Reklama

Proces dwunastu

Proces dwunastu

18.10.2019
Czyta się kilka minut
Mijają dwa lata od referendum niepodległościowego i październik w Katalonii znowu jest gorący.
Zamieszki po wyroku hiszpańskiego Sądu Najwyższego, Barcelona, 17 października 2019 r. / Fot. Jeff J. Mitchell / Getty Images
W

W ostatnich dniach na ulice wyszły setki tysięcy Katalończyków. Okupują tory i autostrady, maszerują i strajkują. Nad Barceloną unoszą się dymy z płonących barykad i samochodów. Nocami toczą się uliczne bitwy, w których policja używa pałek, broni gładkolufowej i rozpędzonych furgonetek, a zamaskowani młodzi – kamieni, koktajli Mołotowa i puszek z kwasem. A także rakiet z petardami, z których celują w policyjne helikoptery. Są setki poszkodowanych, przynajmniej jedna osoba straciła oko od gumowej kuli.

Sto lat samotności

Zaczęło się w poniedziałek 14 października, kiedy w Madrycie ogłoszono wyrok w najważniejszym procesie w historii demokratycznej Hiszpanii. Siedmiu sędziów Sądu Najwyższego, po przesłuchaniu 422 świadków, jednogłośnie orzekło w sprawie dwunastu katalońskich polityków i działaczy niepodległościowych. A w pewnym sensie – w sprawie 2 mln 286 tys. Katalończyków, którzy dwa lata temu głosowali w referendum.

Najwyższą karę otrzymał były wicepremier katalońskiego rządu Oriol Junqueras: 13 lat więzienia za podżeganie do buntu (sedición) i malwersację środków publicznych. Za to samo na 12 lat więzienia skazani zostali trzej byli ministrowie katalońskiego rządu: Raül Romeva, Jordi Turull i Dolors Bassa. Za podżeganie do buntu, ale bez malwersacji, ukarano też byłą marszałek katalońskiego parlamentu Carme Forcadell (11 i pół roku więzienia), byłych ministrów Josepa Rulla i Joaquima Forna (po 10 i pół roku) oraz liderów katalońskich organizacji niepodległościowych Jordiego Sàncheza i Jordiego Cuixarta (po 9 lat). Zsumowanie wszystkich kar daje efektowną liczbę 99 i pół roku.

O wiele łagodniej sąd potraktował oskarżonych, którzy odpowiadali z wolnej stopy. Byli ministrowie Santi Vila, Carles Mundó i Meritxell Borràs zostali skazani za niepodporządkowanie się prawu (desobediencia): każdy z nich na 20 miesięcy zakazu sprawowania funkcji publicznych i 10 miesięcy grzywny o dziennej kwocie 200 euro.

Sąd nie przychylił się do argumentacji Prokuratury Krajowej, która w działaniach dziewięciu oskarżonych dopatrywała się buntu z użyciem siły (rebelión) i żądała dla nich od 17 do 25 lat więzienia. Nie zgodził się też z oskarżycielem ludowym (acusación popular, instytucja charakterystyczna dla prawa hiszpańskiego), czyli skrajnie prawicową partią Vox, która uznała sądzonych za zorganizowaną grupę przestępczą i domagała się dla nich kar od 24 do 74 lat więzienia.

Haczyk i świstek

Całość wyroku zajmuje 493 stron maszynopisu. Sąd ocenił, że choć w październiku 2017 r. w Katalonii doszło do „bezdyskusyjnych aktów przemocy”, nie była to przemoc wystarczająca do skazania za bunt z użyciem siły. Oskarżeni nie chcieli siłą obalić ustroju, a jedynie zmusić Madryt do negocjacji; wszak zaraz po deklaracji niepodległości władze Katalonii podporządkowały się decyzji rządu centralnego o zawieszeniu autonomii regionu. „Wystarczyła publikacja kilku stron w Dzienniku Ustaw, aby cały spisek został definitywnie przecięty” – przypomniano w wyroku. Stwierdzono też, że katalońscy politycy oszukali pełnych nadziei obywateli, a ci dali się złapać na „haczyk w postaci głosowania”.

