrzuconej z dachu pralki, izraelski patrol zaczyna okupować inkryminowany dach w poszukiwaniu zabójcy, miejscowi zaś robią wszystko, by obrzydzić żołnierzom ich misję.

Twórcy filmu starają się ze wszystkich sił oddać panujący w Gazie chaos. Nawet błaha zaczepka może stać się zarzewiem regularnej wojny; nawet kilkulatek w koszulce z napisem „Maccabi Tel Aviv” jest potencjalnym terrorystą. Na ulicach eksplodują wojskowe samochody, wiszą kukły z gwiazdą Dawida, lecą kamienie i cegłówki, podczas gdy druga strona przeprowadza swój codzienny rytuał upokarzania starców, zastraszania kobiet i dzieci.

Horowitz, który w latach 90. był fotografem wojskowym, pokazuje konflikt z perspektywy młodych ludzi wysłanych na bezsensowną wojnę. „Co my tu robimy?” – zastanawia się retorycznie młody dowódca oddziału. „Czyj to jest hummus? Czyj kraj?” – pytają jego podwładni podczas wizyty w palestyńskim barze. Wszak wojskowa mielonka z puszki smakuje podle, a po drugiej stronie linii frontu czekają stęsknione dziewczyny.

Z mieszaniną arogancji i ignorancji okupanci palestyńskiego dachu narażają gospodarza domu na oskarżenia o kolaborację, przygarniają bezpańskiego psa (zwierzę uchodzące w islamie za nieczyste) i nazywają go imieniem Arafat, a podczas łapania winnego zabójstwa nie przywiązują zbytniej wagi do jego rzeczywistej tożsamości, bo podejrzani są wszyscy.

Okupowani odpłacają im pięknym za nadobne, kiedy podsyłają pod dom osła z wymalowaną na bokach izraelską flagą, albo gdy na każdym kroku raczą okupantów homofobicznymi przekleństwami. Wojna u Horowitza wygląda czasem jak szczeniacka zabawa.

Film „Rock the Casbah” pozbawiony jest jednak anarchizującego ducha piosenki The Clash. To przede wszystkim kolejna brutalna opowieść inicjacyjna, skupiona wokół traumy, jaką jest śmierć towarzysza broni i bliskie spotkanie z wrogiem, który wbrew oczekiwaniom posiada ludzką twarz. Nikt nie domaga się od kina cudownych recept na uzdrowienie sytuacji między Palestyńczykami i Izraelem, jeśli jednak powstaje kolejny film o tej tematyce, powinien zaproponować bardziej odświeżające spojrzenie na ten konflikt. Była już „Boska interwencja” Elii Suleimana, był „Paradise Now” i „Omar” Hany Abu-Assada, był „Walc z Baszirem” Ariego Folmana, a także „Drzewo cytrusowe” i „Mój przyjaciel wróg” Erana Riklisa czy „Śruba” Shiry Geffen. Tymczasem „Rock the Casbah”, pomimo buńczucznego tytułu, niemal dokumentalnej faktury i udziału palestyńskich aktorów, jest kolejnym izraelskim filmem utwierdzającym nas w poczuciu bezsilności i beznadziei.


„ROCK THE CASBAH” („Rock Ba-Casba”) – reż. Yariv Horowitz, scen. Gay Meirson i Yariv Horowitz, zdj. Amnon Zlayet, muz. Assaf Amdursky, wyst. Yon Tumarkin, Yotam Ishay, Roy Nik, Iftach Rave, Henry David i inni. Prod. Izrael/Francja 2012. W kinach od 22 sierpnia.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 34/2014