Spółka akcyjna Herbewo Herliczka-Bełdowski-Wołoszyński powstała sto lat temu, w lutym 1924 r. z połączenia firm trzech znanych krakowskich producentów artykułów tytoniowych – Rudolfa Herliczki, Władysława Bełdowskiego i Stanisława Wołoszyńskiego. Nazwę firmy HER-BE-WO utworzyły więc pierwsze litery nazwisk jej twórców.
Firma zajmowała się produkcją tzw. galanterii tytoniowej – zwijek (nazywanych też gilzami albo tutkami) i bibułek papierosowych. Kierowana przez głównego udziałowca, Stanisława Wołoszyńskiego, który nie bał się ryzyka w handlu i w produkcji, stała się jedną z najlepiej zarządzanych fabryk w Polsce i przynoszącą ogromny zysk.

Pierwszorzędny towar
Druga połowa lat 20. i lata 30. to czas wielkiego rozwoju Herbewa. Przemysł tytoniowy był stosunkowo nową branżą. Początkowo palili tylko mężczyźni, dopiero pojawienie się w latach 80. XIX wieku masowo produkowanych papierosów spopularyzowało palenie i z początkiem XX wieku po papierosy zaczęły sięgać także kobiety. Herbewo podążało za trendami. W fabryce przy al. Słowackiego 64 w Krakowie zainstalowano nowoczesne maszyny, które pozwoliły na intensyfikację produkcji.
Przełożyło się to na poważny wzrost zysku i pozwoliło zarządowi na dalsze inwestycje. Na wyniki ekonomiczne miały wpływ zarówno wysoki poziom technologiczny fabryki, jak i bardzo dobra jakość jej wyrobów. Produkowane tutki były nie tylko przyjemne w smaku, ale i eleganckie z wyglądu. Odpowiadały więc gustom bogatszych klientów oraz kobietom. Firma produkowała zwijki (gilzy) Morwitan, Bon-Ton, Antynikotin, El Gamel, Gold-Tipped, Blue Cork, Temida, Herbewo Doré, Korkowe i Filigran, bibułki do papierosów Pobudka, Herbewo i Morwitan, a także bibułki do fajek. Najpopularniejszym produktem Herbewa były zwijki Morwitan. Tworzono je z włókien liści morwy, a tajemnica ich produkcji została prawnie zastrzeżona w Urzędzie Patentowym.

Produkty spółki zostały docenione na Powszechnej Wystawie Krajowej w Poznaniu, gdzie w 1929 r. otrzymały srebrny medal. W 1936 r. w prasie codziennej pojawiły się entuzjastyczne artykuły mówiące o tym, że Morwitan został doceniony przez prezydenta Rzeczypospolitej Ignacego Mościckiego, dla którego papierosy były tworzone z tej właśnie bibułki.
Produkty Herbewa były dystrybuowane w całym kraju przez wielu drobnych sklepikarzy, w dużej części żydowskich. Firma zatrudniała też swoich przedstawicieli, tzw. pomocników podróżujących, których zadaniem było nawiązywanie kontaktów handlowych i poszukiwanie nowych punktów sprzedaży w zaborze rosyjskim, pruskim oraz Królestwie Polskim, a po odzyskaniu niepodległości – na terenie całego kraju. Herbewo otwierało również własne sklepy. Firma utrzymywała wiele międzynarodowych kontaktów, a produkty Herbewa eksportowane były do krajów Europy oraz do Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej, Kanady, Nowej Zelandii i Argentyny. Skrzynie z wyrobami Herbewa trafiały tam w ręce pośredników, którzy rozprowadzali je wśród miejscowych trafik.

