Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Historie z aresztu

Historie z aresztu

21.10.2012
Czyta się kilka minut
Ta książka mogłaby nosić tytuł „Proszę wyjść”, ponieważ traktuje o porażce, o niemożności znalezienia języka do opisu świata za kratkami.
C

Chodzenie do więzienia staje się ekscytującą wycieczką”, „odwiedziny przez cały czas niebezpiecznie balansują między turystyką więzienną, niezdrową ciekawością, a chęcią poznania mechanizmów łamania prawa” – przyznaje szczerze Sylwia Chutnik. Autorka czuje się jak turysta na safari, ale musi mieć na tyle rozsądku, by spytać wprost: „Na ile jest się w stanie opisać coś, czego się nie doświadczyło? Czy zmysł współodczuwania wystarczy?”. Najwyraźniej nie, ponieważ na więzienie „trzeba nowej formy, bo tutaj nic do siebie nie pasuje”, nawet jeśli bywa się w nim regularnie co tydzień, prowadząc przez parę miesięcy „warsztaty literackie”.

„Proszę wejść” nie powstało jednak w ich wyniku, lecz raczej obok czy wręcz na przekór. Książka nie jest apoteozą literatury czy w ogóle – sztuki, jej wyzwalającej siły, powinności i możliwości. Wręcz przeciwnie. Mogłaby nosić tytuł „Proszę wyjść”, ponieważ traktuje o porażce, o niemożności znalezienia języka do opisu świata za kratkami. Osadzeni zresztą regularnie przypominają gościom, że będąc z zewnątrz, nie mają szansy na zrozumienie ich życia za murami, co autorka tekstu oraz fotograf Mikołaj Długosz przyjmują z pokorą.

I być może lekcja pokory jest tu najważniejsza. Uwierzyliśmy bowiem zbyt łatwo, że sztuka może nie tylko opisywać rzeczywistość, ale też zmieniać. Artyści wizualni wkraczali na zapomniane podwórka, pisarze pracowali z wykluczonymi. „Proszę wejść” przypomina, że istnieją naturalne ograniczenia tego typu przedsięwzięć, nawet gdy są mało spektakularnymi, pozytywistycznymi i cierpliwie prowadzonymi spotkaniami. Przy okazji, choć może mniej wprost, te „historie nieprawdziwe” pokazują, że myślenie o kulturze jako „projekcie”, na który można zdobyć fundusze w stosownym ministerstwie nie zawsze się sprawdza. Trzeba zresztą zastrzec, że autorzy książki w żadnym miejscu nie deklarują, że zamierzają zmienić losy osadzonych, nie mają wielkich ambicji przekształcania ich świata. Co więc zostaje z cyklu wizyt w warszawskim areszcie na ulicy Rakowieckiej, po wszystkich unikach, nawiasach, cudzysłowach?

Chutnik, znana już przecież jako autorka „Kieszonkowego atlasu kobiet” czy felietonów o byciu współczesną „matką Polką” i wielu innych tekstów, w każdym rozdziale próbuje innego języka. Czasem prostej relacji lub czegoś na kształt eseju, próbuje wcielić się też w skórę dziewczyny czekającej na ukochanego i przybywającej na widzenie z głową pełną romantycznych marzeń. Żadna forma nie wydaje się wystarczająca, żadna nie wystarcza autorce, nie pasuje też do świata aresztu. Najbardziej wiarygodnie brzmią listy pisane do autorów przez więźniów, pozbawione stylizacji, rzeczowe opisy. Są proste, a przez to mocne i „lirycznie humanistyczne”, jeśli oczywiście założymy, że to „historie prawdziwe”.

Fotografie w książeczce wydanej przez Nowy Teatr, należący do warszawskich instytucji kulturalnych nieposiadających siedziby, ale prężnie mapujących swoją okolicę, są równie oszczędne co tekst, równie pozbawione ambicji pełnego opisania świata. Zdjęcia nie pretendują do humanistycznego reportażu, pokazują przestrzenie, a nie ludzi, poprzez detale, takie jak stolik do kawy i papierosów obklejony kobiecymi ciałami: „kubek stawia na gołej dupie, myśląc wtedy o seksie”. Estetyka celi być może bardziej zbliża nas do zrozumienia zamknięcia, niż zrobiłyby to twarze więźniów. Ci zdają sobie sprawę, że na końcu zostaną sami, ze swoimi wyrokami, z marzeniami o wolności, z odliczaniem dni. „Poprawianie fałd, strzepywanie niewidocznych pyłków. (...) Gapienie się na roślinę, która mozolnie pnie się w górę po przygotowanych żyłkach i nitkach”.

Sylwia Chutnik, Mikołaj Długosz Proszę wejść. Więzienie. Historie nieprawdziwe Warszawa 2012, Nowy Teatr

MAX CEGIELSKI (ur. 1975) jest dziennikarzem i pisarzem, stale współpracuje z TVP Kultura, Radiem Roxy i telewizją Ale kino! Opublikował m.in. książki „Masala”, „Pijani bogiem”, „Oko świata. Od Konstantynopola do Stambułu”, „Mozaika. Śladami Rechowiczów”.

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum
Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]