Skąd więc wyrok za „podżeganie do buntu”? W opinii sądu manifestacja z 20 września 2017 r. i, kilka dni później, zachowanie głosujących w lokalach referendalnych, nie były zwykłymi akcjami obywatelskiego protestu, a „burzliwym powstaniem, do którego oskarżeni (...) zachęcali, aby metodą faktów dokonanych i siłą fizyczną zamienić decyzje sądowe w świstek papieru”. Co do zarzutu malwersacji, udowodniono, że czworo oskarżonych przekierowało ponad 250 tys. euro ze środków publicznych na organizację nielegalnego referendum.

Sąd Najwyższy wypowiedział się też na temat obywatelskiego nieposłuszeństwa, „prawa do decydowania” i prawa do samostanowienia – haseł, na które często powoływali się oskarżeni oraz ich obrońcy. Obywatelskie nieposłuszeństwo uznał za „niezbywalne dziedzictwo dojrzałej kultury politycznej”, ale wyznaczył jego granice: „nikt nie może przyznać sobie monopolu na interpretację tego, co jest legalne”, i utrudniać realizacji postanowień sądowych tylko dlatego, że uważa je za niesprawiedliwe. „Bo jaką to daje ochronę tym, którzy mogliby skorzystać z owych postanowień, lub tym, którzy je podzielają i uważają za sprawiedliwe?” – pytali retorycznie sędziowie. „Prawo do decydowania” według hiszpańskiego trybunału „nie istnieje”: nie ma go ani w prawie hiszpańskim, ani międzynarodowym, ani „żadnej europejskiej konstytucji”. Z kolei prawo do samostanowienia „należy czytać w kontekście”, a już na pewno nie dotyczy ono Katalonii, której niepodległości żąda tylko część obywateli.

Republika z siedzibą w Waterloo

Wyrok nie musi oznaczać, że katalońscy liderzy spędzą długie lata za kratami. Już teraz mogą starać się o złagodzenie warunków odbywania kary, a niedługo – o zwolnienia warunkowe. Mają też szansę – jeśli nie dziś, to w przyszłości – zostać ułaskawieni przez króla. Wreszcie: mogą odwołać się do Trybunału Konstytucyjnego, a później do Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu.


Czytaj także: Rekonkwista na nowy wiek: korespondencja Pauliny Maślony z Terrasy i Barcelony


Na razie jednak siedzą w celach. Tymczasem najważniejszy aktor katalońskiego dramatu (lub farsy, w zależności od punktu widzenia), były premier Carles Puigdemont, ma do dyspozycji willę na luksusowym osiedlu w belgijskim Waterloo, gdzie gości dziennikarzy, wydaje przyjęcia i przewodniczy zebraniom samozwańczej Rady Republiki. I choć wydano za nim Europejski Nakaz Aresztowania – na parę dni trafił nawet do niemieckiego aresztu – nie udało się go sprowadzić do Hiszpanii. Belgijskie i niemieckie sądy robiły trudności, więc, w obawie przed międzynarodową kompromitacją, sędzia śledczy Pablo Llarena cofnął nakaz. Wznowił go kilka godzin po ogłoszeniu wyroku w „procesie dwunastu”. W odpowiedzi Puigdemont sam stawił się na belgijskim komisariacie. Prawdopodobnie ścigana będzie też szóstka innych katalońskich polityków przebywających na „uchodźstwie” – w Belgii, Szkocji i Szwajcarii.

Żółte szaliki

Władze Katalonii od początku mówiły o „więźniach politycznych” (hiszpańskie media: o „uwięzionych politykach”) i snuły historyczne analogie ze sprawą Lluísa Companysa – katalońskiego premiera, który w 1934 r. ogłosił powstanie Państwa Katalońskiego, za co został skazany na 30 lat więzienia, a po wojnie domowej na karę śmierci. Dziwnym trafem wyrok w „procesie dwunastu” ogłoszono w przeddzień rocznicy rozstrzelania Companysa, co oczywiście wykorzystał Puigdemont. 15 października na Twitterze umieścił wpis po angielsku: „Tego dnia 79 lat temu wykonano egzekucję na moim poprzedniku. Faszystowski reżim Franco użył prawa i trybunałów, aby to uczynić. [Companys] został wybrany przez naród, Franco był kryminalistą, który wygrał wojnę domową. Nigdy nie zapomnimy”.

