Na czarno-białej fotografii widać dwudziestokilkuletnią kobietę z kosmykiem ciemnych włosów opadających na czoło. W ręku trzyma aparat fotograficzny Rolleiflex. Jego obiektyw to jakby trzecia soczewka okrągłych okularów, za którymi kryją się roześmiane, uważne oczy Lali Aufsberg (1907-1976). Ta najwybitniejsza - obok amerykańskiego fotografa wojennego Raya D’Addario - dokumentalistka urody, szaleństwa, a wreszcie katastrofy dwudziestowiecznej Norymbergi była sprzedawczynią artykułów fotograficznych. W 1938 r., świadoma konieczności rozwijania umiejętności fotograficznych w profesjonalnej szkole, wyjechała do Stuttgartu, a później do Wei-maru, by powrócić już w 1945 roku, na stos gruzów, w jakie zmieniło się miasto niedawnych zjazdów NSDAP. Dla odbudowujących Norymbergę fotografie Lali były nierzadko tym, czym dla Warszawy obrazy Canaletta. Pomogły częściowo odtworzyć utracone piękno, a równocześnie przypominały, że zabieg taki nigdy nie jest do końca możliwy.
Lala Aufsberg jak nikt inny umiała zauważyć - a po trosze i wykreować - atmosferę miasta, które przed wiekami pełniło funkcję jednej ze stolic maleńkiej Frankonii, a jednocześnie całego Cesarstwa Rzymskiego Narodu Niemieckiego. Wchodziła na dachy średniowiecznych budowli, by dostrzec ich rytmiczną geometrię: stożki wież, pinakle, słupy kominów, półkola gontów, kwadraty okien, jasno wykreślone odcinki ulic. Norymberskie wzgórze zamkowe, podzielone rzędami murów, ławek i ścieżek, upodabnia się do późnych obrazów Kazimierza Malewicza. Feerią geometrii jest tonący w słońcu, ale nie tracący wyrazistości szczegółu “Widok z wieży północnej kościoła św. Wawrzyńca na zamek", fotografia wykonana w maju 1939 roku. Albo zaśnieżony “Widok z Sinnwellturm na Heidenturm". Śnieg rozjaśnia masywną przestrzeń miejskich murów i mieszczańskich kamienic, unosząc ją nieco nad ziemię.
Lala Aufsberg ubierała architekturę w światło, przydając późnemu gotykowi południowych Niemiec francuskiej lekkości. W latach 30. odwiedzała najświetniejsze norymberskie świątynie - kościoły św. Sebalda, św. Wawrzyńca, św. Jakuba, Najświętszej Marii Panny, klasztor św. Katarzyny - by zatrzymać w kadrze niepowtarzalną zabawę, jaka codziennie rozgrywa się między kamieniem a słońcem. Okazywało się, że filary mogą podzielić wpadające przez okno światło na pojedyncze smugi, jakby narysowane ręką inżyniera; że sklepienie, w które wbija się świetlna kula, wspina się jeszcze wyżej i potężnieje; że wyłaniające się z mroku twarze na portalu zaczynają opowiadać jakieś historie.
Na tych zdjęciach rozświetleni są także ludzie. Ich słoneczna przejrzystość sprawia, że wydają się jakby nierealni - choć zatrzymani zostali na kliszy w najprostszych, codziennych sytuacjach. Lala Aufsberg uwielbiała norymberskie targi, na które przyjeżdżali chłopi w tradycyjnych frankońskich strojach. Jeden z nich zasnął nad koszami z masłem i jajkami. Inny sprawdza rachunek za chmiel, który sprzedał przed chwilą. Jakaś kobieta stanęła bezradnie przed straganem pełnym warzyw i owoców. Trzy przekupki zagadały się, zapominając na chwilę o klientach. Zwracają uwagę ich nasunięte na czoło chusty, podwinięte rękawy białych bluzek, sute spódnice i kryjące talię fartuchy. Na kolejnym autoportrecie (1935) Lala - oczywiście z nieodłącznym aparatem fotograficznym - ubrana jest w kwiecistą sukienkę, nawiązującą do wzorów ludowych.
Tu pojawia się pewien problem: podobne stroje były wykorzystywane przez propagandę hitlerowską w tworzeniu mitu germańskiego. A przecież artystka z Norymbergi tworzyła swój zwielokrotniony portret miasta w czasie, gdy stolica I Rzeszy zaczynała pełnić funkcję jednego z centrów Rzeszy Adolfa Hitlera. Niewiele wiadomo o tym, jaki był osobisty stosunek artystki do ideologii nazistowskiej (w czasie wojny pracowała jako fotograf). Jednak jej dokumentację Parteitagów (fotografowała norymberskie zjazdy NSDAP w latach 1937 i 1938) trudno by nazwać propagandą. Nie ma w tych zdjęciach nic pompatycznego, napuszonego. Nie działają na oglądającego tak, jak “Triumf woli", dwuznaczne arcydzieło mistrzyni filmu propagandowego Leni Riefenstahl.
Lalę Aufsberg i tutaj zainteresowała ożywcza siła światła mierzącego się z materią. Norymberska ulica Frauentorgraben sfotografowana podczas Parteitagu wygląda jak bulwary paryskie na obrazach impresjonistów. Słońce kładzie się na kapeluszach przechodniów, na przerzuconych przez ramię płaszczach, rozleniwia umundurowanych działaczy, którzy przysiedli na murze, by wypalić papierosa. Nawet monumentalna “Katedra świetlna" Alberta Speera, skonstruowana z pnących się ku górze świateł reflektorów, nabiera pewnej intymności. Może dlatego, że artystka wolała pokazywać ją w idyllicznym otoczeniu natury - jeziora, zarośli, sosen - niż w niebezpiecznym kontekście, dla którego ta ulotna architektura powstała. Ci, którzy zasiedli na Trybunie Zeppelina, zdają się znikać w mroku, zdominowani przez mocny rytm światła za ich plecami. Nie widać mundurów, swastyk na rękawach, rąk podniesionych w hitlerowskim pozdrowieniu. Lala Aufsberg - na dobre i na złe - zdaje się po prostu nie zauważać zwiastunów katastrofy.
Ciekawe, jak oceniała tamte obrazy, fotografując Norymbergę tuż po zakończeniu wojny, gdy zabrakło dachów, ulic, koszów z warzywami, handlarzy w strojach ludowych. Rozsypała się geometria. Nie było nawet światła. Powojenna twórczość Lali Aufsberg to dokumentacja powolnego wychodzenia z chaosu. Oto Most Rzeźniczy w morzu ruin. Dwie wieże kościoła św. Sebalda wyłaniające się z rumowiska. Krata, która pozostała po nieistniejącej już fontannie.
Jedna z ostatnich prac prezentowanych na krakowskiej wystawie to powojenna pocztówka z Norymbergi. Nie widać na niej szkieletów budynków. Mrok nocy zamienił je na chwilę w stateczne sylwetki domów. Nad miastem znów, jak przed wiekami, góruje - oświetlony rzęsiście - zamek cesarski.
NORYMBERGA W OBIEKTYWIE LALI AUFSBERG, Kraków, Międzynarodowe Centrum Kultury; wystawa zrealizowana we współpracy z Urzędem Miasta Norymbergi i Domem Norymberskim w Krakowie; czynna do 31 stycznia 2005.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