Reklama dźwignią handlu
Do ogromnego sukcesu firmy przyczyniła się także dobrze prowadzona reklama. Wystarczy przejrzeć archiwalne wydania prasy codziennej z lat 30. z różnych regionów Polski, żeby przekonać się o sprawności działań promocyjnych firmy. Herbewo współpracowało w tym zakresie z Janem Żmijewskim, który – jak sam się przedstawiał – był technikiem organizacji i propagandy. Żmijewski opracowywał dla Wołoszyńskich hasła reklamowe, projekty reklamowych ogłoszeń prasowych, plakaty oraz różne gadżety. Przygotowywał dla Herbewa pięknie ilustrowane kalendarze kieszonkowe, w których znalazły się rozmaite materiały dotyczące sztuki palenia oraz promujące zwijki i bibułki Herbewa.
Oprócz klasycznych reklam w gazetach pojawiały się także krótkie notki prasowe lub felietony, w których pisano o Herbewie i jego wyrobach. Publikowanie tych krótkich tekstów dziennikarskich było przemyślanym zabiegiem wzbudzającym zaufanie czytelników, bo stanowiło subtelniejszą formę perswazji. Spółka zlecała badania swoich produktów, a wyniki ogłaszała publicznie w reklamach i w formie publikowanych broszur. Szczycono się tym, że badania te potwierdzały wysoką jakość zwijek i bibułek Herbewa.

Swoich klientów spółka nagradzała upominkami: firmowymi torebkami, kalendarzami, szklanymi talerzami na monety, cygarniczkami, zapalniczkami. W 1936 r. wydano też ilustrowane opowiadanie „Powrót do kraju rodzinnego: historia z życia”, którego tematem wiodącym była produkcja tutkarska Herbewa. W opowiadaniu wspominano trzech założycieli spółki i początki jej działalności.
W różnych miastach kraju montowane były reklamy świetlne firmy. Jedna z nich pojawiła się w Warszawie na kamienicy Uruskich u zbiegu ul. Focha (dziś Moliera) i Senatorskiej. Projektantem tej kompozycji był uznany później architekt Zygmunt Stępiński. W miastach kursowały też samochody z wymalowanym logo firmy, które przez głośniki puszczały piosenki oraz ogłoszenia reklamowe Herbewa.

W reklamowaniu produktów firmy zaangażowano nowe medium, jakim był film. W kinach miejskich oraz kinach obwoźnych wyświetlano krótkie filmy, m.in. animowany film niemy „Czar Atlantydy”, udźwiękowione filmy „Zabójca czadu” i „Od Karpat do Bałtyku” oraz kreskówkę reklamową „Morwitan” z Myszką Miki w roli głównej. Nadal można je zobaczyć na stronie internetowej firmy. Do reklamowania produktów Herbewa zatrudniono także gwiazdy światowego kina – Marlenę Dietrich oraz Laurela i Hardy’ego, czyli sławny duet Flip i Flap. W Polsce znany aktor teatralny, kabaretowy i radiowy Leon Wyrwicz miał palić wyłącznie produkty Herbewa, o czym informowały plakaty i kartki pocztowe, a specjalnie napisane dla Herbewa tanga śpiewali Hanka Ordonówna i Eugeniusz Bodo.
Romans Herbewa z kinem trwał jeszcze po II wojnie światowej. Znane produkty spółki pojawiały się bowiem jako rekwizyty w filmach, spektaklach i serialach takich jak „Znachor” i „Stawka większa niż życie”. W 1971 r. Polskie Radio wyemitowało spektakl pt. „Papierosy Herbewo” autorstwa Ireneusza Iredyńskiego.