Wcześniej aktualny minister spraw zagranicznych Katalonii (owszem, jest taka teka) wydał oświadczenie, w którym kary więzienia dla dziewięciu liderów nazywa „błędem o historycznym znaczeniu, który nie rozwiązuje problemu, a jedynie go pogłębia”. I zaapelował: „Społeczność międzynarodowa musi pełnić aktywną rolę w rozwiązaniu konfliktu między Katalonią a Hiszpanią. Nikt nie powinien pozostać obojętnym na tego rodzaju naruszanie praw podstawowych”.

Już dwa lata temu, po pierwszych aresztowaniach, na katalońskich balkonach i latarniach zawisły żółte wstążki i transparenty z hasłem „Uwolnić więźniów politycznych”. Modne stały się żółte szaliki i apaszki (największą kolekcję ma Puigdemont), regularnie odbywały się czuwania i manifestacje poparcia dla oskarżonych. Pewne było, że wyrok wzbudzi wielkie emocje, więc jeszcze przed jego ogłoszeniem rząd centralny wysłał do Katalonii dodatkowe dwa tysiące funkcjonariuszy policji i żandarmerii. Niby sporo, a jednak za mało.

Agenci, prowokatorzy, sabotażyści

Protesty zaostrzały się z dnia na dzień. W poniedziałek 14 października anonimowa grupa pod nazwą Demokratyczne Tsunami wezwała do okupacji barcelońskiego lotniska, na wzór aktywistów z Hongkongu. Przez aplikację na smartfony rozsyłała fałszywe bilety lotnicze, dzięki którym manifestanci weszli za bramki. Zablokowali też wszystkie drogi dojazdowe („Można się stąd wydostać tylko samolotem” – odpowiadali policjanci na pytania zdezorientowanych turystów). Blokada trwała do późnego wieczora. Potem zaczęły się starcia z siłami prewencji: na lotniskowym parkingu i przed komisariatem hiszpańskiej policji w centrum Barcelony. 

Każdy kolejny wieczór kończył się zamieszkami – także w mniejszych miastach. Za prowodyra uchodzą CDR, czyli Komitety Obrony Republiki – radykalna organizacja, od 2018 r. znajdująca się na celowniku hiszpańskich służb. We wrześniu dziewięciu jej członków aresztowano pod zarzutem terroryzmu, buntu z użyciem siły i posiadania materiałów wybuchowych. Operacja, w której ich rozpracowano, nosiła kryptonim „Judasz”.

Według przecieków ze śledztwa, z członkami CDR potajemnie kontaktował się obecny premier Katalonii Quim Torra. Po pierwszych zamieszkach Torra napisał na Twitterze, że „przemoc nas nie reprezentuje”, ale unikał jasnego potępienia zajść. Dopiero w nocy z 16 na 17 października wystąpił z dwuminutowym orędziem, w którym oświadczył, że „dla wandalizmu nie ma żadnego usprawiedliwienia”, a „ruch niepodległościowy buduje, nie niszczy. Nie jest przeciw nikomu, jest na korzyść wszystkich”. Ale – co podchwyciły i wyśmiały hiszpańskie media – wspomniał też o „grupach agentów i prowokatorów”, psujących wizerunek pokojowego ruchu.

Naprawdę pokojowe były wielotysięczne Marsze Wolności, które wyruszyły w środę 16 października z pięciu miast Katalonii. Do Barcelony dotarły w piątek – w dzień strajku generalnego, przez polityków prawicy nazywanego „sabotażem”.

Siła spokoju

A co na to Madryt? Po decyzji Sądu Najwyższego pełniący obowiązki premiera Pedro Sánchez oznajmił, że „w pełni szanuje i stosuje się do wyroku”, który „musi być wykonany w całości”. Tym samym przeciął spekulacje o szybkim ułaskawieniu skazanych. 16 października, w reakcji na rozruchy, oznajmił, że „umiarkowanie jest siłą”, a „odpowiedź rządu będzie dostosowana do zachowania i decyzji rządu Katalonii”. Zaznaczył przy tym, że „nie wyklucza żadnego scenariusza”. Te zaś sufluje opozycja. Konserwatyści z Partii Ludowej domagają się wprowadzenia w Katalonii stanu wyjątkowego, a liberałowie z partii Ciudadanos – ponownego zastosowania artykułu 155. konstytucji, czyli zawieszenia autonomii regionu. Tylko lewica z Podemos krytykuje wyrok Sądu Najwyższego i apeluje o polityczne rozwiązanie problemu.

