Haiku

W czasie kiedy prezydent krzyczał, ja leżałem w łóżku z anginą, i to w Wiedniu. Chętnie też bym sobie coś krzyknął, ale gardło spuchło mi tak bardzo, że z trudem mogłem powiedzieć kilka słów.
Czyta się kilka minut

Początkowo próbowałem leczyć się sam, ostatecznie nie będzie mi obcy lekarz w obcym języku mówił, co mam robić. Niestety, pani doktor Kantorowa była kilkaset kilometrów od miejsca, gdzie leżałem, a ból stopniowo stawał się nie do zniesienia. W dodatku miałem odpowiednie ubezpieczenie i obcy lekarz mógł mnie przyjąć bezpłatnie.

Trzeba powiedzieć – pomógł. Słowa po polsku nie umiał, bo Austriak, czyli Niemiec jakby, ale zbadał starannie, przepisał stosowny antybiotyk i po trzech dniach puściło. Kiedy opuchlizna zeszła, a ja wyrzuciłem z siebie wszystkie nagromadzone obrzydliwości, miałem ochotę iść i całować go po rękach, ale się powstrzymałem. Tylko by tego brakowało, żeby sobie pomyślał, jak bardzo mu jestem wdzięczny. Duma, duma, narodowa duma! Też mamy nie gorszych lekarzy, zresztą u niego w kolejce półtorej godziny odsiedziałem, a u nas w ośrodku, jak pobiegnę o siódmej i się zarejestruję, to potem o czternastej bez kolejki mnie przyjmą.

Tak więc jestem zdrowy – i to jest dobra wiadomość, bo innych dobrych nie ma. To znaczy dobra dla mnie jest i ta, że jak człowiek siedzi w Wiedniu, to jednak mniej rzeczy do niego dociera i mniej go denerwuje. Teraz muszę się skupić, kończę większą robotę, jeszcze przez dwa miesiące będę tak kończył, ale skończyć muszę. Czy w tym czasie w mojej ojczyźnie coś się przypadkiem nie skończy, pewności nie mam. Wszyscy mnie tu pytają, co myślę, a ja myślę to, co wszyscy. To znaczy to, co połowa wszystkich. Większa połowa? Mniejsza? Ostatnio rozśmieszył mnie mem, który znalazłem w internecie. Nauczyciel matematyki ostrzega uczniów: „Wasza klasa jest taka słaba, że 60 procent nie zda”. A uczniowie: „Ha ha ha, jak nas tylu nawet nie ma!”.

No więc siedzimy w tej klasie, prezydent, co kiedyś wyznał, że stale się uczy, pokrzykuje, a my nie wiemy: zdamy ten egzamin czy nie? Ręce opadają niczym wody gruntowe. Każdego dnia człowiek dostaje jakieś apele do podpisania – dodam: w języku polskim, żeby nie było, że to jakieś obce apele są – ale ileż takich apeli podpisać można, żeby nasz podpis coś jeszcze znaczył? „Wszystkiego dziś trzeba bronić przed głupkami”, usłyszałem kilka lat temu w tramwaju, ale nie wiem, kogo miał na myśli ten, co mówił. Jak tak przychodzi apel za apelem, to człowiek ma wrażenie, że istotnie, szaleństwo jakieś ludzi ogarnęło, żeby popsuć, co jeszcze możliwe.

W tej sytuacji mogę wam zalecić tylko poezję. Czytajcie Leśmiana. A jak was Leśmian rozstraja, to Bargielską. A jak Bargielska to za dużo, czytajcie Sobola. A jak Sobol to za mało, bierzcie Kennetha Kocha. Na szczęście jest tych książek z poezją sporo i w dodatku dobrych. Mnie pomaga w życiu wiersz Rona Padgetta, którego tu już nie raz przywoływałem. Ma trzy wersy, nosi tytuł „Haiku”, choć żadnym haiku nie jest. Ale cele ma podobne. Podaję go wam we własnym przekładzie:

Najpierw – uspokój się.
Potem – spróbuj pozostać w tym stanie
przez resztę życia.
©

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 5/2020