Konkursy z nagrodami
Ogromnym sukcesem marketingowym okazał się całkiem nowy wówczas pomysł zorganizowania ogólnopolskiego konkursu. W 1936 r. Herbewo za pośrednictwem prasy ogłosiło, że ci, którzy dokończą zdanie „Palę zawsze papierosy w samospalnych higienicznych zwijkach »Morwitan«, gdyż wiem, że...”, wymieniając zalety tych zwijek (gilz, tutek), nalepią na odpowiedzi literę „M” wyciętą z wieczka pudełka „Morwitan” i prześlą ją na adres Herbewa, mogą powalczyć o specjalnie zaprojektowane nagrody. Pierwszą z nich była „luksusowa szafka – sekretarzyk z garniturem do palenia”. Kolejnymi nagrodami były artystyczne stoliki do kart z popielniczkami i stoliki pod radio wraz z taboretami, 40 „wielkich wytwornych” kaset z kolekcją zwijek, 60 mniejszych ozdobnych kaset z kolekcją zwijek oraz 2000 popielniczek bakelitowych.
W roku następnym wielką popularność zyskały półgodzinne audycje „Morwitan w piosence”, emitowane w Polskim Radiu. Słuchaczom zaprezentowano sześć piosenek skomponowanych specjalnie dla Herbewa, wykonywanych przez Jerzego Kierskiego, Alberta Harrisa i Chór Juranda. Były to: tango „Morwitan to nasz znak”, walc angielski „Szczęście motyla”, tango „Puść wszystko z dymem”, foxtrot „Jedyne marzenie”, tango „Nikotyna” oraz marsz, początkowo nieposiadający tytułu. Słuchowisko nadawane było z Warszawy, Lwowa i Poznania. Oprócz piosenek, pojawiły się w nim zabawne dialogi, których tematem wiodącym było palenie. Przy okazji tego słuchowiska został ogłoszony plebiscyt na dwie najpopularniejsze piosenki oraz na najbardziej oryginalny tytuł dla ostatniej, bezimiennej piosenki.
Popularność akcji zaskoczyła wszystkich. W prasie pojawiły się informacje o ogromnym odzewie na ogłoszony konkurs. W odpowiedzi do Herbewa miało dotrzeć „dziesiątki tysięcy serdecznych i entuzjastycznych listów nie tylko z całej Polski, ale i z zagranicy, zbiorowe zgłoszenia setek stowarzyszeń, związków, szkół, świetlic żołnierskich i kilkaset nazwisk”. Wyróżniono przy tym jeden „z pułków artylerii garnizonu krakowskiego, który w komplecie wziął udział w imprezie »Morwitan w piosence«, nadsyłając sprawozdanie, zaopatrzone podpisami prawie całego grona PP. Oficerów, Podoficerów i Kanonierów pułku”.

Utrzymać firmę i ochronić pracowników
Do wybuchu II wojny kondycja firmy była doskonała. Wartość akcji i kapitał zakładowy rosły w szybkim tempie. W 1936 r. Herbewo kupiło Mirkowską Fabrykę Papieru w Jeziornej, która miała zapewnić dobrej jakości surowiec do produkcji zwijek i bibułek. Dyrekcja firmy planowała dalsze inwestycje, jednak wkroczenie we wrześniu 1939 r. Niemców do Polski przekreśliło te plany. Okupanci uznali produkcję Herbewa za użyteczną dla gospodarki niemieckiej. Pozostawili firmę w rękach polskiego zarządu, ale poddali ją kontroli.
Dla właścicieli rozpoczął się czas wytężonych starań o utrzymanie firmy i pracującej w niej załogi. Dezorganizacja gospodarcza w pierwszych miesiącach wojny, wstrzymanie eksportu oraz wcielenie części Polski do Rzeszy ograniczyły znacznie rynek zbytu. Nowe przepisy prawne wprowadzone w okupowanej Polsce zabraniały Żydom posiadania firm i sklepów. W związku z tym Herbewo straciło znaczącą część kontrahentów. Głównymi odbiorcami jego produktów były bowiem małe sklepy i trafiki, należące w większości do Żydów. Ponadto 90 proc. zatrudnianych przed wojną pracowników podróżujących stanowili Żydzi. Po wybuchu wojny zarząd firmy starał się pomóc swoim żydowskim klientom i pracownikom przebywającym w krakowskim getcie oraz ukrywającym się w innych częściach miasta.