Dzień po umiarkowanym wystąpieniu Sáncheza premier Quim Torra zaskoczył nawet własnych współpracowników, zapowiadając w katalońskim parlamencie nowe referendum. „Jeśli za wystawienie urn służących do samostanowienia skazują nas na sto lat więzienia, odpowiedź jest jasna: trzeba będzie znowu wystawić urny służące do samostanowienia”.

Ostatnia odsłona katalońskiego konfliktu przypada na okres wyborczy: 10 listopada Hiszpanie czwarty raz w ciągu czterech lat będą wybierać posłów i senatorów. Socjaliści z PSOE walczą nie tylko o utrzymanie władzy, ale przede wszystkim o poszerzenie elektoratu, tak by móc wreszcie sformować stabilny rząd. Odpowiedź Sáncheza na sytuację w Barcelonie musi więc być dobrze wykalkulowana. Zbyt miękka i zbyt twarda może zrazić wyborców. Na razie w sondażach najbardziej zyskuje odwieczny rywal socjalistów – Partia Ludowa. A także nowi na scenie politycznej populiści-radykałowie z Vox.

Nie mogąc decydować o sobie, Katalonia decyduje o przyszłości Hiszpanii.

Tekst ukończono 18 października

 

Katalonia: kalendarium kryzysu

6-7 września 2017 Kataloński parlament uchwala prawo o referendum niepodległościowym i transformacji ustrojowej; ustawy zostaną prewencyjnie zawieszone przez hiszpański Trybunał Konstytucyjny.

20 września 2017 Hiszpańska żandarmeria przeprowadza w Barcelonie serię zatrzymań i rewizji. Gdy trwa przeszukanie w siedzibie katalońskiego ministerstwa ekonomii, pod budynkiem gromadzi się wielotysięczny tłum, blokując wyjście funkcjonariuszom. Zgromadzeniu przewodniczą Jordi Cuixart i Jordi Sànchez, liderzy najważniejszych organizacji niepodległościowych. ­Bezskutecznie wzywają do pokojowego ­zakończenia protestu. Manifestujący dewastują trzy samochody żandarmerii i zostają rozpędzeni przez katalońską policję.

1 października 2017 Katalończycy głosują w nielegalnym referendum, stawiając bierny opór hiszpańskiej policji i żandarmerii. Według danych rządu Katalonii frekwencja wyniosła 43 proc., 90 proc. oddało głos na „tak”, 8 proc. na „nie”.

10 października 2017 Premier Katalonii Carles Puigdemont ogłasza DUI, czyli Jednostronną Deklarację Niepodległości. Zawiesza ją kilka sekund później, w oczekiwaniu na dialog z rządem centralnym.

16 października 2017 Jordi Cuixart i Jordi Sànchez zostają aresztowani.

27 października 2017 Parlament Katalonii proklamuje niepodległość, a Senat Hiszpanii przegłosowuje uruchomienie art. 155 konstytucji. Na jego podstawie rząd zawiesi autonomię ­Katalonii, rozwiąże lokalny parlament i ogłosi ­wybory (odbędą się 21 grudnia 2017 r.; wygrają ugrupowania niepodległościowe).

30 października 2017 Puigdemont z czwórką współpracowników ucieka do Belgii.

2 listopada 2017 Do aresztu trafia
b. wicepremier Katalonii Oriol Junqueras i ośmiu ministrów rządu Puigdemonta. Później dołączy do nich b. marszałek katalońskiego parlamentu Carme Forcadell.

2 czerwca 2018 Po sześciu miesiącach przepychanek z władzami centralnymi uformowany zostaje nowy rząd Katalonii, a region odzyskuje autonomię.

25 października 2018 Rozpoczyna się proces przed Sądem Najwyższym.

 

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Kalina Błażejowska
Absolwentka dziennikarstwa i filmoznawstwa, autorka nominowanej do Nagrody Literackiej Gryfia biografii Haliny Poświatowskiej „Uparte serce” (Znak 2014). Laureatka Grand Prix Nagrody...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Trudno byłoby mi zaakceptować podział Hiszpanii, jaka znam. Niemniej zachowanie władz w Madrycie uważam za skandaliczne, a drakońskie wyroki hiszpańskiego sądu na ludzi, którzy jedynie realizowali wolę znacznej części społeczeństwa, są sygnałem, ze Hiszpania nie pozbyła się mentalności charakterystycznej dla czasów Inkwizycji. Jeszcze tylko brakuje zastosowania garroty...
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]