Herbewo należało do największych zakładów produkujących produkty tytoniowe na terenie Generalnego Gubernatorstwa. Dzięki silnej pozycji finansowej sprzed wojny mogło przeznaczyć część środków na zorganizowanie opieki socjalnej dla swoich pracowników oraz wspieranie materialne Rady Głównej Opiekuńczej i innych instytucji pomocowych, wysyłanie paczek więźniom obozów niemieckich i pomoc potrzebującym mieszkańcom Krakowa.
Mimo reglamentacji surowca przez Niemców, Herbewo starało się utrzymać produkcję. Ograniczenie produkcji wiązałoby się z koniecznością drastycznej redukcji zatrudnienia, a pozbawienie ludzi pracy spowodowałoby ich wywóz jako pracowników przymusowych do Rzeszy. Zarząd firmy kilkukrotnie stanął przed dylematem zwolnienia części załogi. Mimo grożącego mu niebezpieczeństwa i kosztem zysku firmy decydował on – za każdym razem – o utrzymaniu stanu zatrudnienia. Bezpieczeństwo pracowników firmy kupowane było przez dyrekcję Herbewa za łapówki wręczane urzędnikom niemieckim.
Dla pracowników Herbewo zorganizowało kuchnię zakładową, w której każdego dnia wydawano ciepłą zupę. Firma zapewniała także dodatkowe racje żywności, zwłaszcza tym, którzy cierpieli z powodu niedożywienia. Starała się też zapewnić opał na zimę i finansowała zakup odzieży. Dla zatrudnionych matek i ich dzieci stworzono program opieki zdrowotnej. Kierowała nim doktor Stefania Gogolewska-Löwenhoff, lekarz chorób dziecięcych, starsza asystentka Uniwersytetu Stefana Batorego w Wilnie. Wiele dzieci chorowało wówczas na krzywicę, anemię, nerwicę i różne choroby zakaźne, były też niedożywione. Herbewo opłacało lekarzy, badania, lekarstwa i żywność. Udzielało także płatnych zwolnień, by matki mogły opiekować się chorymi dziećmi.
Firma świadczyła swoim pracownikom ciągłą pomoc finansową w formie zapomóg, pomagała w przeprowadzce pracownikom zmuszonym do przesiedlenia w inny rejon Krakowa i wspierała ich po śmierci bliskich.

Upaństwowienie
W 1944 r. Herbewo ponosiło bardzo duże straty. Brakowało surowca, a towar sprzedawany był po niekorzystnych cenach. Część gmachu firmy została zajęta przez Luftwaffe. Firmie groziło wywiezienie do Rzeszy całego wyposażenia fabryki. Dyrekcji firmy, zmuszonej ponownie do lawirowania pomiędzy narażeniem się Niemcom i potrzebą chronienia swojego majątku, pomogli lojalni pracownicy, którzy ukryli część wyposażenia fabryki. Niektóre maszyny wywieziono do stolicy, gdzie niestety uległy zniszczeniu podczas powstania warszawskiego.
W styczniu 1946 r. weszła w życie ustawa o przejęciu na własność państwa podstawowych gałęzi gospodarki narodowej. Początkowo Herbewu udało się uzyskać decyzję Wojewódzkiej Komisji do Spraw Upaństwowienia o wykreśleniu z wykazu firm przeznaczonych do upaństwowienia, jednak po sfałszowanych wyborach w 1947 r. i zaostrzeniu działania komunistów wobec tzw. prywatnej inicjatywy, w spółce rozpoczęły się uciążliwe kontrole skarbowe. Wobec dyrekcji formułowane były oskarżenia – nieudowodnione – o współpracę z Niemcami w czasie wojny. W tym trudnym momencie pracownicy spółki pozostali lojalni wobec dyrekcji.

Ostatecznie w 1948 r. postanowieniem Głównej Komisji do Spraw Upaństwowienia Przedsiębiorstw fabryka Herbewo została przejęta na rzecz państwa, a jej budynek zajęła Drukarnia Narodowa. Samej spółki jednak nie wykreślono z rejestru handlowego, ale jej działalność ograniczona została do administrowania nieruchomościami.
W 1990 r. Andrzej Barański, wnuk założyciela Herbewa, Stanisława Wołoszyńskiego, odzyskał prawo do części nieruchomości spółki. Powołany został nowy zarząd. Firma zmieniła jednak profil działalności. Do produkcji bibułek i tutek nie powrócono, a w starym budynku fabrycznym powstał dom towarowy. Od 1996 r. Herbewo zajmuje się zarządzeniem nieruchomościami.






„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.














